Horror na otwarcie i happy end!
Była od dwa gemy od przegrania meczu, w trzecim secie nie była w stanie serwować, ale Magda Linette przetrwała i awansowała do drugiej rundy w Paryżu. Jest w niej też Magdalena Fręch.
W tym momencie wydawało się, że za chwilę Magda Linette podda mecz, ale okazała się twarda jak skała... Fot. PAP/EPA
FRENCH OPEN
Pierwszy dzień wielkoszlemowej rywalizacji na kortach Rolanda Garrosa był dla polskich tenisistów bardzo udany. Dwójka z szóstki naszych singlistów, która w niedzielę wyszła na korty, awansowała do kolejnej fazy turnieju, choć w zupełnie innych okolicznościach.
To, co zdarzyło się w meczu Magdy Linette z Terezą Valentovą, spokojnie można nazwać tenisowym horrorem. Rozgrywany w upale mecz trwał prawie trzy godziny i zakończył się po przedłużonym tie-breaku 5:7, 6:4, 7:6 (11-9) na korzyść o 15 lat starszej Polki. W międzyczasie obie tenisistki i kibice przeżywali prawdziwą huśtawkę nastrojów, a niektórzy zapewne zagryzali nawet zęby.
Należała się kara...
Linette zaczęła spotkanie imponująco - od prowadzenia 4:1. W pewnym momencie fatalnie przestrzeliła prostego zdawało się woleja i nagle straciła rytm. Do głosu doszła utalentowana Valentova, dziś 42. na świecie. Szybko odrobiła stratę i ostatecznie wygrała partię 7:5.
W drugiej sytuacja się odwróciła. Czeszka prowadziła 4:2 i od zwycięstwa dzieliły ją już tylko dwa wygrane gemy. To Polka jednak lepiej wytrzymała presję, w świetnym stylu wygrała cztery gemy z rzędu i wyrównała stan meczu.
W decydującym secie mieliśmy kolejną odsłonę dramatu. Poznanianka, prowadząc 2:1, zaczęła utykać na lewą nogę. Widać było, że zmaga się z dużymi problemami fizycznymi – nie potrafiła m.in. serwować z wyskoku i zagrywała piłkę dołem. W końcu poprosiła o przerwę medyczną i jej udem zajęła się fizjoterapeutka.
- Czułam, że trochę mi się należała kara za tego woleja w pierwszym secie. Gdybym go wtedy trafiła, może nie byłabym w tej sytuacji. Powtarzałam więc sobie, że sama narobiłam takiego bigosu i muszę z niego wyjść. Potrzebowałam chwili, aby zrozumieć, które uderzenia sprawiają mi najwięcej bólu i problemów. Udało mi się nawodnić i wziąć trochę soli, dzięki czemu chociaż część bólu przeszła, choć już miałam załamanie. Czułam jednak, że jest troszkę lepiej, dlatego później było mi łatwiej walczyć, w końcu kolano się odblokowało i mogłam serwować normalnie - opisywała Linette.
Zachowała zimną krew
Zabiegi przyniosły efekt, bo Polka odskoczyła na 3:1. Potem prowadziła 4:2, jednak 19-latka z Pragi odrobiła stratę. Potrzebny był tie-break, który w przypadku rozstrzygającego seta na Wielkim Szlemie rozgrywany jest do 10 punktów. Linette zaczęła go świetnie, szybko prowadząc 5-1, ale kilka minut później zrobiło się 7-7. Polka zachowała jednak zimną krew. Wygrała dwie kolejne akcje, a ostatecznie wykorzystała trzecią piłkę meczową. Za wielki hart ducha i wytrwałość zebrała owację od licznej publiczności.
Poznanianka przełamała w końcu trzyletnią serię porażek w pierwszej rundzie w Paryżu – poprzednio wygrała mecz w 2022 roku, z Ons Jabeur. Najlepszy wynik w stolicy Francji osiągnęła w edycjach 2017 i 2021, gdy dotarła do trzeciej rundy. Teraz powalczy o nią albo z mistrzynią z Paryża 2017, a teraz rozstawioną z numerem 29. Łotyszką Jeleną Ostapienko, albo z Niemką Ella Seidel (96. WTA) – ich mecz w poniedziałek, a Polka będzie miała dwa dni odpoczynku, do środy. W trzeciej rundzie może na rodaczkę czekać Iga Świątek.
Rumunka się poddała
Paryski upał zaczął zbierać żniwo. Gdy Poznanianka happy endem kończyła swoją odyseję, pierwszego seta po tie-breaku z Eleną-Gabrielą Ruse wygrała Magdalena Fręch. Po trzech gemach drugiej partii Rumunka (72.) – która wcześniej poprosiła o przerwę medyczną i miała m.in. mierzone ciśnienie – poddała mecz przy stanie 7:6 (7-5), 2:1 dla Łodzianki.
Pierwsza partia była bardzo zacięta i trwała ponad godzinę. Rumunka była w niej bardzo blisko zwycięstwa. W tie-breaku prowadziła 5-3 i potrzebowała jeszcze tylko dwóch piłek. Cztery punkty z rzędu zdobyła jednak Fręch, co dało jej wygraną w secie. Podopieczna Andrzeja Kobierskiego poprawiła bilans z Ruse na 2-3. - Wygrana to wygrana, bardzo się cieszę z awansu. Myślę, że kluczowy był pierwszy set. Gdyby Ruse go wygrała, to pewnie tak łatwo nie podjęłaby decyzji o kreczu - oceniła Łodzianka.
Kolejną rywalkę też pozna w poniedziałek. Będzie nią albo rozstawiona z numerem 20. Rosjanka Ludmiła Samsonowa, albo Szwajcarka Jil Teichmann (170.).
