Havertz może być wygranym mundialu!

Rozmowa z Radosławem Gilewiczem, byłym reprezentantem Polski, komentatorem i ekspertem telewizyjnym

To po tym strzale Kaia Havertza zespół angielski na długie minuty objął prowadzenie w finale. Fot. PAP/EPA

Niespodzianką nie jest końcowy wynik, ale przebieg finału – zgodzi się pan z takim stwierdzeniem?

- Kibiców na pewno rozpieścił pierwszy półfinałowy mecz Paris Saint-Germain z Bayernem (5:4 dla paryżan). Zresztą i rewanż stał na bardzo wysokim poziomie, choć może nie był aż tak widowiskowy. To były „przedwczesne” finały. Potyczka w Budapeszcie tak nie wyglądała. Nie z powodu stawki jednak, która by paraliżowała rywali, ale z powodu taktyki świadomie przyjętej przez Arsenal. Taki był jego pomysł na pokonanie PSG. Gdyby Londyńczycy zagrali tak otwartą piłkę, jak to zrobił Bayern, różnie by się to mogło dla nich skończyć. Ostatecznie przegrali, ale karne to loteria; byli blisko sukcesu.

Przekornie zapytam, czy to Kai Havertz w 6. minucie po prostu nie zepsuł nam finał swą bramką?

- Dobre pytanie. W jakimś stopniu tak. Ale pamiętajmy, że Arsenal wiele w tym sezonie meczów wygrał właśnie w podobnym stylu. Na różnych przeciwników mieli różne pomysły, ale zazwyczaj miewały one w sobie ten pierwiastek szczelnej defensywy. W Premier League to zadziałało na całego długości sezonu; zdobyli mistrzostwo po bardzo długiej przerwie. W Lidze Mistrzów też działało. W zespole paryskim jest naprawdę wiele jakości, również na ławce, a przecież kolejne zmiany niewiele dawały. Jego płynnych akcji było bardzo mało. Arsenal wiedział, co robi. Czekał na tę kontrę, ale i czekał na stały fragment gry, głównie rzuty rożne. Nie znam dokładnych statystyk, ale wydaje mi się, że i w Lidze Mistrzów, i w Premier League, zdobył najwięcej goli w ten właśnie sposób. Gdyby nie kontra i gol Havertza, pewnie polowałby właśnie na takie trafienie: tym bardziej, że w PSG zbyt wielu rosłych piłkarzy nie było. W każdym razie obraz gry i bez tej bramki mógł być bardzo podobny.

Wystawienie w wyjściowym składzie Havertza – gościa, który w tym sezonie zagrał jeden (!) pełny mecz w ekipie Arsenalu, było świetnym – jak się okazało – posunięciem Artety. Błysk geniuszu?

- W przypadku Havertza niektórzy trenerzy widzą u niego coś, czego nie dostrzega wielu innych. To nie jest – że przypomnę – urodzony snajper; to jest ofensywny pomocnik, który został przekwalifikowany na napastnika. I teraz często jest tym jedynym napastnikiem – w klubie i w reprezentacji Niemiec. W tym sezonie rzeczywiście stracił wiele czasu na leczenie różnych kontuzji. Natomiast już za parę tygodni to właśnie on może być wygranym mistrzostw świata. Dlaczego? Bo... jest najbardziej wypoczęty! Zwrócił pan uwagę, jak wielu piłkarzy w końcówce łapay skurcze? Mundial będzie prawdziwą mordęgą dla tych chłopaków. 104 mecze! Od samego oglądania może rozboleć głowa i oczy; a co dopiero od grania. Jestem pewien, że najlepiej będą się prezentować ci, którzy mają w nogach mało rozegranych meczów – jak Havertz.

Mówimy o bohaterze Anglików. Bohater PSG, Chwicza Kwaracchelia, wyjąwszy sytuację z rzutem karnym, raczej nie rzucił na kolana tak, jak się tego spodziewaliśmy. Czemu?

- Bo to jest finał i trzeba mieć sposób na przeciwnika. Arteta odrobił zadanie domowe nie tylko dlatego, że dobrze się ten mecz dla jego zespołu ułożył. Arsenal bronił się na 25.-30. metrze od bramki. „Paryż będzie miał rzeczywiście bardzo ciężko: boczne sektory zajęte, środek zagęszczony” - pomyślałem od razu. Kwaracchelia szukał różnych sposobów „wyrwania się” z tego podwajania i potrajania angielskich obrońców. Grasz „jeden na jednego”, „jeden na dwóch”, a to kosztuje mnóstwo sił!

PSG obronił Ligę Mistrzów. Myśli pan, że to może być dłuższe panowanie paryżan? Czy też za dużo mamy zmiennych we współczesnym futbolu, by taka dominacja się utrzymała?

- Na tym najwyższym poziomie różnice są bardzo niewielkie i właściwie niewykonalne jest, by - jak kiedyś - stworzyć coś w rodzaju „galacticos” w Realu Madryt, sprowadzając najlepszych piłkarzy. Same indywidualności już nie wystarczają. Luis Enrique, godząc się na „odstrzelenie” najlepszego napastnika świata, czyli Kyliana Mbappe, zrobił coś, na co nikt by się poza nim chyba nie odważył. Ale dzięki stworzył niesamowity kolektyw. Wracając do pytania: wydaje mi się, że jeżeli Luis Enrique - a przecież klub stać na to – będzie w stanie znaleźć kolejnych „głodnych” piłkarzy być może uda mu się dotychczasowe triumfy kontynuować. Aczkolwiek to wszystko się bardzo wyrównało i nie wierzę, żeby ta seria była jakoś bardzo długa.

Niewiele brakowało, by – dzięki wygranej Arsenalu – hat tricka w pucharach ustrzelili Anglicy. Czy – choćby ze względu na to, że Premier League generuje największe pieniądze z praw telewizyjnych – ich dominacja w pucharach będzie rosła?

- Gdyby decydować miały wyłącznie pieniądze, Anglicy już od 10 lat powinni dominować. Skoro 18. drużyna Premier League dostaje z praw telewizyjnych więcej pieniędzy niż Bayern... Ale nie dominują. Na szczęście są kluby - jak właśnie Paris Saint-Germain, jak Real wcześniej, jak Barcelona czy Inter, które - pomimo tego, że aż tak dobrych pieniążków nie mają – potrafią stworzyć wyrównaną stawkę w Lidze Mistrzów. Najważniejszy jest bowiem aspekt sportowy, a nie tylko ogromne finanse.

Rozmawiał Dariusz Leśnikowski

Radosław Gilewicz. Fot. Łukasz Sobala / Press Focus

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się