Hymn zagrany w… przerwie
KOMENTARZ „SPORTU” - Michał Zichlarz z Maroka
Przed nami ostatnie akordy XXXV Coupe d’Afrique. Do końca trwającej od 21 grudnia imprezy zostały już ledwie cztery spotkania. Dwa z nich zostaną rozegrane w środę. Na placu boju zostali już tylko sami wielcy w afrykańskim futbolu; reprezentacje, które zawsze znaczyły i znaczą wiele w piłce na Czarnym Lądzie, a i nie tylko tam, co pokazał mundial w 2022 roku.
W pierwszej półfinałowej grze w Tangerze Senegal zmierzy się z Egiptem. Faraonowie to najbardziej utytułowana ekipa w historii Pucharu Narodów Afryki. Mistrzami byli już siedem razy. W ostatnich latach w decydujących grach o złoto przegrywali, w 2017 z Kamerunem, a w 2022 z Senegalem. Wielki Mo Salah jeszcze mistrzem Afryki nie był i… tak może pozostać. To nie Faraonowie są faworytem starcia z Lwami Terangi, które w 2019 finał przegrały, ale cztery lata temu już zwyciężyły, właśnie w decydującej grze z Egipcjanami, po serii karnych. Przed tamtym turniejem Sadio Mane mówił, że dla niego ważniejsze jest zdobycie Pucharu Afryki niż sukces na mistrzostwach świata! Takie emocje te rozgrywki wzbudzają w Afryce. Senegalczykom tym bardziej zależało, że do 2022 roku mistrzem jeszcze nie byli.
Maroko kontra Nigeria? Ten pojedynek można traktować jako przedwczesny finał. Dwa znakomite zespoły, wielu świetnych graczy po obu stronach. Z jednej - najlepsza na turnieju Nigeria, która wygrała wszystkie swoje dotychczasowe mecze, czyli razem już pięć, aplikując przy tym rywalom 14 goli. Za aż 13 z nich odpowiada niesamowity duet Victor Osimhen – Ademola Lookman! Pierwszy ma na koncie już cztery gole i dwie asysty. Lookman do siatki trafił z kolei 3 razy, ale ma aż 4 asysty. Znakomity bilans i znakomita gra nie tylko tego duetu, ale całej ekipy Super Orłów, prowadzonej przez malijskiego selekcjonera Erica Chelle. Byłem tutaj na dwóch meczach Nigeryjczyków - z Mozambikiem w 1/8 finału i z Algierią w Marrakeszu w sobotę - i było na co patrzeć. Zniszczyli przeciwników, w pozytywnym futbolowym sensie oczywiście.
Maroko na tym tle jest… kopciuszkiem. W czołowej czwórce Pucharu Narodów było ledwie 5 razy. To nawet mniej niż Mali, które w półfinałach grało już sześć razy. Lwy Atlasu triumfowały ledwie raz - w 1976 roku, do półfinału awansowały po długiej, bo 22-letniej przerwie. Czwarta drużyna mistrzostw świata 2022, najwyżej notowana afrykańska reprezentacja w rankingu FIFA (11. pozycja), ma oczywiście wiele atutów.
Jak będzie na Prince Moulay Abdellah Stadium? Po ćwierćfinałach było wiele szumu. Przegrani w starciu z Marokiem Kameruńczycy oraz Algierczycy pokonani przez Nigerię mieli ogromne pretensje do arbitrów. Doszło wręcz do rękoczynów. CAF wszczęła dochodzenie w tej sprawie. „Sędziowie zrobili brudną robotę” - komentowali niemogący się pogodzić z porażkami żurnaliści z obu krajów. Owszem, były sporne decyzje, ale po prawdzie to przegrani nie mieli zbyt wielu piłkarskich argumentów po swojej stronie. Moim zdaniem, jako postronnego obserwatora, a byłem na obu tych spotkaniach - w Rabacie i Marrakeszu - zwyciężyli po prostu lepsi.
Mam nadzieję, że tak też będzie w Tangerze i Rabacie dzisiaj i że nie będzie uciekania się do tak brudnych sztuczek, jakich świadkiem byłem podczas mojego pierwszego Pucharu Narodów Afryki w 2004 roku w Tunezji. W półfinale zmierzający wtedy po pierwsze mistrzostwo gospodarze grali właśnie z Nigerią, która miała w składzie takich graczy, jak Jay-Jay Okocha czy Nwankwo Kanu. Przed spotkaniem nie odegrano hymnu Nigerii! Kaseta z nagraniem miała się... zawieruszyć. Ostatecznie hymn puszczono... na początku drugiej połowy! Takie brudne sztuczki stosuje się w Afryce w celu zdeprymowania rywala. Obyśmy z niczym takim nie mieli do czynienia w środę!
