Garnitur

Z DRUGIEJ STRONY - Paweł Czado

Choć w dzieciństwie Zbigniew Boniek, kopiąc piłkę na bydgoskich osiedlach, zachwycał się Górnikiem i Włodzimierzem Lubańskim - to pamięta, skąd wyszedł. Za wygraną z Zabrzanami obiecał piłkarzom Zawiszy nowe garnitury. Tak, żeby przyjeżdżając na finał Pucharu Polski, prezentowali się godnie…

Wiadomo było, że gospodarzom, którzy wyszli na plac bez obcokrajowca w składzie, nie zabraknie ambicji, że będą chcieli przed całą Polską się pokazać. To oczywistość, jednak muszę podkreślić: na tak jednostronnym paliwie nie da się wygrać tak ważnego meczu, nie da się awansować. Zwłaszcza w starciu z rywalem grającym na co dzień o trzy poziomy wyżej. Ewidentnie musi być coś jeszcze. Tego „jeszcze” tym razem Zawiszy zabrakło. Miałem wrażenie, że Górnik nie tylko wygrał, ale uczynił to przy okazji jak najmniejszym nakładem sił.

Przez pół godziny utrzymywał się rezultat bezbramkowy. Potem goście strzelili gola. „Raz, a dobrze” tym razem w zupełności wystarczyło. Przywódca miejscowych szalikowców po stracie gola tak zareagował na to przez megafon: „Panowie, my i tak zaszliśmy daleko. My nic nie musimy, możemy tylko pomóc naszym piłkarzom dopingiem!”. Nie udało się, ale wdzięczni fani po ostatnim gwizdku podziękowali ulubieńcom brawami. Rzeczywiście, doping przez cały mecz mógł robić wrażenie!

Wczorajsze spotkanie wzbudziło ogromne zainteresowanie, miejscowi kibice byli nim mocno podekscytowani. Jeśli chodzi o przyjazd Górnika - to nic nowego. Przyjazd Zabrzan do Bydgoszczy zawsze wzbudzał emocje. Opowiadał mi o tym Piotr Graszek, kibic Zawiszy. Symbolem - i rekordem przy okazji - jest mecz z sierpnia 1977 roku. Wtedy w ekstraklasie padł remis 1:1, gola dla Zabrzan wbił Jerzy Gorgoń, ale nie to jest najważniejsze, lecz rekordowa frekwencja! Według szacunków pojawiło się na trybunach nawet 45 tysięcy spragnionych emocji kibiców, dalsze 10 tysięcy już się nie zmieściło i miało pozostać przed bramami… - Ja nie zostałem. Miałem wtedy 7 lat i byłem tak zdesperowany, żeby zobaczyć ten mecz, że… przeszedłem przez płot! - wspominał z uśmiechem Graszek.

Zawisza był wtedy klubem wojskowym i generalicja zdecydowała, że wobec takich tłumów trzeba wybrać nietypowe rozwiązanie. W efekcie kibice mogli siedzieć na schodach w przejściach, zezwolono im też w końcu na zejście na bieżnię oraz zajęcie przestrzeni za bramkami! Dziś by to nie przeszło, ale dzięki tym okolicznościom to była największa publika w dziejach, jaka kiedykolwiek zasiadła na meczu Zawiszy. Magnesem był Górnik.

Środowe spotkanie było sprawdzianem dla całej miejscowej społeczności - pod różnymi względami. Policja przed meczem zwróciła się do mieszkańców Śródmieścia i Osiedla Leśnego, a także do pacjentów i odwiedzających chorych w niedalekim Wojskowym Szpitalu Klinicznym o „zaplanowanie przemieszczania się z uwagi na zamknięcie ruchu na poszczególnych ulicach lub jego ograniczenie w tym rejonie, a przede wszystkim duże natężenie ruchu pieszych i zmotoryzowanych na ulicach dojazdowych do stadionu”. Nie dziwiły mnie te apele. Korki potężne! Sami ostatnie dwa kilometry przeszliśmy na piechotę. Autobusem zdążylibyśmy może na drugą połowę...

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się