Gdzie to ptasie mleczko?

Szopka w Gliwicach, czyli... pomidor. Sośnica, która za ponad 200 tysięcy złotych kupiła „dziką kartę”, dziś nie płaci nikomu.

Chwile radości charakternych dziewcząt z Sośnicy... Fot. Łukasz Sobala/PressFocus

ORLEN SUPERLIGA KOBIET

Gdy latem Gliwice wygrały rywalizację o „dziką kartę” na grę w kobiecej ekstraklasie, radości w mieście nie było końca. Drużyną, która zastąpiła wycofany – mimo spełnienia wszelkich wymogów i pozytywnym przejściu procesu licencyjnego – JKS Jarosław, była bowiem siódemka Sośnicy. Miejsce w najwyższej klasie rozgrywkowej, do której wróciła po 17 latach, kosztowało podobno 210 tysięcy złotych netto.

„Sośnica Gliwice oficjalnie dołączy do rozgrywek Orlen Superligi Kobiet w sezonie 2024/25. Decyzja o włączeniu gliwickiego klubu do rozgrywek jest wynikiem rozstrzygnięcia procedury przyznania „dzikiej karty”. Klub nabył ją w wyniku aukcji zorganizowanej w związku z wycofaniem się JKS-u Jarosław z Orlen Superligi Kobiet” - informowała wtedy oficjalna strona Superligi 21 sierpnia.

Pierwsza piłka pani prezydent

Sensacja z gliwickim pomysłem na Superligę była tym większa, że sezon wcześniej Sośnica... spadła z Ligi Centralnej (nominalnie drugiej klasy rozgrywkowej) do I ligi. Ale to było dawno i nieprawda, skoro w mieście zapalono zielone światło, by piłkarki ręczne znów znalazły się w gronie najlepszych polskich siódemek. Teraz piłka ręczna kobiet znalazła się w gronie czterech priorytetowych dyscyplin sportowych w Gliwicach, razem z piłkarzami nożnymi, futsalistami i koszykarzami. Drużyna z Jarosławia miała w miarę szybko przeprowadzić się do Gliwic, mecze miała rozgrywać w hali widowiskowo-sportowej przy ulicy Sikorskiego 130. Szkoleniowcem zespołu miał być nadal trener Michał Kubisztal, a pomagać mu miał Marcin Księżyk. Było naturalnie trochę niepokoju z całym organizacyjnym zamieszaniem, ale gdy przed sezonem trener Kubisztal, rada drużyny, a także komisarz ligi Piotr Łebek spotkali się w ratuszu z prezydent Gliwic Katarzyną Kuczyńską-Budką i wiceprezydentami, wszyscy odetchnęli z ulgą. Można było już oficjalnie informować o „dzikiej karcie”, przybyli dostali solenne zapewnienie, że drużynie nie zabraknie przysłowiowego ptasiego mleczka. Gdy przed inauguracyjnym spotkaniem w Gliwicach ze Startem Elbląg, przy pełnej hali kibiców w sporej części przyodzianej w koszulki i szaliki JKS-u Jarosław, w obecności wielu byłych, znakomitych zawodniczek Sośnicy oraz reprezentacji Polski, prezydent Kuczyńska-Budka podaniem pierwszej piłki symbolicznie rozpoczęła powrót Sośnicy do elity żeńskiego handballu po blisko dwóch dekadach, nikt nawet w najczarniejszym scenariuszu nie zakładał, że włodarze Gliwic na długo przed świętami Bożego Narodzenia przygotowują szopkę. Chyba pierwszą w kraju. Nie drewnianą, ale sportową, a dokładniej handballową. Jeszcze bez choinek na rynku, bez ledowych dekoracji, ale przede wszystkim bez sianka.

Rodzice się martwią

– Dalej trenujemy w Przeworsku, mieszkamy w Jarosławiu i tylko na mecze dojeżdżamy do Gliwic – usłyszeliśmy po zwycięstwie gliwiczanek w dramatycznych i pełnych emocji derbach z Ruchem w Chorzowie. To był mecz, w którym ambitne dziewczęta pokazały serducho do sportu i charakter, jakiego nikt w Gliwicach nie ma. No bo jak inaczej to określić, jeśli od dwóch miesięcy zawodniczki nie mają wypłat? Nie są płacone czynsze za mieszkania, więc wynajmujący telefonują do klubu, grożąc natychmiastowymi wyprowadzkami. Telefonują też rodzice zawodniczek z pytaniami, co się dzieje, skoro muszą pożyczać swoim dorosłym pociechom, profesjonalnym zawodniczkom, pieniądze na paliwo, na życie... Telefonują po klubach menedżerowie zawodniczek, a potężniejsze już „zarzucają sieci” na te najlepsze. Naturalnie z przeprowadzki na stałe do Gliwic wyszły nici, bo skąd pieniądze na kaucje i wynajem nowych mieszkań, skoro dotychczasowe są nieuregulowane. Niezapłacone są też podobno autokary, a przed derbami z Ruchem zawodniczki trenowały tylko do środy, bo hala w Przeworsku jest niezapłacona. Teraz dostały wolne od trenera do końca przyszłego tygodnia, bo co ma z nimi robić? Gdzie trenować? Jak odpowiadać na te same pytania? Gdy dopytujemy: co będzie dalej, najpierw pada odpowiedź – pomidor.

Autorytarne spółki

– Pieniądze mają być dopiero 1 grudnia – wyjaśnia prezes Sośnicy, Adam Mrowiec. – Tylko że my jesteśmy jak po bajpasach. Nie mamy zwiększonej puli z miasta, tylko płacą nam spółki, a z nimi wiadomo, jak dzisiaj jest. Najpierw dostaliśmy informację, że cała kwota zostanie rozłożona na rok, a to nie wchodzi w grę. Teraz otrzymaliśmy wiadomość, że pieniądze mają być z początkiem grudnia, co też jest nieakceptowalne. Nie ma takiej opcji. Muszą być szybciej, bo inaczej wszystko rozsypie się jak domek z kart. Informowaliśmy panią prezydent o naszej sytuacji, dowiedzieliśmy się, że wiele nie można zrobić, bo spółki są autorytarne. Tak więc nie jest łatwo, jest nerwowo, stoimy w rozkroku. Na dziś musimy dynamicznie zdywersyfikować źródła przychodów. Obok miasta potrzebujemy drugiego mocnego filaru w postaci sponsora tytularnego – kończy prezes Mrowiec.

W siedmiu do tej pory rozegranych meczach (Sośnica ma w pamięci wyjazdowe spotkanie z 1. serii z MKS-em FunFloor Lublin, którego termin nie został jeszcze ustalony) gliwiczanki zdobyły dziewięć punktów i zajmują siódme miejsce. Do rywalizacji mają powrócić 28 grudnia. Tego dnia podejmą broniące tytułu Zagłębie Lubin.

Zbigniew Cieńciała