Fortunnie!
DZIENNICZEK WOLONTARIUSZEK (5)
Już ma dwa! Kacper Tomasiak z olimpijskim medalem z konkursu na dużej skoczni.
Piętrowy autokar pod szyldem „Casa Polonia” zaparkował w centralnym punkcie Predazzo w sobotnie przedpołudnie. Tłumów przed nim nie było – ani przed sąsiadującymi z nich namiotami. Ale... kiedy zaczął z nich dolatywać smakowity zapach polskich specjałów, pojawili się i chętni. Rosół, barszczyk, a przede wszystkim najbardziej polskie z polskich dań – pierogi, wzbudziły swym aromatem zainteresowanie turystów i kibiców spacerujących ulicami stolicy olimpijskich skoków.
Swoją drogą – by pozostać jeszcze chwilę przy tematach kulinarnych – zauważmy, że jedna z tutejszych pizzerii proponuje klientom „Adam Małysz 136”. Nazwa upamiętnia jego rekord skoczni z 2003, który dał mu mistrzostwo świata, a na cieście pizzaman umieszcza sos pomidorowy, sos barbecue, mozzarellę, stripsy z kurczaka, czerwoną cebulę i bazylię. W menu wygląda nieźle, ponoć to jeden z hitów pizzerii „Millenium”, ale jak smakuje? Nie udało się spróbować, bo wszystkie stoliki były zajęte, a obsługa nie była w stanie powiedzieć, kiedy pojawi się jakieś wolne miejsce... Cóż, nie porównamy więc tutejszych propozycji z pizzami serwowanym w „Stelli” w „naszej” Moenie. Tamta restauracja ma natomiast inną zaletę: spotkać w niej można niemal codziennie np. Martina Schmitta. Nie ma wokół niego tłumów kibiców i łowców autografów, więc lubi tu wpadać, by zjeść w spokoju i pogadać o skokach... Kiedy po raz pierwszy na chwilę podeszłyśmy do niego, by poprosić o wspólne selfie, trzykrotny medalista olimpijski wydawał się mocno zdziwiony, że ktoś go rozpoznał!
Wróćmy do Predazzo. Wizycie „Casa Polonia” (potrwa jeszcze do środy) towarzyszyła m.in. wystawa polskich medali olimpijskich z wcześniejszych igrzysk zimowych, a także... olimpijskiej biżuterii, stworzonej specjalnie z okazji igrzysk Milano-Cortina 2026. Znalazł się w niej na przykład „brelok na szczęście” oraz „amulet olimpijski”. Tak naprawdę jednak owym amuletem okazali się goście, podróżujący z polską ekipą po kolejnych olimpijskich ośrodkach. Brawami przywitano w Predazzo dwukrotnego medalistę letnich igrzysk w Montrealu, kolarza Mieczysława Nowickiego, a także pierwszego polskiego triumfatora zimowych zmagań, Wojciecha Fortunę, złotego skoczka z Sapporo'72.
Obaj panowie byli oczywiście obecni na wieczornym konkursie – wielce fortunnym dla naszego rewelacyjnego nastolatka. Kacper - „nasz synecek”, jak pisałyśmy o nim po jego pierwszym medalu – wciąż jest chłopakiem, który nie ma w sobie cienia gwiazdorstwa i sodówy. Kiedy po ceremonii medalowej ujrzał dobrze sobie znane twarze, podszedł, z uśmiechem się przywitał i chętnie zapozował do fotek, w tym momencie sentymentalnie już absolutnie dla nas bezcennych. Zresztą te z panem Fortuną do tej kategorii także należą!
I jeszcze jedna ciekawa obserwacja. Wspomniana ceremonia medalowa – przynajmniej tu, w Predazzo, na skoczni – w zasadzie kończy zabawę dla kibiców. Mają oni... pięć minut na opuszczenie trybun – takie komunikaty płyną z głośników. Efekt w sobotę był taki, że tato mistrza olimpijskiego, śledzący zmagania z trybuny VIP, miał ogromne problemy, by uściskać syna, dumnie prezentującego złoto na szyi! Ochrona nijak nie chciała przepuścić go do niego, i dopiero osobista interwencja Domena Prevca sprawiła, że na kilkadziesiąt sekund mógł utonąć on w objęciach ojca!
