Idę na każdą padlinę
Rozmowa z Patrykiem Szwedzikiem, skrzydłowym Ruchu Chorzów
Szybkość to główny atut blisko 24-letniego skrzydłowego. Fot. Marcin Bulanda/Press Focus
Przed przerwą na kadrę pokonaliście 3:1 Miedź Legnica. Co może pan powiedzieć o waszym drugim z rzędu zwycięstwie?
– Na pewno był to dobry mecz w naszym wykonaniu. Początek może nie był zadowalający, ale pokazaliśmy charakter i to, że możemy podnieść się po trudnym momencie, gdy straciliśmy bramkę. Zdecydowanie na następne spotkania można patrzeć z optymizmem.
Pan, jako legniczanin, nie krył radości po golu z legniczanami.
– W momencie zdobywania bramki w ogóle o tym zapomniałem, byłem w ekstazie i dlatego tak się cieszyłem. To nie ma jednak związku z tym, czy grałem w Legnicy, czy nie. Po prostu bardzo cię cieszyłem z kolejnego gola (uśmiech). W Miedzi zaczynałem grać w piłkę od małego. Kiedy skończyłem 5 lat, dołączyłem do klubu. To był mój pierwszy zespół. Grałem tam 9 czy 10 lat i dopiero potem przeniosłem się do GKS-u Katowice.
Wygrana z Miedzią była zupełnie inna niż z Tychami. Legniczanie w drugiej połowie nic w ataku nie pokazali.
– To bardzo nas cieszy, że w drugiej połowie nie oddaliśmy inicjatywy. Poprzednie mecze pokazywały, że czasami czegoś nam brakowało. Czy utrzymania przy piłce, czy za bardzo panikowaliśmy... Nie wiem, trudno coś na ten temat powiedzieć. W tym meczu było widać, że utrzymaliśmy wynik, a Miedź nie stworzyła sobie bardzo groźnych sytuacji.
Z 5 kolejnych wyjazdów nie przywieźliście żadnego zwycięstwa, aż wróciliście na Stadion Śląski i wygraliście oba mecze – z GKS-em Tychy i Miedzią.
– Zgadza się, na Śląskim wygrywamy dużo meczów, już tego nawet nie liczę (śmiech).
Na wyjeździe jeszcze nie wygraliście...
– Nie patrzymy na to. Skupiamy się na każdym kolejnym spotkaniu, ale statystyki nie kłamią i pokazują, że w Kotle Czarownic czujemy się dobrze.
Z czego to wynika? W autokarze niewygodnie?
– Nie można tak na to patrzeć (śmiech). Po prostu dobrze się tutaj czujemy. Na Śląskim jest też specyficzna murawa. Nawet kiedy oglądaliśmy mecz reprezentacji Polski, to widzieliśmy, że zawodnicy się ślizgają. My mamy to zakodowane, że murawa czasem płata figle (śmiech). Może to jest przyczyną, że tak dobrze nam idzie w spotkaniach u siebie.
Zdobył pan tym samym 7. bramkę w sezonie ligowym, wyrównując dotychczasowy rekord z GieKSy z sezonu 2021/22. Musiałby się pan bardzo postarać, żeby tego wyniku nie pobić, choć... i tak ma pan jeszcze jedno trafienie z Pucharu Polski.
– Bardzo mnie to cieszy, natomiast nie chcę robić tak, że pobiję ten rekord i spocznę na laurach. Będę chciał zdobyć jak najwięcej bramek i z każdym meczem udowadniać, że zasługują na wyjściową jedenastkę i żeby grać w Ruchu.
Musi się pan dobrze czuć w Chorzowie.
– Jest dużo aspektów, które na to wpływają. Przede wszystkim drużyna, która wie, jakie ruchy wykonuję na boisku i gdzie można mi zagrać piłkę – czy Shuma Nagamatsu, czy Marko Kolar. Dobrze się rozumiemy. Choćby właśnie z Miedzią Marko zagrał mi bardzo nieoczywistą asystę. On wie, że idę na każdą taką piłkę, jak ja to mówię – na taką padlinę. Futbolówka zawsze gdzieś mi spada. Cieszę się, że znowu mnie znalazła.
Jest pan najskuteczniejszym zawodnikiem Ruchu i „ucieka” Piotrowi Ceglarzowi, który w lidze strzelił 5 goli. To dodatkowa motywacja?
– Oj nie, ja na to tak nie patrzę. Teraz wolałbym zrobić 8 asyst do Piotrka czy do Marko i też bym się bardzo z tego cieszył – tak samo jak z kolejnych 8 goli (śmiech). Chcę pomagać drużynie i zdobywać jak najlepsze wyniki, ale właśnie z drużyną – bo to nie jest sport indywidualny.
Jesteście w strefie barażowej. W szatni patrzycie na tabelę?
– Na tabelę będziemy patrzeć pod koniec sezonu, kiedy zostanie kilka spotkań. Teraz ona zmienia się cały czas i drużyny nieraz będą się jeszcze mijać. Natomiast cieszy to, że jesteśmy w strefie barażowej, że krążymy blisko. To motywuje nas jeszcze bardziej do tego, aby to utrzymywać i grać lepiej.
Po kolejnym meczu ze Zniczem Pruszków sezon znajdzie się na półmetku. Ile procent potencjału Ruchu widzieliśmy do tej pory?
– Ciężko stwierdzić. Były takie mecze, kiedy bardzo dobrze wyglądaliśmy w pierwszych minutach albo w pierwszej połowie, a w drugiej coś nie szło. Trudno wypowiedzieć się o potencjale. Trzeba na pewno patrzeć na ostatni mecz, a z Miedzią pokazaliśmy charakter. Okej, na początku było trochę gorzej, ale dalsza część spotkania i strzelone gole to podsumowały.
Rozmawiał Piotr Tubacki
