Gdyby mecz trwał 60 minut...

Niebiesko-czerwoni po sobotniej potyczce dostali trzy dni wolnego; na zajęciach pojawić się mają w środę. Kto je poprowadzi?

Czemu nam nie idzie? Oliwier Kwiatkowski próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie, które sprawia kłopot trenerowi Polonii... Fot. Sebastian Sienkiewicz / Press Focus

POLONIA BYTOM

Nie ma sensu mówić o piłce nożnej, przytaczać kwestii związanych ze statystykami, szansami, okazjami, bo problem wydaje się dużo głębszy – tymi słowami Patryk Czubak, trener Polonii, rozpoczął konferencję po meczu z GKS-em Tychy. Jego podopieczni znów nie zdołali dowieźć do końcowego gwizdka prowadzenia, na które wyszli w 29. sekundzie. To było już czwarte takie spotkanie tej wiosny: Bytomianie pierwsi strzelali gole w grach z ŁKS-em (nawet dwa), Pogonią Grodzisk Mazowiecki i Pogonią Siedlce, ale kompletu „oczek” nie zdobyli. Ba; tylko z tym ostatnim rywalem (i w sobotę z Tyszanami) zdołali dopisać cokolwiek do swego dorobku punktowego.

„Występuje pewna blokada”

- Po raz kolejny prowadzimy i nie wygrywamy. A wydaje mi się, że mieliśmy odpowiednio dużo sytuacji bramkowych, żeby to spotkanie wygrać – oceniał szkoleniowiec. W jego analizie zabrakło jednak odpowiedzi na pytanie o naturę owego „problemu”, który sam przywołał. I – cytując jego słowa – o jego „głębokość”. Bo przecież kolejne elementy tej analizy (- Gdyby brać pod uwagę mecze do 60 minuty, mielibyśmy dziś 10 punktów, a nie dwa. Problem pojawia się po tym czasie i niekoniecznie związany jest z tym, że przeciwnik nas dominuje. Po prostu występuje pewna blokada. To jest poza piłką nożną) niekoniecznie wyjaśniały naturę polonijnego koszmaru w rundzie wiosennej.

„Nikt nie zyskał na tym, że zwariował”

Piłkarze bytomscy po sobotniej potyczce dostali trzy dni wolnego; na zajęciach pojawić się mają w środę. Kto je poprowadzi? I jak? Jeżeli będzie to wciąż Patryk Czubak, rewolucji nie należy się spodziewać. - Jak pracować dalej? Staram się zachować racjonalność w tym wszystkim, bo nikt jeszcze nie zyskał na tym, że zwariował. Więc i ja powinienem być ostatnią osobą, która w obecnej sytuacji zwariuje. Musimy natomiast dojść do tego, dlaczego dzieją się takie, a nie inne rzeczy – opiekun beniaminka najwyraźniej nie ma gotowej odpowiedzi (i recepty) na obecny „dołek” swej drużyny.

Szansa dla „swojego”?

Jej brak może go jednak kosztować sporo. Tym bardziej że swoich zwolenników ma pomysł powierzenia drużyny „swojemu” człowiekowi, czyli Wojciechowi Mrozowi, pracującemu (i zbierającemu doświadczenie) u boku Adama Burka i Łukasza Tomczyka. Jako wychowanek klubu z Olimpijskiej, jest polonistą z krwi i kości, konsekwentnie poszerzającym swą trenerską wiedzę (UEFA A). Nie bez znaczenia byłby w tym przypadku także aspekt finansowy; nie zwiększałaby się liczba osób „na garnuszku” klubowym...

(DaL)

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się