Grupowa klątwa wyspiarzy
Szkocja po raz pierwszy w XXI wieku pojedzie na mistrzostwa świata. Wreszcie można poczuć tam optymizm.
Andrew Robertson z Liverpoolu to lider i kapitan reprezentacji Szkocji. Fot. Jamie Johnston / Focus Images / MB Media / PressFocus
SZKOCJA
USA, kotku, Szkocja nadchodzi! – takimi słowami awans na mistrzostwa świata obwieścił gwiazdor The Tartan Army Scott McTominay. Szkoci po raz 9. w historii pojadą na mundial, ale dopiero po raz pierwszy w XXI wieku. To drużyna, która razem z Anglią zagrała pierwszy w dziejach mecz reprezentacyjny, w 1872 roku... zakończony bezbramkowym remisem. Wydawać by się więc mogło, że Szkoci to firma, co się zowie, ale niestety dla nich – nigdy niczego nie osiągnęli, ani nawet nie byli blisko.
Anglicy to inna półka, ale lepsze wyniki od Szkocji w wielkich turniejach potrafiła osiągnąć Irlandia (ćwierćfinał MŚ w 1990), Walia (ćwierćfinał MŚ w 1958 i półfinał Euro 2016), nawet Irlandia Północna (ćwierćfinał MŚ w 1958). Szkoci tymczasem... nigdy nie wyszli z grupy – czy to mundialowej, czy na mistrzostwach Europy! Jeszcze parę lat temu w ich szeregach nie brakowało pesymizmu. W 2013 roku wyspiarze notowali drugi najgorszy moment w historii zestawień rankingu FIFA, osiadając na 78. miejscu (dziś to lokata Gabonu). Dało się słyszeć głosy obaw o przyszłe pokolenia. Ci najlepsi się starzeli, a młodsi – nie rzucali na kolana. Gdy w 2014 roku Szkoci mierzyli się towarzysko z Polakami, ich nadzieją miał być mający nikłe doświadczenie w reprezentacji Ikechi Anya. 26-letni wówczas skrzydłowy ma nigeryjskie korzenie, rozważano, czy The Tartan Army nie powinna pójść właśnie w stronę naturalizacji. Lecz w końcu pojawiło się światełko w tunelu, a słońce przegoniło chmury.
W ostatniej dekadzie w Szkocji pojawiło się wielu znakomitych zawodników, zaczęli odgrywać ważne role w będącej pod ich nosem topowej Premier League. Kapitanem kadry jest dziś lewy obrońca Andrew Robertson z Liverpoolu i choć 31-latek najlepszy okres kariery ma już za sobą, w reprezentacji wciąż jest graczem nie do zastąpienia. Poza nim? 29-letni Scott McKenna (dziś Dinamo Zagrzeb), 28-letni Kieran Tierney (wrócił do Celtiku), 23-letni Aaron Hickey (Brentford), 24-letni Billy Gilmour i 29-letni McTominay (obaj Napoli), 26-letni Lewis Ferguson (Bologna), 31-letni John McGinn (Aston Villa), 30-letni Ryan Christie, 20-letni Ben Gannon-Doak (obaj Bournemouth), 19-letni Lennon Miller (Udinese), 29-letni Che Adams (Torino). Kilku jeszcze można by wymienić. Co też rzuca się w oczy, to że aż sześciu Szkotów gra we Włoszech (jeszcze Josh Doig z Sassuolo)!
Szkockie źródełko obrodziło, ranking poszedł w górę i udało sięwygrać grupę eliminacyjną... Teraz pozostaje przełamać odwieczną klątwę i wyjść w końcu z grupy na wielkim turnieju! Rywalami Brazylia, Maroko i Haiti, więc... łatwo nie będzie.
Piotr Tubacki
