Gajda to za mało – Śląsk w elicie!
Wrocławianie po rocznej banicji wracają do ekstraklasy.
Wierzcie lub nie – po strzale Tomasza Gajdy z wolnego piłka wpadła do siatki Wrocławian. Fot. Krzysztof Porębski/Press Focus
Weekendowe wyniki w 1. lidze jasno wyznaczyły stawkę dla obu zespołów, mierzących się w mokry i zimny wieczór w Bytomiu. Tylko wygrana zapewniała Wrocławianom (już teraz) awans do ekstraklasy; w przypadku gospodarzy z kolei też wyłącznie zwycięstwo pozostawiało im cień nadziei (przynajmniej do poniedziałku i spotkania ŁKS-u) na udział w barażach.
Podrażniona ambicja
Wydawało się, że z większą motywacją wyszli na murawę goście; w każdym razie Michał Rosiak przetestował Wojciecha Banasika po upływie ledwie 130 sekund. O tym, że z dystansu uderzać potrafi, przekonywał już w tym sezonie wielokrotnie. Okazję, by to potwierdzić, dostał krótko przed końcem pierwszej połowy, gdy podszedł do rzutu wolnego na 22 metrze. Oddał jednak strzał... do zapomnienia. Wspominamy o tym, bo przecież przez wiele lat stopę „układano” mu w akademii Arsenalu – tego z Londynu oczywiście.
Najwyraźniej jednak ta sytuacja mocno ambicję „eks-Kanoniera” podrażniła. Że potrafi dużo lepiej, pokazał po niespełna kwadransie drugiej połowy, zupełnie zaskakując golkipera gospodarzy (i chyba trochę... siebie samego) uderzeniem „po przekątnej” – zza narożnika pola karnego w dalszy róg bytomskiej bramki. To była jego odpowiedź na równie bajeczne trafienie Tomasza Gajdy w pierwszej połowie – z rzutu wolnego w samo okienko wrocławskiej „świątyni”.
Kapitan schodzi ostatni
Wspomniane trafienie Rosiaka nieco uspokoiło Ante Simundžę, który do tego momentu – mimo wcześniej bramki Przemysława Banaszaka, sprowokowanej stratą piłki przez Gajdę na 30 metrze – był za linią boczną aktywniejszy niż niektórzy jego podopieczni w pierwszych 45 minutach...
To było bardzo bolesne 15 minut dla gospodarzy; skojarzenia z kilkoma innymi meczami wiosennymi, w których roztrwaniali dorobek z pierwszej połowy, nasuwało się samo. Niebiesko-czerwoni animuszu nie stracili, a swój pojedynek z Wrocławianami toczył Gajda, szukając rehabilitacji za feralną stratę i chcąc udowodnić, że z pokładu kapitan schodzi ostatni. W 73 minucie frunącą – wydawałoby się – w okienko piłkę w ostatniej chwili skierował nad poprzeczkę trafiony w głowę Luka Marjanac; w 77 minucie kapitan Polonii przymierzył w słupek!
Pieczęć z „wapna”
W międzyczasie jednak to przyjezdni postawili pieczęć na swej wygranej – i na awansie! Mikołaj Łabojko, faulując Krzysztofa Kurowskiego, podarował im rzut karny, zamieniony na gola przez Banaszaka. Śląsk ponownie w ekstraklasie!
Dariusz Leśnikowski
OCENA MECZU ⭐ ⭐
◼ Polonia Bytom – Śląsk Wrocław 1:3 (1:0)
1:0 – Gajda, 36 min (wolny), 1:1 – Banaszak, 53 min, 1:2 – Rosiak, 59 min, 1:3 – Banaszak, 76 min (karny)
POLONIA: Banasik – Szymusik, Szymański, Matić – Michalski (70. Krzyżak), Łabojko, Gajda, Stefański (51. Zieliński) – Kwiatkowski (80. Łabędzki), Andrzejczak – Wojtyra (70. Sarmiento). Trener Wojciech MRÓZ.
ŚLĄSK: Szromnik – Rosiak (90+1. Llinares), Macenko, Ba, Malec, K. Kurowski - Yriarte, Mokrzycki, Samiec-Talar (77. Markowski) - Banaszak, Marjanac (83. Jambor). Trener Ante SIMUNDŽA.
Sędziował Łukasz Szczech (Kobyłka). Widzów 1805. Żółte kartki: Szymusik – Ba.
