Fiorentiny nie wolno się bać!
Rozmowa z Piotrem Czachowskim, byłym reprezentantem Polski, dziś ekspertem i telewizyjnym komentatorem Serie A
Paolo Vanoli, trener Fiorentiny, na bój z Jagą nie wyśle m.in. Moise Keana, Davida de Gei oraz Dodo - całą trójkę pominął w kadrze meczowej! Fot. LaPresse/SIPA USA/PressFocus
Piłkarze i sztab szkoleniowy Jagiellonii nie kryli przed losowaniem 1/16 finału Ligi Konferencji, że chcieliby wpaść raczej na Fiorentinę niż na Rijekę. Buńczuczne potrząsanie szabelką?
– Myślę, że nikt tam w Jagiellonii z takimi życzeniami się nie pomylił. Marketingowo nie można było lepiej trafić niż na Włochów.
A sportowo, z nadzieją na awans?
– No cóż, Fiorentina ostatnio wygrała z Como, powoli odbija się od tego swojego dna, w które nie tak dawno zastukała. Ale czyż to nie jest dobry moment dla Jagi, by na tle takiego rywala znów ruszyć w tę drogę, która pozwoliła jej w ubiegłym roku zajść tak daleko w Lidze Konferencji?
Mówi pan jednak, że Fiorentina się odbija od swego dna....
– Kiedy grozi ci spadek – a walki o utrzymanie zdecydowanie nikt we Florencji przed sezonem nie przewidywał i nie zakładał – mobilizujesz się na każde następne spotkanie. W meczu z Como widziałem już to DNA Fiorentiny, którego wcześniej nie pokazywała: dobra destrukcja, umiejętność wykorzystania stałych fragmentów gry. Nie była faworytem w spotkaniu z drużyną Cesca Fabregasa, mierzącą wysoko w tym sezonie, a jednak wygrała. Natomiast myślę, że w piłkarzach Adriana Siemieńca – mimo tego że oczywiście nie będą faworytem w tym dwumeczu; ba, nie będą nawet faworytem w meczu w Białymstoku – można pokładać nadzieje. Oglądałem ich dwa mecze: ten wygrany z Widzewem i zremisowany z Cracovią. Ten drugi bardzo mi się podobał, obie drużyny grały „piłkę na tak”, stworzyły sobie kilka klarownych sytuacji. Afimico Pululu i Jesus Imaz kapitalnie ze sobą współpracują, przy dobrej asekuracji Tarasa Romanczuka, żeby obaj nie musieli zawracać sobie głowy defensywą.
Jak może wyglądać mecz w Białymstoku, biorąc pod uwagę kartkową nieobecność Pululu i Romańczuka?
– Niezależnie od tego, każdy wynik jest możliwy, będą decydowały detale. Wiem, że to banał, ale każda z ekip będzie mieć swoje momenty. To, co z nimi zrobi, jak je wykorzysta, zdecyduje o wyniku. Jaga śmiało może myśleć na przykład o wyniku 1:0 – jak prawie 35 lat temu Legia w ćwierćfinale PZP z Sampdorią (Piotr Czachowski był wówczas piłkarzem stołecznej drużyny – dop. aut.), i jechać na rewanż z zaliczką, a we Florencji – dopiąć celu i odnieść wielki sukces.
Tylko jak tu grać przeciwko zespołowi Serie A, wartemu na papierze pięć razy więcej?
– Jagiellonia ma ciekawych piłkarzy i ciekawy zespół oraz znakomitego, kreatywnego trenera. Natomiast przede wszystkim nie wolno jej się bać Fiorentiny, bo to drużyna na nieco niższym poziomie aniżeli w zeszłym sezonie. Nie jest idealna.
Ale – jak sam pan powiedział – przestała przegrywać, a zaczyna wygrywać!
– Tak, zaczyna strzelać bramki. Na pewno trzeba uważać na Dodo, grającego po prawej stronie, i oczywiście na Moise Keana (w pierwszym meczu obaj nie wystąpią - dop. aut.). Kawał faceta, silnego fizycznie, potrafiącego się przepchnąć, wygrać pojedynek „w zwarciu” – to właśnie jeden z tych detali, mogących mieć decydujące znaczenie. Nieprzypadkowo jest reprezentantem Italii.
No i jest David de Gea – nazwisko takie, że skóra cierpnie napastnikom, choć obecnie kontuzjowany.
– No pewnie – bramkarz fantastyczny. Muszą też w Białymstoku zwrócić uwagę na ciekawy manewr personalny. Fabiano Parisi całe życie był lewym obrońcą, teraz nieoczekiwanie od kilku kolejek widzimy go jako „dziesiątkę”, grającą na dodatek bliżej prawej strony. Dzięki temu może „łamać” do środka i lewą nogą szukać szczęścia w finalizacji akcji.
Włosi mają drużyny w Lidze Mistrzów i Lidze Europy. Czy ewentualny sukces w Lidze Konferencji w ogóle zostałby w Italii zauważony?
– Powiem tak: kiedy Jose Mourinho objął Romę, Rzymianie też mieli deficyt trofeów i potrzebę odniesienia sukcesu. No więc włożyli pod jego skrzydłami do swej gabloty puchar za triumf w Lidze Konferencji i już byli ciut bardziej szczęśliwi (śmiech). Myślę, że dziś Fiorentina boryka się z tym samym problemem, więc Conference League jest dla niej czymś ważnym. Na pewno Jagiellonii nie zbagatelizują, nie zlekceważą. Tym bardziej że wiedzą, z kim mają do czynienia – wystarczy, że popatrzą na poprzedni jej sezon w pucharach.
No chyba że – zajęci walką o utrzymanie – wyłonią sobie inną hierarchię celów.
– No to wtedy temat będzie jasny: awansuje Jagiellonia i koniec, kropka. Na to zlekceważenie czy odpuszczenie jednak bym nie liczył. Za to na pewno nie może Jaga wyjść na boisko na miękkich nogach. Lepiej niech pamięta niedawne prowadzenie Lecha we Florencji 3:0, niż wcześniejszą porażkę Kolejorza u siebie 1:4.
To jeszcze pytanie o jednego człowieka. Afimico Pululu nie przedłuży kontraktu w Białymstoku; szuka nowego pracodawcy. Myśli pan, że w Serie A mógłby gdzieś miejsce znaleźć?
– Skoro potrafił wzbudzić zainteresowanie Włochów taki Andrias Edmundsson z Wisły Płock, czyli środkowy obrońca, to ktoś taki, jak bramkostrzelny silny napastnik, naprawdę sporo potrafiący, też może o tym myśleć. Taka rywalizacja, rewanżowy mecz we Florencji, w którym pewnie zagra, to dla niego dobre okienko wystawowe. Choć – prawdę mówiąc – w tym momencie nie słyszałem, żeby ktoś we Włoszech wymawiał nazwisko „Pululu” i był nim zainteresowany. Ale można się zmienić, uchylić sobie furtkę do Serie A bramkami strzelanymi Fiorentinie.
Rozmawiał Dariusz Leśnikowski
