Gorące lato pod Jasną Górą
Bez względu na końcowe rozstrzygnięcia, po sezonie w Rakowie należy spodziewać się prawdziwej rewolucji. Zarówno kadrowej, jak i sztabu trenerskiego.
Jonatan Braut Brunes latem ma odejść z ekstraklasy do silniejszej ligi. Fot. Wojciech Szubartowski / Press Focus
Przesądzone jest, że kontrakty nie zostaną przedłużone z Zoranem Arseniciem oraz Ivim Lopezem. Nowego klubu będzie musiał sobie poszukać także Leonardo Rocha. Oliwier Zych prawie na pewno wróci z wypożyczenia do Aston Villi, a Jonatan Braut Brunes zostanie sprzedany – klub nie chce przegapić momentu i maksymalnie spieniężyć transfer Norwega. Poza Portugalczykiem to ważne, by nie powiedzieć – kluczowe postacie wicemistrza Polski w ostatnich sezonach. Na tym lista odejść może się nie skończyć, bo zbyt wielu zawodników nie spełnia oczekiwań: albo są bez formy, albo gra w Częstochowie zwyczajnie przestała ich bawić. Kto w zamian? Klub ma postawić na zawodników młodych, z dużym potencjałem sprzedażowym, i to jedynie takich z kartą na ręku. Priorytetem mają być stoper, lewy wahadłowy, środkowy pomocnik, „dziesiątka” oraz napastnik.
Plaga kontuzji
Osobną grupę stanowią kontuzjowani gracze. To prawdziwa zmora wicemistrza Polski wiosną 2026, a sytuacja jest już tak zła, że przypomina tą z plagi urazów sezonu 2023/24, gdy drużynę przez rok prowadził Dawid Szwarga. Jego nazwisko pojawia się zresztą w kontekście powrotu i tym razem, ale o tym później. Wiosną nie ma praktycznie meczu, żeby któryś z piłkarzy nie schodził z boiska z mniejszym bądź większym urazem. Czasem są to po prostu nieszczęśliwe zdarzenia boiskowe, ale często też urazy mięśniowe, które już w dużym stopniu obciążają sztab i osoby odpowiedzialne za zarządzanie meczem. Karol Struski w niedzielę pograł zaledwie osiem minut w Lublinie. W walce o piłkę tak nieszczęśliwie zderzył się z rywalem, że dość poważnie skręcił staw skokowy. – Straciłem na chwilę czucie w stopie – przyznawał autorowi tego tekstu po końcowym gwizdku.
Jak się we wtorek okazało, doznał urazu uszkodzenia więzadła w obrębie stawu skokowego. 25-letni pomocnik, będący ostatni czołowym graczem swojego zespołu, będzie pauzował do końca sezonu... To duża strata Medalików.
Obraz beznadziei
W pierwszej połowie spotkania w Lublinie drużyna wyglądała na totalnie zajechaną (trzy dni wcześniej rozgrywała 120 minut półfinału Pucharu Polski z GKS-em Katowice). Obrazem nędzy i rozpaczy był Michael Ameyaw, który dosłownie nie miał siły biegać po boisku, nie wracał po nieudanej akcji, co u Marka Papszuna byłoby całkowicie nie do przyjęcia. Kiedy pod koniec ubiegłego roku okazało się, że charyzmatycznego szkoleniowca nie uda się zatrzymać w Częstochowie, Michał Świerczewski bardzo chciał, aby Rakowem pokierował trener związany już wcześniej z klubem. W 2023 postawił na Szwargę, w grudniu na Łukasza Tomczyka, który charakterologicznie wydawał się wprost idealnym kandydatem. Problem w tym, że coś, co w teorii wydawało się najlepszym rozwiązaniem, nie działa w zderzeniu z rzeczywistością i ciężko spodziewać się w tej materii jakiejś diametralnej zmiany.
Raków wiosną w lidze gra tak źle i traci tak dużo punktów, że gdyby nie dorobek Papszuna z jesieni teraz pewnie drżałby o utrzymanie (aż ciężko uwierzyć, że w przerwie zimowej miał zaledwie punkt straty do lidera!). Zresztą pojawiają się głosy, że Częstochowianie jeszcze mogą się zamieszać w ratowanie ligowego bytu. Niewiarygodne i ultra pesymistyczne? Z Cracovią, Lechią, Koroną, Jagiellonią, Piastem i Arką z pewnością nie będzie się grało łatwo. Poza ekipą Adriana Siemieńca wszystkie te drużyny niepewne są utrzymania, a wiadomo, jak duża jest wówczas motywacja. Raków wiosną wygrał zresztą jedynie z Bruk-Betem (1:0) oraz Pogonią Szczecin (2:0). To wynik wprost katastrofalny, nawet biorąc pod uwagę, że większość ligi też „stoi”.
Powtórka z rozrywki?
Z takim punktowaniem (1,1 pkt na mecz) nawet siódme miejsce Szwargi sprzed dwóch sezonów może być trudne do powtórzenia. Przy Limanowskiego trener, który niedawno rozstał się z Arką, ma obecnie wyższe notowania. O ile w lidze Raków pod jego wodzą zawodził, to jednak trzeba mu oddać, że doszedł do decydującej rundy eliminacji Ligi Mistrzów, grał w fazie grupowej Ligi Europy, a co może jeszcze ważniejsze, a rzadko podnoszone w dyskusjach – to u niego rozwinęli skrzydła Gustav Berggren, Ante Crnac czy Bogdan Racovitan. Na pierwszych dwóch klub sporo zarobił, a Rumun jest obecnie podporą defensywy Medalików. O powrocie Szwargi na trenerską ławkę Rakowa w przyszłym sezonie spekuluje się coraz głośniej, ale w klubie nikt nie potwierdza tych informacji.
Finał Pucharu Polski z Górnikiem Zabrze wydaje się ostatnią deską ratunku nie tylko tego, ale i przyszłego sezonu, albowiem awans do europejskich pucharów przez ekstraklasę w Częstochowie wydaje się coraz mniej realny. Dla trenera Tomczyka to jedyna szansa na zachowanie posady, ale i triumf na PGE Narodowym może tu nie wystarczyć…
Mariusz Rajek
