Goczały tego by chciały
Jedenaście kolejnych gier o punkty bez porażki, cztery ostanie wygrane – czyż można się dziwić, że po takiej serii w Goczałkowicach jasno mówią o swych (niemałych) ambicjach?
W Goczałkowicach z nadzieją patrzą w przód, mimo bolesnej lekcji pucharowej. Fot. Marcin Bulanda / Press Focus
KS PANATTONI GOCZAŁKOWICE
We wtorkowe południe ekipa Łukasza Piszczka i Przemysława Gomułki – formalnie pod szyldem rezerw – zebrała straszne baty w 1/16 finału STS Pucharu Polski od bytomskiej Polonii (0:7). – Oj, bolesna to była lekcja... – wzdychał po końcowym gwizdku Jacek Wuwer. Gorycz doświadczonego pomocnika była tym większa, że przecież jeszcze nie tak dawno był ważną postacią zwycięskiej ekipy. – Trzymam za Polonię kciuki, bo to bardzo ciekawy projekt – przyznawał Wuwer. Z Niebiesko-czerwonymi, dla których grał przez trzy sezony, zaliczył m.in. awans do II ligi. Nie dane mu jednak było w niej wystąpić. Ale... najwyraźniej nic straconego!
– Tej porażki nie ma co zbyt długo rozpatrywać. Dobrze, że w piątek już kolejne spotkanie w lidze; będzie można szybko się „odbić” – podkreślał Wuwer. Goczałkowiczanie w samo południe zagrają w Biskupicach na stadionie Gwarka (obiekt doskonale znany Piszczkowi) z rezerwami Górnika i ma to być kolejny krok w kierunku ścisłego topu trzecioligowej tabeli. – Naszym celem jest awans! – nasz rozmówca zupełnie nie „ściemnia”, czego chciałyby Goczały od obecnego sezonu!
– Mamy swoje cele – Łukasz Piszczek, grający szkoleniowiec zespołu, jest dużo bardziej oszczędny w deklaracjach. Swoim podopiecznym zaś głośno przypomina, że ową wymarzoną Betlic 2. Ligę trzeba sobie wybiegać na zielonej murawie. – Bo realizacja tych celów nie weźmie się od samego mówienia, tylko od grania na boisku! – podkreśla z mocą 66-krotny reprezentant Polski i członek „Złotej jedenastki”, która została wybrana na stulecie PZPN-u.
(DaL)
