Grzechem - nie skorzystać
Dziś w Lubinie niepokonane w tym sezonie mistrzynie Polski podejmą walczącą z kryzysem organizacyjnym Sośnicę.
Jak trudno przebić się przez blok tworzony przez Mariane Fernandes, doskonale wie Sandra Guziewicz. Fot. Sebastian Sienkiewicz/PressFocus
ORLEN SUPERLIGA KOBIET
Po dłuższej przerwie spowodowanej mistrzostwami świata, w których reprezentacja Polski zajęła 11. miejsce, wracają do rywalizacji przedstawicielki Orlen Superligi. A właściwie już wróciły, ponieważ w zaległych spotkaniach z 2., 5. i 9. serii Tauron Ruch Szczypiorno Kalisz nie sprostał we własnej hali KPR-owi Kobierzyce (30:33), te same Kobierzyce uległy sensacyjnemu wiceliderowi z Piotrkowa Trybunalskiego (25:27), a Energa Start Elbląg przegrał z PGE MKS El-Volt Lublin (29:35).
Faworyt jest jeden
Z kolei dziś o 17.00 w Lubinie prezentujące od początku sezonu znakomitą formę i liderujące z kompletem punktów mistrzynie Polski podejmą przedostatnie w tabeli - z dorobkiem zaledwie 4 „oczek” - gliwiczanki. Układ tabeli, zdobycz punktowa oraz historia bezpośrednich spotkań stawiają Miedziowe w roli zdecydowanych faworytek. I nie ma znaczenia, że trenerka Bożena Karkut przez większą część ligowego „przestoju” miała do dyspozycji mocno okrojony skład, ponieważ aż 6 jej podopiecznych brało udział w mundialu. W reprezentacji Polski zagrały: bramkarka Barbara Zima, rozgrywająca Karolina Kochaniak oraz prawoskrzydłowa Natalia Janas, które - ze szczególnym uwzględnieniem „Karo” - należały do wyróżniających się postaci turnieju rozgrywanego w Holandii. Ponadto Hiszpanię reprezentowała Alicia Fernandez Fraga, Brazylię - Marianne Fernandes, a Argentynę - Malena Cavo. Co ciekawe, każda z trzech zagranicznych rozgrywających została wybrana MVP jednego ze spotkań.
Mleko się wylało, ale...
Dlatego każdy inny wynik niż zwycięstwo łączących skuteczną grę z widowiskowością lubinianek byłby sensacją sezonu, co naturalnie nie oznacza, że gliwiczanki przyjadą na Dolny Śląsk „na ścięcie”. Mają zamiar powalczyć, bo tak nakazuje im ambicja, ale chwila reprezentacyjnego „wytchnienia” miała w Gliwicach bardziej organizacyjny niż szkoleniowy charakter. - Przyjechał komisarz Orlen Superligi Piotr Łebek. Spotkał się z nami oraz z przedstawicielami miasta. Usiedliśmy do stołu i porozmawialiśmy. Szukaliśmy rozwiązań, które pomogą przetrwać Sośnicy i wyprostować finansowo-marketingową zapaść, jaka ją dotknęła - relacjonuje trener Michał Kubisztal, szczerze przyznając, że dla nikogo nie jest już tajemnicą, iż mleko związane z zaległościami wobec zawodniczek już się wylało. - Wiemy, że jesteśmy w dużych tarapatach, szczęście w nieszczęściu, że nasze kłopoty są do rozwiązania - zapewnia. - Tylko trzeba zrobić to spokojnie, z chłodną głową; bez nerwowych ruchów, „nic na hurra”. Miasto nas wspiera i chce pomóc wyprostować zakręty. Najważniejsze, że mamy zapewnienie, iż w nowym roku nadal będzie nas wspierać finansowo. Grzechem byłoby nie wykorzystać tego, jakie możliwości nam daje.
Po prostu się utrzymać
Szkoleniowiec Sośnicy poinformował także, że klub prowadzi rozmowy z ludźmi, którzy będą mogli wejść do zarządu i pomóc organizacyjnie. Poszukiwana jest też osoba z pomysłem na zarządzanie w sytuacji kryzysowej, która pomoże ruszyć „buksujące” w marazmie klubowe koła. - Sami sobie nie poradziliśmy, tak jak chcieliśmy, ale jest duża szansa, że teraz się uda wyjść z kryzysu - kontynuuje „Kubeł”. - Chcemy do końca roku zamknąć temat dodatkowej osoby, a niezależnie od tego trzeba poradzić sobie sportowo. Czyli przekładając na język Orlen Superligi - trzeba się po prostu w niej utrzymać. A więc poprawić poziom sportowy i wreszcie zacząć punktować. Ale żeby to zrobić, trzeba uspokoić głowy i finanse w klubie, bo to wszystko ze sobą się wiąże, splata, zazębia. Trzeba iść dwutorowo, bo jak cię na coś nie stać, to głowa protestuje. Nie da się zostawić problemów w szatni i powiedzieć sobie: „wychodzimy na boisko i walczymy”. Nie, bo brakuje ci chęci do pracy, mobilizacji, a za tym idą kolejne rzeczy. Natomiast jeśli będzie tak, jak chciałbym, że 10. każdego miesiąca będzie dniem wypłaty, a z nadwyżek będziemy powoli spłacać zaległości, to głowy samoistnie się ustabilizują. To nam pozwoli myśleć tylko o pracy, treningach oraz o tym, by poprawiać wyniki i ruszyć z punktami.
Powiało optymizmem
W Gliwicach powiało więc lekkim optymizmem, aczkolwiek... - Nie czarujmy się, nie będziemy się okłamywać - znalezienie uspokojenia jednak nam chwilę zajęło. Jako Sośnica dostaliśmy chyba najbardziej po łbie za wszelkie problemy ligi. Oczywiście, w dużej mierze na to zasłużyliśmy i nie jest tak, że się obraziliśmy, bo nam zasłużenie się oberwało. Tylko że z drugiej strony, w tej „lidze świętych”, wszyscy bardzo ładnie umyli rączki, kierując wzrok na Gliwice - kończy Michał Kubisztal.
Przypomnijmy, że w środę w Żorach, w rundzie eliminacyjnej Pucharu Polski, Sośnica pokonała występujące w Lidze Centralnej MTS 23:20 (9:12). To było bardzo solidne przetarcie przed wizytą w Lubinie.
Zbigniew Cieńciała
