Forma w górę
Wszystko wskazuje, że Marko Bożić zacznie mecz z Górnikiem Łęczna w wyjściowym składzie.
Marko Bożić nie musi klękać przed trenerem, by wywalczyć miejsce w składzie. Wystarczy dobrze się prezentować. Fot. Mateusz Porzucek/PressFocus
WISŁA KRAKÓW
To nie będzie pierwsza taka sytuacja w przygodzie austriackiego skrzydłowego z Białą Gwiazdą, ale w tak dobrej dyspozycji chyba jeszcze nie był.
Nie ma śladu
Pozyskamy latem zawodnik nie mógł się dotąd rozegrać. Po debiucie pauzował przez dwa miesiące, a w tym roku - jeszcze ciut dłużej. Problematyczna była zwłaszcza druga kontuzja, odniesiona na zgrupowaniu w Turcji. Uniemożliwiła mu przepracowanie pierwszego pełnego okresu przygotowawczego. Latem nie miał na to szans, bo dołączył do lidera 1. ligi miesiąc po starcie rozgrywek. Wiedeńczyk dobrze prezentuje się w treningach, błysnął w sparingu, a na plus zapisał także mecz w Opolu, gdy szybko musiał wejść z ławki i strzelił wyrównującego gola.
- Cieszę się, że po urazie nie ma już śladu - podkreśla trener Mariusz Jop. Ostrożnie jednak podchodzi do sugestii, że Bożić może być zawodnikiem, który na długim finiszu sezonu pociągnie zespół. Wisła stoi już w progu ekstraklasowych drzwi, ale musi go jeszcze przekroczyć. - Liczymy nie tylko na niego, ale też na innych, którzy grali mniej. Pracują i czekają na swoją szansę. Siła jest w całej kadrze, nie tylko w jednym piłkarzu - odpowiada były reprezentant Polski.
Ma chłopak pecha
Jeżeli Bożić zacznie od początku poniedziałkowe spotkanie z Górnikiem Łęczna, to pewnie wskoczy do składu za Macieja Kuziemkę. Przeciwko Odrze to właśnie on zastąpił reprezentanta Polski niedowidzącego na jedno oko w wyniku krwiaka powstałego po uderzeniu głową przez rywala. Później krew tak się rozeszła, że siniak był także pod drugim okiem. Z kolei w meczu młodzieżówki jeden zCzarnogórców trafił go w okolice wargi. - Nie było to jednak uderzenie takiej skali, co w meczu z Odrą - mówi z ulgą Jop.
Z orzełkiem na piersi występował także Kacper Duda, a w młodszym roczniku Jakub Krzyżanowski i Patryk Letkiewicz. Po reprezentacyjnych wojażach wiślacy musieli odpocząć przede wszystkim mentalnie i przestawić się na klubowe tory. To nie zawsze jest proste. – Nie tylko młodzi piłkarze mają z tym kłopot. Gdy grałem w Rosji, trener zawsze miał bardzo dużo uwag do piłkarzy wracających z reprezentacji – wskazuje opiekun Białej Gwiazdy. Reprezentowanie kraju jest ogromnym zaszczytem i wymagające dla sfery emocjonalnej. – Każdy piłkarzy się tego uczy, natomiast długość przerwy działa na ich korzyść, by przeszli na tryby klubowe – mówi o swoich podopiecznych.
Michał Knura
