Godny zastępca
Łukasz Zwoliński powoli goni w liczbie goli Angela Rodado, który ostatnio jest w słabszej dyspozycji.
Angel Rodado (z prawej) i Łukasz Zwoliński strzelili 20 z 32 ligowych goli Wisły. Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus
WISŁA KRAKÓW
Hiszpański napastnik strzelił 19 goli w 26 meczach (12 w 17 ligowych), ale w dwóch ostatnich był mało widoczny. Pod koniec wyczerpującej dla drużyny rundy jesiennej największa gwiazda świeci mniejszym blaskiem. Przeciwko ŁKS-owi został zmieniony mimo walki zespołu o wygraną. – Mocno pracuje dla drużyny i jest naturalne, że w pewnym momencie przychodzi dołek, przede wszystkim fizyczny – mówi o asie w swojej talii trener Mariusz Jop.
Nie tylko najwięcej bramek
Rodado rozegrał w tym sezonie (liga, puchar, europejskie puchary) 2284 minuty (bez czasu doliczonego). Niewiele mniej w nogach mają Rafał Mikulec (2170) i Alan Uryga (2130). Króla strzelców poprzedniego sezonu w liczbie goli zdobytych na zapleczu ekstraklasy powoli goni Łukasz Zwoliński, który skompletował ich 8. Pozyskany latem z Rakowa Częstochowa napastnik był autorem wszystkich trafień „Białej gwiazdy” w dwóch ostatnich meczach. – Nic tylko się cieszyć, że ciężar zdobywania bramek może się rozłożyć na więcej zawodników niż tylko na jednego, co wcześniej było sporym problemem. Było takie ryzyko, że kiedy Angel czy to miał uraz, czy troszkę słabszy dzień lub okres, to oczywiście było trudno znaleźć kogoś, kto tę odpowiedzialność za zdobywanie bramek na siebie weźmie. Jako drużyna wszyscy cieszymy się, że nie musimy liczyć tylko na jedną osobę – komentuje Alan Uryga, obrońca i kapitan zespołu.
Rodado przeżywa obecnie mały kryzys formy fizycznej, natomiast Zwoliński miał trudny początek sezonu, do którego przystąpił bez przepracowanego okresu przygotowawczego. Początkowo kibice na niego narzekali i łapali się za głowę, gdy nie strzelał „setek”, dziś coraz częściej skandują jego nazwisko. – Jest w dobrej dyspozycji fizycznej i strzeleckiej, bo piłka go szuka. Ma sytuacje, potrafi je wykorzystać, ale to też jest zawodnik, który odczuwa zmęczenie. Zresztą tak jak cały zespół, bo trzeba pamiętać, że jednak rozegraliśmy osiem spotkań więcej – podkreśla Jop.
Polonia razy dwa
Przed Wisłą mocny finisz roku, bo w dziesięć dni rozegra trzy mecze. Najpierw dwa w Warszawie z Polonią – dziś w ramach 1/8 finału Pucharu Polski, w piątek o punkty. Z kolei w przyszły czwartek przed własną publicznością odrobi zaległości z Miedzią Legnica. – Nie wydaje mi się, żebyśmy teraz zbierali negatywne żniwa tego, że rozegraliśmy tyle spotkań. Fizycznie wyglądamy nieźle. W kolejnym meczu do samego końca naciskaliśmy na przeciwnika, absolutnie nie odstajemy w parametrach biegowych, mimo że tych spotkań rzeczywiście jest bardzo dużo. Czasem śmiejemy się, że już rozegraliśmy trzy czwarte sezonu, to chyba jednak po nas tego aż tak bardzo nie widać. Nie możemy narzekać nabrak sił, czy to, że odstajemy od przeciwników. Raczej w każdym kolejnym meczu udowadniamy, że to my do końca staramy się narzucać tempo, dominować do ostatnich minut, tak biegowo, jak i piłkarko – zauważa Uryga.
Michał Knura
