Górale zmiażdżeni przed sądem
Mimo że władze drugoligowca spod Klimczoka kwestionowały ważność pożyczki, muszą oddać byłemu prezesowi Krzysztofowi Przeradzkiemu 500 tysięcy złotych plus odsetki i koszty procesu.
Krzysztof Przeradzki może być zadowolony, ale na należne pieniądze musi trochę poczekać. Fot. bielsko.biala.pl
PODBESKIDZIE BIELSKO-BIAŁA
Przed Sądem Okręgowym w Bielsku-Białej zapadł wyrok, na mocy którego Podbeskidzie musi zwrócić firmie swojego byłego prezesa Krzysztofa Przeradzkiego pół miliona złotych wraz z odsetkami umownymi i ustawowymi, które zdążyły urosnąć do sporych rozmiarów. Rozstrzygnięta po zaledwie jednej rozprawie sprawa obnaża kulisy finansowego ratowania spółki prowadzącej klub, w których znajdował się od momentu spadku z ekstraklasy. Pożyczka, o którą sądzą się strony, została zaciągnięta w połowie maja 2024 roku. Klub był jedną nogą w 2. lidze, a jego sytuacja finansowa - delikatnie mówiąc - podbramkowa. Aby ratować płynność, potrzebował gotówki, a rolę wybawcy wziął na siebie Przeradzki, będący od kilku miesięcy jego prezesem. Pieniądze te - podobnie jak pożyczka z komunalnego Zakładu Gospodarki Odpadami - posłużyły do spłaty najpilniejszych zobowiązań.
Grube „ryby”
Scenariusz transakcji był nietypowy - po jednej stronie Krzysztof Przeradzki jako prezes klubu, a po drugiej jego prywatna firma Adamex KP. Na umowie pożyczki po stronie firmy podpisała się prokurentka o tym samym nazwisku co prezes. Na zaciągnięcie pożyczki na 8% w skali roku zgodę wyraziła rada nadzorcza spółki i podpisali się jej wszyscy członkowie, w tym były wiceprezydent miasta Piotr Kucia, który obsadził Przeradzkiego w roli prezesa; panowie znali się z czasów, gdy Kucia był zastępcą komendanta wojewódzkiego policji w Katowicach, a firma Przeradzkiego wygrywała przetargi na inwestycje, w tym budowy komend w województwie. Pod uchwałą wyrażającą zgodę na zaciągnięcie zobowiązania w firmie prezesa zgodził się również drugi, mniejszościowy akcjonariusz klubu Edward Łukosz, oraz kolejna znana postać na Śląsku - Krzysztof Lewandowski, czyli były wiceprezydent Zabrza.
Umowa z... samym sobą
Pieniądze trafiły na konto klubu trzy dni po uchwale. Choć termin spłaty prolongowano aneksami, ostateczny termin upłynął z końcem 2024 roku, już po odejściu Przeradzkiego z klubu. Mimo wezwań i przedsądowych pism, nowe władze Podbeskidzia zwlekały z oddaniem długu, kwestionując ważność umowy i proponując mediacje, na co były prezes nie przystał, kierując sprawę na drogę sądową. Lektura uzasadnienia wyroku jest dla Górali miażdżąca. Prawnicy klubu próbowali dowieść, że umowa jest nieważna, bo Przeradzki zawarł ją... sam ze sobą, bez zgody walnego zgromadzenia. Sędzia uznał jednak, że skoro rada nadzorcza wydała zgodę, to o nieważności nie może być mowy, zwracając m.in. uwagę, że Przeradzki nie był „rzeczywistym beneficjentem” klubu, a prezesem.
Będą apelować
Podnoszono także, że pieniądze wpłynęły do klubu i pomogły mu w trudnym okresie i nawet gdyby umowa miała wady natury prawnej, klub i tak musiałby oddać te środki jako „bezpodstawne wzbogacenie”. Wyrok wydany przed Sądem Okręgowym w Bielsku-Białej jest surowy. Klub na jego podstawie został zobowiązany do oddania pół miliona pożyczki oraz: ponad 25 tysięcy odsetek umownych i ustawowych oraz koszty procesu sięgające 35 tysięcy złotych; wyrok n ie jest prawomocny. Podbeskidzie wstępnie sugerowało, że będzie od niego wnosić apelację, ale czekało na uzasadnienie. Jeśli się odwoła, to sprawa trafi do Sądu Apelacyjnego w Katowicach. W nim sprawy gospodarcze czekają na rozpatrzenie od sześciu miesięcy do nawet trzech lat; w przypadku bardziej skomplikowanych zagadnień.
(gru)
