Historia się powtórzy?
Lech ostatni raz zagrał w finale Pucharu Polski, kiedy po drodze ograł Zabrzan.
Mikael Ishak znowu będzie chciał pokonać bramkarza Górnika. Fot. Press Focus
LECH POZNAŃ
Puchar Polski to rozgrywki, które w Poznaniu przywołują dawne dobre wspomnienia, bardzo dawne. Kibice w Wielkopolsce na to trofeum czekają już od blisko 17 lat! Ostatnie zwycięstwo to sezon 2008/2009, kiedy Lechici prowadzeni przez Franciszka Smudę pokonali Ruch Chorzów po golu Sławomira Peszko. To wszystko miało miejsce na Stadionie Śląskim. Od tamtych lat wiele się zmieniło, ale Kolejorz dalej nie umie triumfować w pucharze. Chociaż mistrzowie Polski grali od tego czasu już w kilku finałach, to jednak za każdym razem czegoś brakowało, żeby wygrać.
Ostatni taki przypadek to sezon 2021/22. Kibice widzą podobieństwa tamtych rozgrywek do aktualnych. Wtedy na etapie ćwierćfinału Lechici także zmierzyli się z Górnikiem, wygrywając 2:0. Dubletem popisał się Joao Amaral, ale to starcie z obecnej kadry Lecha pamięta tylko czterech zawodników: Mikael Ishak, Radosław Murawski, Joel Pereira i Mateusz Skrzypczak. Wtedy, po zwycięstwie z Olimpią Grudziądz w półfinale, Kolejorz w decydującym starciu spotkał się z Rakowem, który wygrał 3:1. Teraz Poznaniacy ponownie chcą przejść Zabrzan, ale potem liczą na lepsze rozstrzygnięcia.
Lechici po imponującym zwycięstwie odniesionym nad Rakowem w niedzielę (4:3) i serii sześciu kolejnych wygranych we wszystkich rozgrywkach podejmą rywala, który znajduje się w zupełnej innej sytuacji. Zawodnicy Górnika szukają formy z rundy jesiennej, ale trener Niels Frederiksen przestrzega przed lekceważeniem rywali. – Nie sądzę, żebyśmy kiedykolwiek czuli obawy przed jakimkolwiek przeciwnikiem, ale to nie zmienia faktu, że Górnik Zabrze ma po swojej stronie dużo jakości. Widzieliśmy to wyraźnie, kiedy grał z nami cztery tygodnie temu. To był trudny mecz i takiego teraz też oczekujemy – zwrócił uwagę duński szkoleniowiec.
Kalendarz mistrzów Polski jest bardzo napięty i grają oni praktycznie co trzy dni. Z tego powodu trener Frederiksen musi odpowiednio zarządzać siłami swoich zawodników. – Piłkarze wolą grać niż trenować i prawdę mówiąc, obecnie nie mamy mocnych treningów. Dozujemy obciążenia przez pryzmat minut, jakie mają w nogach poszczególni zawodnicy. Nie zamierzamy narzekać na to, że gramy na trzech frontach, wręcz przeciwnie – bardzo się z tego cieszymy – podkreślił opiekun Lechitów.
Duńczyk potwierdził, że ponownie zabraknie Filipa Jagiełły, który wciąż nie jest gotowy do gry po kontuzji, której doznał w meczu z Koroną. Środkowy pomocnik robi jednak postępy i być może znajdzie się w kadrze na sobotni mecz z Widzewem. W starciu z Łodzianami na pewno natomiast zabraknie Antoniego Kozubala oraz Antonio Milicia, którzy będą pauzowali za nadmiar żółtych kartek. Można się zatem spodziewać, że obaj wyjdą w podstawowej jedenastce na mecz z Górnikiem, ponieważ czas na odpoczynek będą mieli w weekend.
Miłosz Cebo
