Francuska siła
Trójkolorowi w świetnym stylu rozpoczęli amerykański mundial. – Po pierwszej połowie była frustracja, ale po wygranej jest wielka ulga – podkreśla selekcjoner Les Bleus Didier Deschamps.
Po amerykańskim mundialu Didiera Dechampsa na stanowisku selekcjonera wciąż obecnych wicemistrzów świata zastąpi inny były piłkarski mistrz świata - legendarny Zinedine Zidane. – To pewne na 99,9 procent – mówili obecni na MetLife Stadium w New Jersey francuscy żurnaliści.
To dopiero początek
Na razie jednak prowadzący Trójkolorowych z wielkim powodzeniem od 2012 roku Deschamps koncentruje się na amerykańskim turnieju. Jego zespół w starciu z mistrzem Afryki zawiódł w pierwszej połowie. Już wydawało się, że może dojść do powtórki z Nantes sprzed tygodnia, z ostatniego sprawdzianu przed mundialem 2026 - tam jeden z głównych kandydatów do mistrzostwa niespodziewanie przegrał u siebie z Wybrzeżem Kości Słoniowej 1:2.
Senegalczycy w otwierającej części mogli zdobyć co najmniej jednego gola, nie zdobyli jednak żadnego. Francuzi w tym czasie? Jeden niecelny strzał... W przerwie we francuskiej szatni było głośno. Mówili o tym zawodnicy i dziennikarze znad Sekwany. Zaraz po wznowieniu gry sygnał groźnym uderzeniem dał mało widoczny wcześniej Desire Doue, a potem… A potem już poszło! W sumie trzy gole i cenna wygrana z Lwami Terangi 3:1.
- Pokazaliśmy jakość, a także taktyczną i mentalną siłę. Na początku nie szło, potem było już jak chcieliśmy. Zawsze dobrze jest wygrać pierwszy mecz w turnieju, jeszcze w tak wymagającej grupie, jaką mamy z Senegalem, Norwegią czy Irakiem. To na pewno ważne, bardzo ważne, ale nie jest jeszcze decydujące, przed nami przecież kolejne spotkania. Ważne też było wygrać dla tylu francuskich kibiców, którzy przyjechali do nas z tak daleka. To zawsze specjalna rzecz. Futbol jest magiczny. Choć to dopiero pierwszy mecz, ale i tak będziemy się nim cieszyć – komentował na pomeczowej konferencji Deschamps.
Mbappe i… Barcola
Oczywiście nie omieszkał wychwalić pod niebiosa niesamowitego Kyliana Mbappe. Z Senegalem w decydujących i trudnych momentach to on wziął na siebie całą odpowiedzialność. Zdobył otwierającego gola, potem trafił jeszcze w końcówce. W 98. meczu w kadrze zdobył bramki numer 57. i 58. Dzięki temu w tabeli wszech czasów Les Bleus przeskoczył kolegę z kadry sprzed kilku lat Oliviera Giroud, którego licznik zatrzymał się na 57 golach. To nie wszystko, bo Mbappe ma też 14 bramek w finałach MŚ, czyli tyle samo, co trzeci w klasyfikacji Gerd Mueller. Dwóch bramek brakuje mu do liderujących - od 2014 roku Miro Klose i od środy Leo Messiego. Mbappe wszystko to osiągnął w wieku 27 lat i w 15 występach podczas finałów mistrzostw świata. Niesamowity wynik! – To nasz lider i prawdziwy kapitan! Zawsze możemy na niego liczyć – zachwycał się Deschamps. Doświadczony francuski szkoleniowiec mocno też jednak wyróżnił jeszcze innego zawodnika. O kogo chodzi?
- To, co we wtorek zrobił Bradley Barcola, to właśnie to, co inni muszą wnieść do zespołu! Kiedy siedzisz na ławce i wchodzisz, musisz coś z siebie dać, pomóc. Tak jak Bradley swoim ważnym trafieniem i grą. Będziemy tego mocno potrzebowali w długim turnieju. Liczę na wszystkich 26 zawodników, których zabrałem na amerykański mundial – podkreśla francuski szkoleniowiec.
Michał Zichlarz z Nowego Jorku
Didier Deschamps triumfujący po wygranej 3:1 z Senegalem. Czy tak też będzie 19 lipca? Fot. ANP/SIPA USA/PressFocus
