Górnik jak… Piast
LIGOWIEC - Michał Zichlarz
Patrząc na potyczkę mającej mistrzowskie aspiracje Jagiellonii z Górnikiem i na to, jak się wszystko skończyło, to przypomniało mi się równie dramatyczne skojarzenie z innym górnośląskim klubem, a mianowicie Piastem. W niedzielę 12 maja 2019 przy Okrzei rozegrano jeden z najbardziej nieprawdopodobnych meczów w historii już prawie stulecia naszej ligi. Gliwiczanie, jak teraz Górnik - 9 meczy, 6 wygranych, 3 remisy, tylko trzy stracone bramki w tym czasie - notowali też świetną serię. To było jeszcze w czasach ESA 37. W grupie mistrzowskiej sześć razy wygrali, raz zremisowali. W kolejce nr 35 podejmowali nie kogo innego, jak Jagiellonię i prowadzili, żeby na minutę przed końcem stracić bramkę. Interweniował VAR, za monitorem siedział Szymon Marciniak (w poniedziałek prowadzi mecz Piasta z Arką) i dał znać Jarosławowi Przybyłowi co do faulu Aleksandara Sedlara. Karnego na gola zamienił Jesus Imaz. Tyle że w ostatniej minucie fantastycznego gola po kapitalnym uderzeniu zdobył Tomasz Jodłowiec. Koniec emocji? Gdzie tam! Kolejny faul Sedlara w polu karnym i kolejna jedenastka. Tym razem Jakub Szmatuła zatrzymał futbolówkę po strzela Imaza. Skończyło się na wiktorii gliwiczan 2:1, którzy wskoczyli wtedy, na dwie kolejki przed końcem, na pierwsze miejsce i już go nie oddali, świętując potem mistrzostwo.
Jak będzie w przypadku Górnika? Po niesamowitym meczu w Białymstoku skończonym wygraną Zabrzan (a jakże - 2:1!) trener Jagi Adrian Siemieniec wspomniał o futbolowym szczęściu. To musi być po twojej stronie, żeby gdzieś tam potem postawić „kropkę nad i” i cieszyć się, jak Piast w 2019, historycznym tytułem. Zabrzanie na finiszu stoją przed wielką szansą i w lidze, i w Pucharze Polski. Czy wszystko wykorzystają? To zależy od nich samych, ale póki co piłkarskie szczęście jest po ich stronie. Oby potrafili to wykorzystać!
