Hat trick Komorskiego

Filip Komorski cieszył się z hat tricka i kolejnego zwycięstwa. Fot. Łukasz Sobala/PressFocus.pl


Hat trick Komorskiego

Tyszanie odnieśli dziesiąte zwyciestwo z rzędu, ale w Sosnowcu było wiele emocji.

 

Filip Komorski przez ponad tydzień zmagał się z anginą i nie wychylił nosa z domu, biorąc antybiotyki. W końcu powrócił do treningu i „głodny” atmosfery już nie mógł się doczekać meczu z Zagłębiem. Kapitan tyskiego GKS-u w ciagu niespełna 10 minut „ustrzelił” hat trick i już po pierwszej tercji goście prowadzili 3:0. Jednak gospodarzy znani z niesłychanej ambicji wcale nie zamierzali rezygnować i nawet prowdzili 4:3, ale ostatnie słowo należało do gości, którzy zainkasowali kolejny komplet punktów.

Przed spotkaniem na naszych łamach rozmawialiśmy z „Komorą”, bo tak go nazywają koledzy, który wcale nie ukrywał, że drużyna musi się mieć na baczności. Zagłębie, zwłaszcza na własnej tafli, należy do wymagających rywali i stawia twarde warunki. Gospodarze od początku szukali okazji, choć ataki gości były składniejsze i groźniejsze. W 9 min sędziowski kwartet węgiersko-polski zasygnalizował karę dla gospodarzy. Kamil Lewartowski, zastepujący Tomasa Fuczika, natychymiast zjechał z lodu. Ładną kombinacją między Bartłomiejem Jeziorskim i Alanem Łyszczarczykiem wykończył precyzyjnym uderzeniem Komorski. Kolejna bramka była tylko i wyłącznie dziełem kapitana GKS-u. Do boksu kar powędrował Wiktor Turkin, a Komorski niczym sęp czyhał na potknięcie rywali. Krążek na niebieskiej własnej tercji stracił Damian Tyczyński i Komorski samotnie nie dał szans Patrikowi Spesznemu. A potem wykorzystał szybko przewagę swojego zespołu, bo tyszanie mają opanowany schemat takich sytuacji.

Sosnowiczanie nie zrezygnowali i w 22 min Dominik Nahunko zdobył pierwszego gola. Gospodarze byli w stałym natarciu, bo chcieli koniecznie zmniejszyć straty i na sekundę przed upływem podwójnej kary (w boksie kar: Galant i Komorski) Riley Lindgren zdobył kontaktowego gola. A do remisu strzałem z dalszej odległości doprowadził Jakub Szaur. W kolejnej odsłonie Michał Bernacki zaskoczył Lewartowskiego i wyprowadzil swój zespół na prowadzenie. Tyszanie wyrównali w dość kontrowersyjnych okolicznościach, bo sędziowie odgwizdali uwolnienie i zarządzili wznowienie w tercji gospodarzy. A oni protestowali, bowiem twierdzili, że krążek został wybity prze jednego z tyszan. Goście wygrali wznowienie, zaś Jan Jaromersky silnym uderzeniem z daleka doprowadził do remisu. A kolejne gole był dziełem Alana Łyszczaczyka.


Włodzimierz Sowiński

 

Zagłębie Sosnowiec - GKS Tychy 4:6 (0:3, 3:0, 1:3)

0:1 - Komorski - Jeziorski - Łyszczarczyk (8:52, 6 na 5), 0:2 - Komorski (11:05, w osłabieniu), 0:3 - Komorski - Łyszczarczyk (18:32, w przewadze), 1:3 - Nahunko - Lindgren - Andrejkiw (21:17), 2:3 - Lindgren - Bucenko (29:30, w podwójnej przewadze), 3:3 - Szaur - Bernacki - Bucenko (37:40), 4:3 - Bernacki - T. Kozlowski (50:47), 4:4 - Jaromersky - Gościński - Ciura (53:51), 4:5 - Łyszczarczyk - Jeziorski - Jaśkiewicz (58:07), 4:6 - Łyszczarczyk - Jeziorski - Pociecha (59:41, do pustej).      

Sędziowali: Rafał Noworyta i Bonifac Mahr-Stumpf - Bence Kovesi i Jacek Szutta. Widzów 1500.

ZAGŁĘBIE: Speszny; Szaur - Stadel, Andrejkiw - Charvat, Naróg - Kotlorz, Krawczyk; Szturc - O. Valtola - Krężołek (2), Nahunko - Tyczyński - Stojek, Karasiński - Bucenko - Lindgren, Sikora - T. Kozłowski - Bernacki, Menc. Trener Piotr SARNIK. 

GKS: Lewartowski; Jaśkiewicz - Pociecha, Jaromersky - Ciura, Ciura, Nilsson - Bryk, Biacki; Jeziorski - Komorski (4) - Łyszczarczyk, Tavi - Ubowski - Morczkowski, Korenczuk - Turkin (2) - Gościński, Marzec - Galant (2) - Krzyżek, Bukowski. Trener Pekka TURKKINEN.

Kary: Zagłębie - 4 (2 tech.) min, GKS - 8 min


(sow)