Globus pełen emocji
Po dwóch meczach wielkiego finału w Lublinie jest remis, więc jeszcze wszystko może się zdarzyć.
Ousmane Drame to na razie jeden z głównych kandydatów do tytułu MVP tegorocznych finałów. Fot. PAP / Wojtek Jargiło
Za nami dwa mecze wielkiego finału. W rywalizacji Startu z Legią jest remis. Lublinianie mieli bardzo mało czasu na odpoczynek – do pierwszego spotkania finałowego przystąpili ledwie po 36 godzinach przerwy od ostatniej gry półfinałowej z Treflem. W autobusie z Sopotu trenerzy oglądali wideo i przygotowywali plan na finał. – Wpadliśmy w pułapkę myślową, że Start jest po dwóch ciężkich seriach po pięć meczów, stąd będzie miał mniej sił i będzie mniej wymagającym przeciwnikiem, co wpłynęło na to, że mogliśmy się trochę rozluźnić. Okazało się jednak, że Start ma dużo sił, szybko biega, gra fajną koszykówkę, więc powstało lekkie zdziwienie i panika w naszych szeregach – opowiadał po środowym meczu na antenie Polsatu Sport Michał Kolenda, kapitan Legii. – Start gra szybką, nieprzewidywalną koszykówkę, korzysta z kontrataków, w których moim zdaniem jest najsilniejszy. Musi się u nas pojawiać dobra selekcja rzutów, byśmy mieli dobre powroty do obrony. Możemy trochę odetchnąć, że nie wyjeżdżamy z Lublina bez zwycięstwa. Możemy się przygotować i jeszcze lepiej przegrupować przed domowymi meczami – dodał 27-letni zawodnik.
W drugim meczu kluczowa okazała się druga kwarta, w której goście wręcz zmiażdżyli lublinian (34:15). – Legia wygrała i to był jej bardzo dobry mecz. Gratuluję. W pierwszej połowie popełniliśmy zbyt wiele strat, daliśmy się zapędzić i nasza gra się posypała. Legia grała fizycznie, a my się trochę gubiliśmy się w ataku. W drugiej części gry próbowaliśmy odrabiać straty, ale zabrakło czasu. Teraz najważniejsze, żebyśmy przez te dwa dni wypoczęli – podkreślił Wojciech Kamiński, trener Startu.
Warto zwrócić uwagę na widownię w Lublinie. W dwóch meczach do hali Globus przyszło ponad siedem tysięcy osób! Na trybunach nie zabrakło też sporej grupki fanów Legii. – Dziękuję kibicom za to, że stawili się tak licznie. Dziękuję zarówno kibicom z Lublina, jak i z Warszawy. Nasi fani byli szóstym zawodnikiem. Moi zawodnicy byli mocno zmęczeni po meczu z Sopotem, dlatego mam dla nich jeszcze większe słowa uznania za to, że potrafili z siebie wykrzesać tyle energii i pokonać świetnie grającą Legię – dodawał trener Kamiński, który wcześniej był trenerem Legii i kibice z Warszawy kilkakrotnie podczas tych finałów z uznaniem skandowali jego nazwisko.
Na trybunach nie brakowało znanych postaci, nie tylko ze świata sportu. Pojawił się m.in. Radosław Piesiewicz. Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego siedział obok Łukasza Koszarka, szefa Polskiej Ligi Koszykówki oraz Jarosława Stawiarskiego, marszałka województwa lubelskiego. Ten ostatni swego czasu był sekretarzem stanu w Ministerstwie Sportu i Turystyki, gdy premierem była Beata Szydło.
Kibice zastanawiają się, kto może zostać MVP tych finałów. Wybornie gra Ousmane Drame. Ten atletyczny, urodzony w Gwinei zawodnik, w obu spotkaniach finałowych spisał się bardzo dobrze. Kilka jego haków przypominało zagrania w wykonaniu legendarnego Kareema Abdula Jabbara.
W Starcie dobrze grają też Belg Emmanuel Lecomte oraz Amerykanin Courtney Ramey. Nie bez szans na tytuł MVP pozostaje Andrzej Pluta. Syn naszego znakomitego reprezentanta zagrał dwa bardzo dobre, równe spotkania – zdobywał ważne „trójki”, podawał, zbierał piłkę. To na razie najjaśniejszy punkt w ekipie Legii. W grze o tytuł pozostaje też AmerykaninKameron McGusty. Amerykanin swoimi niekonwencjonalnymi zagraniami czarował lubelską publiczność. – Rywalizacja Pluty i Lecomte'a, solidnych rozgrywających, którzy w swoich reprezentacjach występować będą na tegorocznym Euro, była bardzo interesująca – przyznał trener Legii, Heiko Rannula.
Teraz przed nami dwa mecze w Warszawie. Pierwszy już w sobotę, a następny w poniedziałek w hali na Bemowie. Na tym na pewno rywalizacja się nie skończy, bo potrzebne będzie jeszcze co najmniej jedno spotkanie w Lublinie.
(pp)
