Gorący weekend w Atenach
Koszykarska Europa patrzy na stolicę Grecji, gdzie dziś rusza walka o koronę Euroligi!
Kto wejdzie na Akropol i sięgnie po puchar? Fot. EuroLeague
Startuje Final Four Euroligi, najbardziej oczekiwana klubowa impreza sezonu. Tegoroczny turniej rozegrany zostanie w Telekom Center w Atenach. Gospodarze żałują, bo nie będą reprezentowani. Panathinaikos wydawał się pewniakiem, ale przegrał trzy razy z rzędu z Valencią i sensacyjnie odpadł.
Bitwa faworytów
W pierwszym meczu półfinałowym (piątek, godz. 17.00) rozstawiony z numerem pierwszym Olympiacos Pireus podejmie broniącego tytułu mistrzowskiego giganta z Turcji, Fenerbahce Beko Stambuł. To absolutny hit, eksperci uważają to spotkanie za przedwczesny finał.
Dla ekipy z Pireusu to piąty z rzędu awans do turnieju Final Four. Podopieczni Giorgosa Bartzokasa przeszli przez sezon zasadniczy jak burza, dominując w ligowych statystykach: byli najlepszą ofensywą Euroligi (średnio 90,7 pkt/mecz), notowali najwięcej asyst (21,7) i najwyższy drużynowy wskaźnik efektywności PIR (110.5). W fazie play-off gładko odprawili AS Monaco 3-0.
Liderem Olympiakosu jest Bułgar Sasza Wezenkow, dwukrotny i aktualny MVP Euroligi, najlepszy strzelec rozgrywek. Zagra w swoim szóstym Final Four, wciąż szukając upragnionego trofeum.
Fenerbahce przyjechało do Aten, by bronić tytułu. Stambułczycy pod wodzą Sarunasa Jasikeviciusa mają ogromne doświadczenie w meczach o najwyższą stawkę. To ich trzeci turniej finałowy z rzędu i aż ósmy w ciągu ostatnich 11 lat. Droga do Aten nie była jednak łatwa – awans wywalczyli po dramatycznej serii z Żalgirisem Kowno (3-1) zakończonej dogrywką w czwartym meczu. Fenerbahce to najlepiej broniący zespół w Europie. Aż dziewięciu zawodników z obecnej rotacji pamięta smak zeszłorocznego triumfu w Abu Zabi. Kluczowi gracze to przede wszystkim Francuz Nando De Colo (dwukrotny mistrz Euroligi i lider), Talen Horton-Tucker (eksperci upatrują w nim jednego z głównych kandydatów do nagrody MVP w przypadku sukcesu Fenerbahce) oraz doświadczony podkoszowy Nicolo Melli.
Rutyniarze kontra debiutanci
W drugiej parze (piątek, godz. 20.00) mamy „hiszpańską wojnę domową”, jak media zdążyły ochrzcić pojedynek Realu Madryt z BC Valencia. Rutyniarze ze stolicy zmierzą się z absolutnymi debiutantami, bo klub z Walencji nigdy jeszcze nie grał na tym etapie rozgrywek. Skład Królewskich naszpikowany jest weteranami, którzy doskonale wiedzą, jak radzić sobie z presją turniejów mistrzowskich.
Kapitan Realu, Sergio Llull, ma na koncie trzy mistrzostwa Euroligi i właśnie jedzie na swoje jedenaste Final Four. Zgromadził już w tych turniejach 20 meczów – w historii ustępuje pod tym względem jedynie Rosjaninowi Wiktorowi Chriapie (23).
Real ma swoje problemy. W najważniejszym momencie sezonu z gry z powodu kontuzji kolan wypadli obaj nominalni środkowi: trzykrotny najlepszy obrońca Euroligi Edy Tavares oraz potężny Ukrainiec Alex Len. To ogromne osłabienie pod koszem.
Dla Valencii sam awans do Final Four to historyczna chwila. Drużyna dokonała w play offach rzeczy niemal niemożliwej – przegrywała już 0-2 z Panathinaikosem po dwóch domowych porażkach, by odwrócić serię na 3-2, wygrywając dwa mecze w gorących Atenach. To dopiero drugi taki powrót w historii Euroligi.
Valencia przyjeżdża do Aten bez presji, za to z niesamowitą chemią w zespole, szeroką rotacją i zabójczym atakiem. Brak doświadczenia na tym etapie zawodnicy tego klubunadrabiają gigantyczną motywacją i pewnością siebie – udowodnili już, że nie pękają w halach rywali.
(pp)
