Historia się powtarza
LIGOWIEC - Michał Zichlarz
W tabeli wtedy, jak teraz, na ostatnim miejscu był Raków. Też było po wspomnianych 9 kolejkach, też Częstochowian prowadzili – jak teraz – kolejni szkoleniowcy. Teraz byli to Dawid Kroczek, Dawid Szulczek i aktualnie Tomasz Kaczmarek. Wtedy? Zaczął Hubert Kostka, potem w połowie września 1997, kiedy nie szło, zastąpił go na dwa tygodnie Jan Basiński, po nim nastał związany lata wcześniej z kadrą Bogusław Hajdas, a w sezonie zakończonym ostatecznie spadkiem byli jeszcze Adam Zalewski i Gothard Kokott. Prawdziwa trenerska karuzela, jak teraz…
Na czele tabeli był wtedy po 9 kolejkach Widzew z 19 punktami, przed ŁKS 17 „oczek” i rewelacyjną Odrą Wodzisław. Śląski beniaminek na koniec cieszył się z podium ekstraklasy, trzeciego miejsca, które dało grę w europejskich pucharach. Widzew też utrzymał pierwsze miejsce, żeby cieszyć się ze swojego ostatniego jak na razie - czwartego - mistrzostwa Polski.
Raków? Z kretesem spadł z ligi. Na koniec zgromadził ledwie 17 punktów, tracąc do przedostatniego KSZO siedem oczek, a nie utrzymała się też czwarta od końca Petrochemia Płock (38 pkt.) oraz Dyskobolia Grodzisk (29 pkt.).
W Częstochowie wszystko się wtedy sypało, w 2001 roku drużyna zaczynała wszystko od czwartego poziomu rozgrywkowego. Odra? Jest teraz w B-klasie… Takie są często niezbadane losy klubów, nie wiadomo, co je czeka.
Raków na teraz jest jeszcze gorszy punktowo niż był przed prawie 30 laty, we wrześniu 1997. Różnica jest taka, że teraz klub ma możnego sponsora i właściciela w osobie Michała Świerczewskiego, który za dużo włożył pracy i wysiłku, żeby wszystko zaprzepaścić. Gorsze momenty, sezony się zdarzają. Może być i spadek, to przecież sport, ale na pewno nie będzie takiej degrengolady, jaką mamy teraz przykładowo we wspomnianym Wodzisławiu i sąsiednim Jastrzębiu, które też ze szczebla centralnego potoczyło się do wspomnianej B-klasy (Jastrzębianie z Wodzisławianami zagrają ze sobą w połowie października…).
Być może długa, bo prawie trzytygodniowa, przerwa pomoże mistrzowi Polski z 2023 roku w odzyskaniu formy i sił. To przecież niemożliwe, żeby tacy piłkarze, jak Oskar Repka, Tomasz Pieńko czy kilku innych zapomniało, jak się gra w piłkę! Może po wznowieniu rozgrywek uda się odbić od dna, bo jakieś tam pozytywne symptomy w grze Medalików są. Na pewno jednak nie mogą tracić w ten sposób bramek, jak w ostatnim spotkaniu w Kielcach czy z Zagłębiem Lubin tydzień wcześniej, bo to przecież wstyd, żeby na tym etapie rozgrywek mieć już straconych 21 goli i dla rywali być jak przysłowiowa tarcza strzelnicza.
