Gumkowanie Bońka
MUCHA NIE SIADA - Tomasz Mucha
Jako istotom dalece niedoskonałym niejednemu z nas zdarzyło się zapewne przynajmniej raz założyć skarpetki nie do pary, koszulę na lewą stronę czy ogolić zarost tylko z jednego lica. Albo zapomnieć umyć zęby, przeczesać czuprynę, zadzwonić do przyjaciela z życzeniami, a w sklepie kupić masło, ale chleb już niekoniecznie i tak dalej, niemal bez końca można by wyliczać momenty naszej osobistej kompromitacji, które z czasem urastają do towarzyskiej legendy, ku uciesze zaproszonych na imprezę gości. Ot, nieszkodliwe śmiesznostki, które łatwo sobie wybaczyć, świadczące co najwyżej o naszym gapiostwie w pędzącym świecie.
Podobnież błogie zapomnienie się dopadło zapewne twórców genialnego w swej istocie klipu zaprezentowanego podczas gali 105-lecia Polskiego Związku Piłki Nożnej – nie byłem, nie oglądałem, nigdzie nie znalazłem, ale relacje świadków potwierdzają dobitnie, że niefrasobliwa pomroczność spowijająca mroki nieodległej historii musi być tu jedynym alibi dla tego najnowszego białego kruka filmowej twórczości.
Od wydarzenia minęło trochę czasu, ale zawsze warto wracać do wiekopomnych chwil rodzimego futbolu, a wspomniana gala bez wątpienia zapisze się w kronikach. Wśród dostojnych gości nie zabrakło jaśnie panującego prezydenta Rzeczpospolitej, był szef europejskiej piłki, byli wielcy piłkarze, na czele z tymi, którzy lat temu 50 i pół na boiskach Republiki Federalnej Niemiec wywalczyli pierwszy medal mistrzostw świata. Wszystkich wspaniale ugościł urzędujący prezes Kulesza, a wieczór towarzystwu umiliła któraż to już w historii wiedeńska wiktoria, czyli premierowy awans reprezentacji kobiet na mistrzostwa Europy. Z tych emocji sekretarzowi PZPN-u Wachowskiemu kręciły się imprezy, na jakie dziewczyny trenerki Patalon się dostały, ale nie bądźmy małostkowi, euforia i bąbelki mogą łatwo uderzyć do głowy i poplątać język; słowo „Euro” działacz na pewno zdąży w końcu wykuć na blachę, do lipca ponad pół roku.
Zobacz, Czarek! Tam w 1982 roku to naprawdę ja strzeliłem trzy razy Belgom…
Zresztą nie takie figle mogą płatać nasze umysły – i tu wracamy do wspomnianego klipu, który miał być syntezą ponadwiekowej już historii polskiej piłki, łącząc przeszłość z teraźniejszością, ale cóż począć, gdy czasem najdoskonalsza synteza doprowadza do eksplozji. Byli bowiem tacy, którzy się zdziwili, że nie zobaczyli w tym obrazie Zbigniewa Bońka, najlepszego piłkarza trzeciej drużyny mundialu z 1982 roku; wielkimi nieobecnymi tego filmowego dzieła byli także selekcjoner Piechniczek czy autor barcelońskiego srebra olimpijskiego, choć podobno znaczonego dopingiem, trener Wójcik.
Trzeba oddać, że post factum szyszki z PZPN-u zachowały się, jak należy. Zaskoczenia wygumkowaniem z historii swojego poprzednika na stołku nie ukrywał bowiem samokrytycznie sam prezes Kulesza, który klip pierwszy raz miał zobaczyć dopiero na gali. I ogłosił: – Słabo wyszło. Nie powinno tak być!
Brawo panie prezesie, wzruszenie… A dyrektor departamentu komunikacji i mediów PZPN-u wtórował mu, tłumacząc czarne plamy filmu „niedopatrzeniem”, ot co. I należy im bezwzględnie zawierzyć – prezes nie może przecież jednoosobowo i ręcznie sterować wszystkim, po to właśnie zatrudnia specjalny departament! No ale nie jest żadną tajemnicą, że wirusy zapomnienia szybko rozchodzą się w zwartej grupie, a taką na pewno tworzy wspomniana komórka. Brazylia na swoje jubileusze też może przecież „niedopatrzyć” Pelego, Argentyna – Maradony lub Messiego, Francja – Platiniego, a Hiszpania – Iniesty. W natłoku sukcesów może się zdarzyć, czego nie rozumiecie?
Poza tym, jak wiadomo, medali w mistrzostwach świata zdobyliśmy całe dwa, widać o jeden za dużo, bo jak anonimowi naukowcy udowodnili, niektóre osobniki potrafią funkcjonować tylko w systemie zero-jedynkowym, więc liczba „dwa” wprowadza w nich chaos i burzy misternie poukładany, choć prosty w istocie ogląd rzeczywistości. Musimy mieć to na uwadze, przejść nad tą psychosomatyką z dobrotliwą wyrozumiałością i niemal chrześcijańskim miłosierdziem, czemu świąteczny czas niewątpliwie sprzyja.
Zresztą sam pominięty, słynący z ostrego języka i nadeptywania innym na odciski, jest chyba już przyzwyczajony do wymazywania swojego udziału w historii futbolu. Jakiś czas temu presja kibiców Juventusu sprawiła, że jego nazwisko na trwałe wypadło z Galerii Sław „Starej damy” na stadionie w Turynie. W sumie to jednak niebezpieczna tendencja. Jak tak dalej pójdzie i powody wygumkowania Zibiego znajdzie jeszcze Widzew, wyrocznia samego Bońka może rykoszetem uderzyć w jej autora – znajdziemy go już tylko w książce telefonicznej, jeżeli takowa jeszcze powstaje. Pod literką B – obok Baranów, autorów pezetpeenowego klipu.
