Hat trick Holenderki
Czasem warto zaryzykować, żeby zwyciężyć – tak Demi Vollering podsumowała ostatni dzień Giro d'Italia, gdy do triumfów w Tour de France i Vuelta a Espana dołożyła zwycięstwo w największym włoskim wyścigu.
Choć zwycięstwo wydawało się poza jej zasięgiem, to Demi Vollering walczyła do końca i wygrała! Fot. FDJ-SUEZ
KOLARSTWO
Przed ostatnim, niedzielnym etapem 37. edycji kobiecego Giro sytuacja w klasyfikacji generalnej wydawała się klarowna. Z przewagą blisko minuty prowadziła doświadczona Holenderka Anna van der Breggen (SD Worx-Protime), która wręcz znokautowała rywalki podczas wtorkowej jazdy indywidualnej na czas pod górę. 36-latka, która w 2021 roku zakończyła karierę, ale tak bardzo brakowało jej roweru, że rok temu znów... wsiadła, była na dobrej drodze, żeby już po raz piąty wygrać tę włoską imprezę. Przez kolejne dni, jadąc w różowej koszulce liderki, podążała tuż obok albo zaraz za 29-letnią Demi Vollering (FDJ United-SUEZ), swoją najgroźniejszą rywalką, utrzymując nad nią znaczącą przewagę w „generalce”.
Ten handicap nieco zmalał w sobotę, kiedy miał się odbyć najtrudniejszy etap z metą w alpejskim ośrodku narciarskim Sestriere. Został jednak skrócony o 28 kilometrów, ponieważ istniało niebezpieczeństwo, że na dalszym odcinku trasy pojawi się lód. Zawodniczki finiszowały na wymagającym, szutrowym podjeździe na Colle delle Finestre, o czym dowiedziały się... dopiero podczas wspinaczki. Zwyciężyła Vollering, ale van der Breggen przyjechała niedaleko za nią.
Młodsza z Holenderek następnego dnia postanowiła pójść za ciosem. – Wszystko albo nic! – to jej taktyka na niedzielny, wydawałoby się niezbyt trudny etap, bo od lat interesują ją tylko pierwsze miejsca. Zaatakowała już przed półmetkiem na najtrudniejszym podjeździe dnia, ale tak jak w poprzednich dniach nie zdołała zostawić rodaczki z tyłu. Sytuacja walczących o zwycięstwo Holenderek znacząco się skomplikowała, kiedy trzecia dotąd w rankingu, znajdująca się w ucieczce Niemka Antonia Niedermaier (CANYON//SRAM), została wirtualną liderką. Wtedy Vollering najpierw wykorzystała pracę koleżanki z drużyny, a potem – na ostatniej premii górskiej dziewięcioetapowego Giro – jeszcze raz zaatakowała. Tym razem van der Breggen nie była w stanie utrzymać się na jej kole, a jej rywalka dojechała do odjazdu, gwarantując sobie tym samym zwycięstwo. O to etapowe nie walczyła, bo była zbyt zmęczona, ale przejeżdżając „kreskę" i tak uniosła ręce. Liderka dotarła do mety blisko dwie i pół minuty po najlepszych, co oznaczało, że w klasyfikacji spadła na trzecie miejsce, bo wyprzedziła ją także Niedermaier.
– To takie surrealistyczne. Czasem warto zaryzykować, żeby zwyciężyć. Zdawałam sobie sprawę, że mogę przegrać, ale drugie czy trzecie miejsce mnie nie interesowało. Zaatakowałam więc daleko przed metą, dając z siebie wszystko – relacjonowała Vollering, dla której to już szósta wygrana w tym sezonie. Na początku sierpnia pewnie znowu powalczą z Katarzyną Niewiadomą o triumf w Tour de France.
(g)
