Gdzie jest 100 milionów?

Bez rozgrzewki


Andrzej Grygierczyk


Gdzie jest 100 milionów?



Czytam słowa Marcina Mańki, szefa rady nadzorczej Ruchu Chorzów, że żal patrzeć na puste miejsca na Stadionie Śląskim, kiedy drużyna rozgrywa tam mecze o ligowe punkty. Można byłoby też dodać - z nutką żalu jak najbardziej - że z każdym meczem „Niebieskich” na śląskim gigancie tych pustych miejsc przybywa. No, taka jest w sporcie kolej rzeczy, kiedy wyniki nie te. A poza tym - to banał - jest coraz zimniej. Nie mieć punktów, martwić się, zgrzytać zębami, zmarznąć i jeszcze za to wszystko zapłacić... I jeszcze z taką - bardziej odległą perspektywą - że być może trzeba się będzie pogodzić za kilka miesięcy ze spadkiem. W przypadku Ruchu to niepierwszyzna, ale zaboleć może bardzo, zwłaszcza że może się to zdarzyć po kilku latach mozolnego wygrzebywania się z otchłani.

Tylu pustych miejsc, mimo wszystko, na pewno by nie było na meczach w Gliwicach. Co prawda Ruch i jego kibice byli tam przyjmowani z honorami, ale co u siebie, to u siebie. Tyle że jak wiadomo Ruch wciąż nie do końca jest u siebie, choć w Chorzowie.

Znów więc się kłania kwestia stadionu na Cichej. Gdyby tak zrobić kwerendę spraw i wydarzeń, które towarzyszyły idei stawiania nowego obiektu, uzbierałaby się długa ich lista, znaczona z jednej strony pięknymi obietnicami i nadziejami, z drugiej - niecierpliwością, demonstracjami kibiców, złością i poczuciem beznadziei, na dodatek ze świadomością, że na dłuższą metę w warunkach improwizacji i chaosu ekstraklasowego czy nawet I-ligowego poziomu trzymać się nie da. I tylko drużyna swoją postawą w minionych kilku latach przynosiła otuchę i przywracała wiarę, że jeszcze w Chorzowie będzie pięknie, że jeszcze będzie normalnie. Niestety, życie jak zwykle okazało się bardziej skomplikowane.

I wreszcie nastała kampania wyborcza do parlamentu, a wraz z nią festiwal obietnic w wykonaniu polityków oczywiście. Do Chorzowa przyjeżdżał sam premier (teraz już ekspremier) Mateusz Morawiecki i rzucał dużymi kwotami, budżetowymi jak najbardziej, ale kto by się tam zastanawiał, czy budżetowe, czy prywatne, byleby stadion powstał. Na szalę ekspremier rzucił 100 mln złotych, a chorzowski, tudzież cały śląski naród miał się zrewanżować tym, że w trakcie wyborczego dnia postawi krzyżyk przy właściwym nazwisku. Naród nie do końca jednak się spisał i rządzący od 2017 roku premier, wraz z całą swoją partią, musiał przejść na inne, nieupatrzone pozycje. No ale co z tą setką milionów?

W Chorzowie zapanowało nerwowe oczekiwanie. - Jesteśmy zaniepokojeni, bo mamy zapisane stosowne środki zarówno w budżecie przyszłorocznym, jak i w wieloletniej prognozie finansowej. Brakuje drugiej połowy, której przekazanie deklarowali premier Mateusz Morawiecki oraz minister sportu i turystyki Kamil Bortniczuk - powiedział (cytat za PAP) prezydent miasta, Andrzej Kotala, dodając: - Bez zadeklarowanego przez rząd wsparcia finansowego nowy stadion dla piłkarzy Ruchu Chorzów będzie musiał powstać etapami, zamiast jednorazowo.

Dodajmy, że koszt budowy stadionu obliczono na ok. 261 mln. Samorząd Chorzowa ma zamiar wziąć kredyt w wysokości 109 mln. Budowa ma potrwać trzy lata, potem przez 15 lat (od 2027) kredyt będzie spłacany. Na logikę - w normalnym kraju - zobowiązania poprzedniej władzy powinna wziąć na siebie kolejna; a u nas powinna tym bardziej, że na jej czele stanął ten, któremu za poprzedniej premierowskiej kadencji zarzucano, że zamiast rządzić zdecydowanie bardziej woli kopać gałę. Rzecz w tym, że zaraz może się okazać, iż państwowa kasa pusta, że szybko pojawią się inne, znacznie istotniejsze potrzeby niż chociażby stadion Ruchu (żadna sztuka takie znaleźć), no i w ogóle - realizacja zobowiązań poprzedniego rządu mogłaby być swoistym obciachem dla nowego, gdyż byłaby legitymizacją poczynań „tamtych”. Jak zwykle wychodzi na to, że życie życiem, a... kampania wyborcza kampanią. A ta cechuje się własną logiką i dynamiką. Obiecujący (cuda na kiju) zawsze potem mogą odwrócić kota ogonem i powiedzieć... cokolwiek, koniecznie przy tym oskarżając swoich rywali.

I tylko Ruch wciąż czeka, i tylko puste miejsca na Stadionie Śląskim przygnębiają.