Ghanie się nie odmawia
Najpierw skreślili, potem zapłacili gigantyczne pieniądze. Czy Anglicy wychowali pod nosem własnego kata?
Antoine Semenyo w niczym nie ustępuje takim piłkarzom jak Erling Haaland czy Jeremy Doku. Fot. MB Media/PressFocus
GHANA
W trakcie katarskich mistrzostw miał niespełna 23 lata. W grupie – na tym etapie Czarne Gwiazdy zakończyły swój udział – zanotował dwa wejścia z ławki, w sumie coś koło 20 minut. Wtedy jego nazwisko nie budziło jeszcze takiego zainteresowania. Grał w drugoligowym Bristol City i dopiero po mundialu, gdy strzelił gola w trzech kolejnych meczach, przeszedł za ok. 10 mln euro do Bournemouth.
Przez rok był... normalny
Początek w Wisienkach Antoine Semenyo miał niemalże fatalny, ale z czasem urósł do tego stopnia, że stał się bohaterem kolejnego transferu – już „ciut” droższego, bo w styczniu 2026 za ponad 70 mln do Manchesteru City. Niemal z marszu stał się podstawowym piłkarzem w talii Pepa Guardioli, a suche liczby to najszybszy sposób weryfikacji tego stwierdzenia – 26 występów, 10 goli (w tym jeden na wagę zdobycia Pucharu Anglii) i 3 asysty. Było warto. W przypadku Semenyo nie było jednak mowy o trudach aklimatyzacji. Skrzydłowy urodził się bowiem w Londynie i przeszedł angielski proces szkolenia, choć... przeszkód nie brakowało. – Między 11. a 15. rokiem życia zaliczyłem kilka akademii. Arsenal, Tottenham, Chelsea, Fulham, Millwall. Ostatnie testy odbyłem w Crystal Palace. Byłem bardzo sfrustrowany, że nie dostałem się do żadnej z nich. Poddałem się i skoncentrowałem na szkole. Przez rok byłem... normalny – opowiadał w rozmowie z przedstawicielami FIFA Semenyo. W końcu, w wieku 17 lat, dostał się do ekipy z Bristolu.
Anglia? Nie było tematu
W reprezentacji Ghany zadebiutował w połowie 2022 roku, więc do Kataru poleciał jako młokos. Nigdy nie grał w młodzieżowych kadrach – także Anglii, którą przecież swobodnie mógłby reprezentować. – Moi rodzice są pełnoprawnymi Ghańczykami i nigdy nie wspominali niczego o Anglii – wyjaśnił Semenyo. – Oczywiście, mieszkając w Anglii obijały mi się o uszy takie dyskusje, ale dla mnie nigdy nie było tematu. Ghana przyszła, gdy miałem 19 czy 20 lat i nie zamierzałem jej odmówić – przyznał bez zastanowienia, a nie były to bynajmniej słowa z serii: „mówię tak, bo Anglia i tak by mnie nie chciała”. Przywiązanie do Afryki jest u niego wyraźne i szczere. – Oglądanie Ghany na MŚ było czymś wyjątkowym. Wszyscy pochodzimy z jednego domu – ja, rodzice, wujkowie, kuzyni. Razem oglądamy mecze, świętujemy, krzyczymy. To coś wyjątkowego – opisał.
Fakt, że Czarne Gwiazdy zagrają w grupie z Anglikami, zupełnie Semenyo nie rusza. Zero dodatkowych emocji. – Po prostu chcemy udowodnić, że jesteśmy topowym piłkarskim narodem – wyjaśnił. – Jeśli zagramy razem, jako drużyna, możemy pokonać każdego.
Piotr Tubacki
3 PIŁKARZEM Afryki według wycen portalu Transfermarkt jest Semenyo. Jego wartość szacuje się na 75 mln euro - tyle samo ile Iworyjczyka Yana Diomande z RB Lipsk. Wyższe kwoty widnieją tylko obok Kameruńczyka z Manchesteru United, Bryana Mbeumo, oraz Marokańczyka z PSG, Achrafa Hakimiego – po 80 mln euro.