Tercet w poniedziałek
W poniedziałek do boju przystąpi czterokrotna mistrzyni Rolanda Garrosa (2020, 2022-24) Iga Świątek – w samo południe na korcie centralnym rozstawiona z numerem 3. Raszynianka zagra z 17-letnią „dziką kartą” z Australii Emerson Jones (136.). Będzie zdecydowaną faworytką.
Godzinę wcześniej, o 11.00, zwyciężczyni kwalifikacji Maja Chwalińska (114.) zadebiutuje w głównej drabince w Paryżu od meczu z mistrzynią olimpijską z Paryża Qinwen Zheng. Poprzeczka ustawiona jest wysoko, ale Chinka (56. WTA) w ostatnim czasie zmagała się z kontuzjami.
Około 14.00 Hubert Hurkacz zagra z Hiszpanem Jaume Munarem (41. ATP) Wcześniej grali tylko raz - w 2018 roku w Next Gen ATP Finals górą był Polak.
Szósty z naszych reprezentantów – Kamil Majchrzak – mecz pierwszej rundy z Chilijczykiem Alejandro Tabilo (36.) zagra dopiero we wtorek.
(ToM)
_________________________Kampania wschodnia
ZDANIEM EKSPERTA
Lech SIDOR, były mistrz Polski i reprezentant w Pucharze Davisa, komentator Eurosportu
- Na razie jeszcze wielkich efektów zmiany trenera Igi Świątek nie widać. W półfinale w Rzymie miała egzamin ze Switoliną i go oblała. Pokonanie Jones w Paryżu, to jej obowiązek. Ale potem może czekać ją kampania wschodnia: Ostapienko, Switolina, Rybakina, Sabalenka. Ogromnie trudne zadanie.
- Co do Chwalińskiej, oglądałem jej mecze w eliminacjach. Grała genialnie. Widać, że popracowała nad fizycznością i to daje efekty. Ważny będzie początek meczu z Zheng. Jeśli Maja zagra bardzo dobry tenis, może to Chinkę zirytować, bo ona ma świadomość, że gra w Paryżu o odbudowanie swojej pozycji.
- W lepszej sytuacji po losowaniu drabinki mężczyzn jest Hurkacz. Munar, to nie jest typowy Hiszpan, który jakoś szczególnie uwielbia grę na ziemi. Szanse na zwycięstwo są wyrównane. Trudniej będzie miał Majchrzak. Tabilo to tenisowy zawadiaka. Zdrowy Polak mógłby sobie z nim poradzić, ale nie wiadomo, czy podoła fizycznie. W Wielkim Szlemie w głowie zawodnika siedzi myśl „co będzie ze mną w trzeciej godzinie meczu”. Ale Kamila stać na wygraną.
Emocje Marty
Niezwykle emocjonalną przemowę na korcie miała Marta Kostjuk – podopieczna Sandry Zaniewskiej jako jedna z pierwszych awansowała w niedzielę do 2. rundy. - Jestem niezwykle dumna z siebie. Myślę, że rozegrałam jeden z najtrudniejszych meczów w karierze. Dziś o poranku, sto metrów od domu moich rodziców, pocisk zniszczył budynek. To był dla mnie trudny poranek. Nie wiedziałam, jak ten mecz potoczy się z mojej perspektywy. Nie wiedziałam, jak to udźwignę. Jestem zadowolona z awansu do drugiej rundy, ale wszystkie moje myśli są teraz z Ukraińcami – powiedziała 23-letnia tenisistka z Kijowa. Ukrainka, triumfatorka turniejów w Rouen i Madrycie, pozostaje niepokonana w tym sezonie na mączce, notując 13. kolejne zwycięstwo. Kostjuk nie podała ręki Oksanie Selechmietiewej, Rosjance, która dopiero od turnieju w Paryżu reprezentuje Hiszpanię.
Hurkacz na granicy top 100
Iga Świątek utrzymała trzecie miejsce w najnowszym notowaniu światowego rankingu tenisistek. W zestawieniu ogłoszonym wyjątkowo w niedzielę z powodu rozpoczynającego się French Open, na czele, z wyraźną przewagą nad rywalkami, utrzymuje się – łącznie 92. tydzień - Białorusinka Aryna Sabalenka. Druga jest reprezentująca Kazachstan Jelena Rybakina. W najlepszej dziesiątce nie doszło do żadnych zmian. W czołowej „50” z Polek jest jeszcze tylko Magdalena Fręch, która awansowała z 49. na 46. miejsce; Magda Linette spadła z 57. na 73.
Blisko wypadnięcia z top 100 znalazł się w rankingu tenisistów Hubert Hurkacz. Wrocławianin spadł aż o 21 pozycji - z 78. na 99. To efekt odpisania punktów za ubiegłoroczny finał w Genewie; tym razem „Hubi”, były numer 6 na świecie, na start w Szwajcarii się nie zdecydował. Jeśli Polak przegrałby w pierwszej rundzie Rolanda Garrosa, może nawet wypaść z czołowej setki notowania po raz pierwszy od prawie ośmiu lat. Nieznacznie obsunął się drugi Polak w top 100, Kamil Majchrzak - z 77. na 78. miejsce. Prowadzi niezmiennie Włoch Jannik Sinner, drugi Hiszpan Carlos Alcaraz traci do Włocha prawie 2800 punktów, a trzeci Niemiec Alexander Zverev już ponad 9 tys.
Marta Kostjuk nie potrafiła ukryć emocji po strasznej nocy w Kijowie... Fot. Paweł Andrachiewicz/PressFocus
