Gra o utrzymanie
Co z tego, że momentami była dobra gra, skoro wyraźnie przegrywamy ze Szwedami. W tej sytuacji gramy o uniknięcie spadku na peryferia futbolu do Dywizji C…
Viktor Gyokeres wyprzedza Przemysława Wiśniewskiego. Tak to niestety wyglądało w Sztokholmie. Fot. Fredrik Sandberg PAP/EPA
Zaczęło się tak, że trudno było zrozumieć o co chodzi. W wyjściowym składzie selekcjoner Jan Urban zdecydował się na kilka zmian. Nie wiedzieć czemu nie było dobrego w ostatnich dwóch meczach kadry Kacpra Potulskiego, a szansę dostał Przemysław Wiśniewski. Z kolei na lewej pomocy Tymoteusz Puchacz, w ataku gracz z 2. Bundesligi Mateusz Żukowski. Robert Lewandowski zagrał tyle co nic.
Ataki, strzały, bramka
Już po kilku minutach Skandynawowie prowadzili. Dobre dośrodkowanie z rożnego, piłkę przedłużył Victor Lindelof uprzedzając naszych środkowych defensorów, a Benjamin Nygren umieścił piłkę w siatce. Strata kontuzjowanego Alexandera Isaka nie okazała się aż tak dotkliwa.
Szybki gol rywala musiał zmienić nasze granie, trzeba było atakować. Odpowiedzieliśmy celnym strzałem Piotra Zielińskiego, ale Viktor Johansson pewnie złapał futbolówkę. Potem sytuacyjnie strzelał stopą Sebastian Szymański, tyle że znowu dobra interwencja golkipera Stoke City. Za to gospodarze mogli zdobyć gola po akcji skrzydłowego Lecha, Patrika Walemarka. Uratował nas świetnie interweniujący Marcin Bułka. Sporo się działo, a kibice na Strawberry Arena nie mogli się nudzić. Spotkanie było szybkie, a akcja przenosiła się spod jednego pola karnego na drugie.
W 24 minucie gospodarze po raz kolejny wykorzystali naszą piętę Achillesową, czyli lewą stronę. Puchacz z Kiwiorem nie bardzo sobie radzili z przeciwnikami, a po dośrodkowaniu agresywnie grającego Daniela Svenssona blisko trafienia był Besfort Zeneli. Na nasze szczęście piłka po jego strzale głową minęła cel.
Więcej sytuacji kreowali jednak Biało-czerwoni (choć graliśmy w czerwonym komplecie). Huknął Matty Cash, okazję miał starający się Żukowski, próbował harujący w środku pola Wiktor Nowak. Nie minęła 40 minuta, a dziesięć razy uderzaliśmy na szwedzką bramkę, w tym pięć razy celnie! Efektu w postaci trafienia jednak nie było. To były jednak dobre minuty naszego zespołu.
I w końcu! Kapitalna akcja naszych liderów, piłka chodziła jak po sznurku: Zieliński – wrzutka Zalewskiego – kapitalne trafienie Szymańskiego, a piłka od słupka niemal do słupka, a co najważniejsze wylądowała w siatce. Zasłużone wyrównanie, bo to my dyktowaliśmy warunki atakując, stwarzając kolejne sytuacje i strzelając (aż pół tuzina celnych uderzeń).
Dwa bolesne ciosy
Po przerwie zaczęliśmy ostrożniej. Trzeba było pilnować przede wszystkim lewej strony, gdzie hasał trudny do zatrzymania, a świetnie znany z ekstraklasy Walemark. Jakub Kiwior nie bardzo dawał sobie z nim radę. Znowu próbował z dystansu szarpiący Zieliński, tyle że futbolówka minęła cel. W drugiej części tempo nie było już tak szalone jak w ostatnich 20-25 minutach pierwszej części.Nie znaczy to jednak, że było jakieś kunktatorstwo. Po niesamowitym kilkudziesięciometrowym rajdzie asa Szwedów Viktora Gyokeresa wypalił kąśliwie Yasin Ayari. Skończyło się na rożnym dla miejscowych po dobrej interwencji Bułki. W odpowiedzi Cash z dystansu obok słupka. W całym meczu aż 30 strzałów, w tym 13 celnych!
Gdzieś przed upływem godziny przewagę zaczęli zdobywać wybrańcy angielskiego trenera Grahama Pottera i… nieszczęście po kolejnym rożnym rywala. Przymierzył technicznie 22-letni Ayari, a Bułka tylko odprowadził piłkę wzrokiem. Szkoda straty, ale niestety przestaliśmy grać z taką intensywnością jak wcześniej. W 73 minucie jeden z najlepszych na boisku, a może i najlepszy Walemark zabawił się na swojej prawej stronie z Przemysławem Frankowskim. Świetnie dośrodkował do nieobstawionego Gyokeresa, a ten mógł się zapytać polskiego bramkarza, gdzie posłać piłkę. Posłał oczywiście do siatki. 3:1 dla Szwecji i po złudzeniach. Wejście na minutę przed końcem Roberta Lewandowskiego nic już oczywiście nie dało (a zarobił jeszcze kartkę).
Jest źle
Przegraliśmy ze Szwedami pół roku temu baraż o amerykański mundial, przegrywamy i w Lidze Narodów. Mamy tylko jeden punkt i trzeba myśleć, jak nie spaść do Dywizji C europejskich rozgrywek. Z takimi wynikami jak w ostatnim czasie, to niestety możliwe. Z pięciu ostatnich meczów pod wodzą trenera Urbana kadra przegrała trzy razy, do tego dwa remisy. Bilans bardzo słaby.
Michał Zichlarz
◼ Szwecja – Polska 3:1 (1:1)
1:0 – Nygren, 9 min (głową, asysta Lindelof), 1:1 – Szymański, 43 min (asysta Zalewski), 2:1 – Ayari, 64 min (asysta Nanasi) , 3:1 – Gyokeres, 72 min (asysta Walemark)
SZWECJA: Johansson – Svensson, Starfelt, Lindelof, Gudmundsson – Walemark (80. Bernhardsson), Bergvall, Ayari (89. Swedberg), Zeneli (63. Nanasi) – Nygren (80. Larsson), Gyokeres (89. Karlstrom). Trener Graham POTTER.
POLSKA: Bułka – Cash (77. Skóraś), Wiśniewski (88. Lewandowski), Bednarek, Kiwior, Puchacz (64. Frankowski) – Szymański (77. Świderski), Nowak, Zieliński (77. Urbański), Zalewski – Żukowski. Trener Jan URBAN.
Sędziował Javier Rojas (Hiszpania). Asystenci Alfredo Rodriguez Moreno i Carlos Alvarez Fernendez (obaj Hiszpania). Czas gry 96 min (48+48). Widzów 24 637. Żółte kartki: Svensson (20. faul) – Puchacz (34. faul), Zieliński (58. faul), Lewandowski (90+2. niesportowe zachowanie).
| MÓWIĄ LICZBY | ||
| SZWECJA | POLSKA | |
| 53 | posiadanie piłki | 47 |
| 12 | strzały | 18 |
| 6 | celne | 7 |
| 4 | rzuty rożne | 4 |
| 0 | spalone | 1 |
| 8 | faule | 9 |
| 1 | żółte kartki | 3 |
