Gorzej (chyba) nie będzie

Niemcy przechodzą najgorszy moment w swojej mundialowej historii. W Ameryce chcą przerwać ten impas i pierwszy raz od 2014 roku wyjść z... grupy.

Nick Woltemade to kolejna nadzieja na rozwiązanie niemieckich problemów na pozycji środkowego napastnika. Latem 23-latek kosztował Newcastle 75 mln euro! Fot. IMAGO / Press Focus

NIEMCY

O mundialach w 2018 i 2022 roku nasi zachodni sąsiedzi chcieliby zapomnieć, ale się nie da. To wydarzenia bez precedensu, które pokazały, w jak złym kierunku potoczyła się ich piłka reprezentacyjna, ustępująca dziś piłce hiszpańskiej, francuskiej, angielskiej, a pewnie też i portugalskiej.

O tym, że trzeci raz z rzędu nie uda się wyjść z grupy, nikt nawet nie myśli. Curacao, Wybrzeże Kości Słoniowej, Ekwador – choćby nie wiadomo co, z takiej grupy Niemcy awansować po prostu muszą! Aczkolwiek... jakich czasów dożyliśmy, że w ogóle musimy w niemieckim kontekście takie zdanie wypowiadać? Ale zarówno w Rosji, jak i potem w Katarze z zespołami z takiej skali sobie nie radzili. Przegrali z Meksykiem i Koreą Południową, a cztery lata później z Japonią, mając też wyraźne problemy z pokonaniem Kostaryki. Potem, na domowym Euro, udało się zrealizować cel adekwatny do możliwości, czyli ćwierćfinał. Oceniony był on dwojako. Z jednej strony – jako niedosyt, bo Die Mannschaft na ogół grał nieźle, choć miał swoje bolączki. Z drugiej zaś – wykazywano zrozumienie, bo przegrał z absolutnie najlepszą Hiszpanią po widowiskowym, zaciekłym i wyrównanym boju, gdzie sędziowie pomylili się na korzyść przeciwników (słynna ręka Cucurelli), a mecz określano małym bądź też przedwczesnym finałem. Ktoś musiał odpaść; padło na gospodarzy.

Rok później liczono na sukces w finałach Ligi Narodów, lecz po wyeliminowaniu Włochów przyszła półfinałowa porażka 1:2 z Portugalią (mimo prowadzenia). W meczu o trzecie miejsce – także fiasko, tyle że z Francją. W eliminacjach Niemcy mieli pewne problemy, co tylko pokazało, że choć starają się odbudować potęgę swojej reprezentacji, to cały czas coś gdzieś wychodzi. Jak w życiu, gdy chce się odłożyć trochę pieniędzy, a tu nagle kruszy się ząb albo pada klimatyzacja w aucie. Albo gdy chce się przykryć za krótką kołdrą i zawsze coś spod którejś jej strony się wysunie. Gdy Die Mannschaft pracował nad obroną, cierpiał na tym atak. Gdy lepiej wyglądała kreacja, wracały błędy defensywne. Gdy rozpędzali się z meczu na mecz, potem przychodził „gong”.

Do tego nie brak pewnych kadrowych zagwozdek. Środek pola niezmiennie jest mocno obsadzony, kilku niezłych stoperów też Niemcy mają, a i w końcu pojawiło się ni z tego, ni z owego paru napastników. Gorzej, że brakuje porządnych skrzydłowych, trzeba kombinować na bokach obrony, a po jakże tłustych latach między słupkami, gdzie nie tylko Manuel Neuer był prawdziwym kozakiem, teraz bronić musi... 35-letni Oliver Baumann z Hoffenheim. Żeby nie było – nie jest taki zły, ale...

Piotr Tubacki

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się