Garrison uciszył Legię!
Szaleństwo w Zielonej Górze. Rzut z 10 metrów w ostatniej sekundzie przedłużył serię!
Andy Mazurczak (w środku) i Zastal doprowadzili do meczu numer siedem. Fot. PAP/Lech Muszyński
Emocje w piątkowy wieczór w Centrum Rekreacyjno-Sportowym w Zielonej Górze były ogromne. Zastal po środowej porażce w Warszawie znalazł się pod ścianą - tylko wygrana przedłużała nadzieje miejscowych na złoto. - Żeby wygrać z Legią w takim meczu, trzeba się poświęcić, trzeba krwawić, trzeba gryźć parkiet - taką receptę miał trener Zielonogórzan, Arkadiusz Miłoszewski.
W Warszawie zdawali sobie sprawę, jaka jest stawka. - Przez cały mecz czeka nas bitwa z zawodnikami z Zielonej Góry, najważniejsza tak naprawdę będzie głowa - odpowiadał Michał Kolenda, kapitan Legii.
Oba zespoły zaczęły mocno stremowane, po 4 minutach na tablicy wyników było ledwie 4:4. Drżenie rąk wywoływał pewnie stojący tuż przy bocznej linii majestatyczny puchar za zdobycie mistrzostwa. Pierwsi nerwy opanowali gospodarze, którzy po akcjach Andrzeja Mazurczaka i Conleya Garrisona odskoczyli na 6 punktów (12:6), a kwartę wygrali 17:12. Legia w tej części trafiła tylko 5 z 14 rzutów z gry, a Zielonogórzanie zaliczyli aż 5 bloków!
Drugą ćwiartkę gospodarze rozpoczęli serią 5:0, a szturm prowadzili faceci w maskach, czyli Filip Matczak i Mazurczak. W 16 minucie przewaga miejscowych sięgnęła 16 punktów (33:17). Pod koszami brylowali Dwight Wilson oraz Krzysztof Sulima. Potem jednak - po raz kolejny w tej serii - Zastal zatrzymał się, przestał trafiać, a popis zaczęli Warszawianie. Bohaterem Legii był w tym okresie Ojars Silins, który trzy razy zdobywał punkty zza łuku. Goście skończyli kwartę serią 13:2. Do przerwy 5 punktów zaliczki Zastalu (35:30). - Oba zespoły są zmęczone, po przerwie zdecyduje charakter - mówił w połowie przed kamerami Polsat Sport Filip Matczak.
Po wyrównanej trzeciej kwarcie przed ostatnią częścią gospodarze mieli 8 punktów przewagi, ale w tych finałach Legia odrabiała już nie takie straty. W piątek zobaczyliśmy powtórkę - 4 minuty przed końcem prowadzili już goście (68:66). Losy złotego medalu decydowały się w ostatnich sekundach. 8 sekund przed końcową syreną przy 1-punktowym prowadzeniu Zastalu Matczak spudłował oba osobiste. Goście mieli 4 sekundy na oddanie rzutu i... rezerwowy Brewton spod kosza zdobył kluczowe punkty. Legia mistrzem? Nic z tego, bo w ostatniej sekundzie Garrison trafił niesamowity rzut z blisko 10 metrów! - Odjęło mi mowę. Przecież ten chłopak nie widział kosza - komentował Tomasz Jankowski, były reprezentant Polski.
Mecz numer siedem w niedzielę o 19.00 w Warszawie.
◼ Orlen Zastal Zielona Góra - Legia Warszawa 76:74 (17:12, 18:18, 23:20, 18:24)Stan rywalizacji (do czterech zwycięstw): 3-3
ZIELONA GÓRA: Garrison 17 (1x3), Mazurczak 15 (1x3), Sulima 2, Szumert 12 (2x3), Maughmer – Wilson III 6, Matczak 4, Fayne, Cartier 2, Lewis 18 (3x3). Trener Arkadiusz MIŁOSZEWSKI.
WARSZAWA: Graves 7 (1x3), Pluta 11 (1x3), Kolenda 5, Hunter 4, Ponsar 15 (1x3) – Brewton III 14 (2x3), Silins 12 (4x3), Thompson 6, Wilczek. Trener Heiko RANNULA.
(pp)
