Gorzka pigułka
Jak się okazuje, nawet Arsenal nie jest tak idealny, jakby się mogło wydawać.
Gdyby Kanonierzy pokonali Liverpool, mieliby 8 punktów przewagi nad zespołem z drugiego miejsca! Fot. PAP/EPA
ANGLIA
Hit Premier League zawiódł. Mecz Arsenalu z Liverpoolem zakończył się bezbramkowym remisem, który dobrze oddaje to, co działo się na boisku. Oczywiście, taktyczni koneserzy czy fanatycy znaleźliby pewnie kilka smaczków, ale patrząc na wszystko z boku – nie działo się dużo.
Kolanem w przeciwnika
Co jednak ciekawe, Kanonierzy zagrali po przerwie jedną z najsłabszych połówek od bardzo dawna. Przez długie minuty nie potrafili oddać nawet... ćwierć uderzenia, a gdy już się udało – nie stanowiło ono zagrożenia. Najlepiej obrazuje to fakt wykonania przez Liverpool 207 podań, co jest największą liczbą, jaką osiągnęli przyjezdni na Emirates w trakcie 45 minut w ciągu ostatnich pięciu sezonów! – Oddawaliśmy niepotrzebnie piłki, co było do nas niepodobne. Nie przesuwaliśmy się jako zespół, a gdy się tego nie robi, nie jest się zwartym – mówił trener Arsenalu Mikel Arteta, wskazując jednocześnie, że przeciwnik nie oddał ani jednego celnego strzału. To rzecz jasna prawda, z tym że Londyńczycy... może parę razy trafili w bramkarza, ale raczej mu nie zagrozili, no i to Liverpool miał najlepszą okazję, gdy po błędzie gospodarzy poprzeczkę lobem ostemplował Connor Bradley. W doliczonym czasie reprezentant Irlandii Północnej w trakcie wybicia doznał kontuzji bez kontaktu z rywalem. Gabriel Martinelli z Kanonierów podbiegł do niego z pretensjami, rzucił w niego (lekko, ale jednak) piłką, a następnie kolanem próbował wypchnąć leżącego rywala poza linię boczną. Wywiązała się awantura, a Brazylijczykowi... było potem głupio, gdy zrozumiał, że Bradley nie symulował. Za wszystko przeprosił.
Nerwy i brak pewności
To pierwsze 0:0 w tej rywalizacji od 11 lat, w trakcie których średnia bramek na mecz była bliska 4! Ci, którzy oglądali ten mecz, mogli... czuć się oszukani, ale fani The Reds na punkt przywieziony z Emirates nie będą psioczyć. Co innego sympatycy Arsenalu. Jako że dzień wcześniej Manchester City zremisował 1:1 z Brighton, Kanonierzy zwycięstwem mogli odskoczyć mu aż na 8 punktów! Sześć „oczek” źle nie wygląda, ale od ekipy Artety wymaga się więcej. – Było widać nerwy. Zamiast dążyć do wygranej, wyglądali, jakby byli zadowoleni z remisu. To nie jest podejście, które pozwoli zdobywać tytuły – skomentował legendarny napastnik Arsenalu Ian Wright. Z kolei legenda Manchesteru United, teraz także ekspert TV Roy Keane, krytykował niedbałość Kanonierów. – Byli solidni w defensywie, ale brakowało im pewności siebie. Gdyby Liverpool miał więcej do zaoferowania, wynik mógłby być dla Arsenalu gorszy – powiedział Irlandczyk.
Londyńczycy są głównym kandydatem do upragnionego mistrzostwa, ale The Reds zagwarantowali analitykom pozostałych zespołów mnóstwo materiału na temat tego, jak unieszkodliwić lidera. Teraz czas na 3. rundę Pucharu Anglii, gdzie będzie kilka meczów między przedstawicielami Premier League. Arsenal natomiast uda się na drugoligowe Portsmouth, a Liverpool – podejmie trzecioligowe Barnsley.
Piotr Tubacki
3. runda Pucharu Anglii
Piątek: MK Dons – Oxford, Port Vale – Fleetwood, Preston – Wigan, Wrexham – Nottingham (wszystkie 20.30).
Sobota: Cheltenham – Leicester, Everton – Sunderland, Macclesfield – Crystal Palace, Wolverhampton – Shrewsbury (wszystkie 13.15), Boreham – Burton, Burnley – Millwall, Doncaster – Southampton, Fulham – Middlesbrough, Ipswich – Blackpool, Man. City – Exeter, Newcastle – Bournemouth, Salford – Swindon, Sheffield Wed. – Brentford, Stoke – Coventry (wszystkie 16.00), Bristol City – Watford, Cambridge – Birmingham, Grimsby – Weston, Tottenham – Aston Villa (wszystkie 18.45), Charlton – Chelsea (21.00).
Niedziela: Derby – Leeds (13.00), Portsmouth – Arsenal (15.00), Hull – Blackburn, Norwich – Walsall, Sheffield Utd – Mansfield, Swansea – West Brom, West Ham – QPR (wszystkie 15.30), Man Utd – Brighton (17.30).
Poniedziałek: Liverpool – Barnsley (20.45).
