Fioletowy koszmar żółto-czerwonych
Zespół z dołu tabeli Serie A, grający na dodatek bez kilku podstawowych graczy, rozwiał sny o potędze lidera ekstraklasy.
Ujęcie efektowne: Norbert Wojtuszek w pojedynku z Lucą Lezzerinim. Wynik też efektowny, choć... nie w tę stronę, w którą byśmy sobie życzyli. Fot. PAP / Artur Reszko
LIGA KONFERENCJI
Myślę, że Fiorentina ma deficyt sukcesów i trofeów, więc Conference League jest dla niej czymś ważnym. Na pewno Jagiellonii nie zbagatelizuje, nie zlekceważy – mówił nam spec od Serie A, Piotr Czachowski, komentujący mecze włoskiej ekstraklasy w Eleven Sports. Skład, który Paolo Vanoli – pracujący ledwie od kwartału we Florencji – przywiózł na Podlasie i pchnął do boju, ową hierarchię celów Violi przedstawioną przez naszego rozmówcę zdawał się podważać. W samolocie do Polski nie znalazło się miejsce m.in. dla kontuzjowanego Davida de Gei, ale – i to już był wybór samego szkoleniowca – także dla Dodo i Moise Keana, a więc bezwzględnie wyróżniających się zawodników w tym bardzo przeciętnym dla Włochów sezonie. W wyjściowym składzie Fiorentiny w Białymstoku pojawiło się tylko trzech zawodników z jej podstawowej jedenastki z ostatniego meczu Serie A z Como. Ale...
Sto milionów podniosło się z ławki
… z drugiej strony nie sposób nie zauważyć, że wartość jedenastu graczy wysłanych w bój przez Vanolego wynosiła – wg portalu transfermarkt – około 104 mln euro. Tymczasem cała kadra Jagiellonii wedle tego samego źródła warta jest mniej więcej 32 mln euro. Niby pieniądze nie grają – w przeciwnym wypadku mistrzami świata byliby na zmianę Katarczycy i Saudyjczycy. Ale czyż trzeba wyjaśniać, kto – nawet mimo wielu roszad w składzie – był faworytem spotkania w Białymstoku?
Fazzini „zagotowany” na mrozie
Dziesięciostopniowy mróz w stolicy Podlasia na początku potyczki zdawał się sprzymierzeńcem gospodarzy. Mieli więcej z gry, w pewnym momencie notując nawet 66-procentowe posiadanie piłki. Wbrew temperaturze... „gotował się” natomiast Jacopo Fazzini. Młodzieżowy reprezentant Italii w krótkim odstępie czasu dwukrotnie faulował tak, że „dubeltowym upomnieniem” mógł zostać wysłany pod prysznic. Na szczęście dla niego skończyło się tylko jedną żółtą kartką.
Bez Afimica Jaga nie fika...
Optyczna przewaga gospodarzy nie przekłada się jednak na zagrożenia dla Luki Lezzeriniego – bramkarza numer trzy Violi, który po raz pierwszy w tym sezonie pojawił się na murawie w oficjalnym meczu. Jaskrawo widoczny był brak pauzującego za kartki Afimico Pululu, zdolnego fizycznie poszukać sobie pozycji w „szesnastce”. Dość powiedzieć, że białostoczanie nie oddali celnego strzału w tej odsłonie!
Za to w jej końcówce na próbę wystawiono czujność Sławomira Abramowicza. Dwukrotnie uczynił to Giovanni Fabbian, wypożyczony – w poszukiwaniu boiskowych minut – parę tygodni temu z Bolonii do Fiorentiny. Owa czujność polskiego golkipera okazała się bez zarzutu.
Artyzm ze stojącej piłki
Nie można tego powiedzieć o czujności jego kolegów – zarówno w obu tych sytuacjach, jak i w 53 minucie. Zupełnie odpuścili krycie na „długim słupku”, a Luca Ranieri głową uderzał z tak bliska, że choć golkiper gospodarzy miał piłkę na rękawicach, to nie zdołał jej wypchnąć ze światła bramki. Chwilę potem wygrał potyczkę „jeden na jeden” z Jackiem Harrisonem, ale bezradny był po uderzeniu Rolando Mandragory z rzutu wolnego... To był pokaz maestrii ze stojącej piłki, pajęczyna zdjęta z okienka białostockiej bramki. Na korepetycje do byłego gracza m.in. Juventusu można byłoby wysłać Bartłomieja Wdowika: parę minut wcześniej uderzał z podobnego miejsca na boisku, ale trafił tylko w słupek. Swoją drogą za faul na Jesusie Imazie, poprzedzającym ten rzut wolny, drugą (a de facto już... trzecią) żółtą kartkę powinien zobaczyć Fazzini... Wdowik zaś – faktem jest – miał nieco pecha, bo przecież kilkadziesiąt sekund wcześniej anulowano mu gola z powodu ofsajdu.
Pieczęć na włoskim awansie
Trudno gospodarzom zarzucić brak starań o honorowe choćby trafienie. Niemal wszystkie z 10 strzałów oddanych po przerwie były jednak niecelne. A goście akurat ze skutecznością swych poczynań w każdej strefie boiska nie mieli problemów, wykorzystując każdy niemal błąd miejscowych. Ot, taki chociażby, jak bezmyślny faul Dawida Drachala na Roberto Piccolim. Sam poszkodowany pewnie zamienił „jedenastkę” na trzeciego gola, stawiając kropkę nad „i” na awansie włoskiej drużyny do 1/8 finału Ligi Konferencji. Bo choć Lech we Florencji potrafił prowadzić 3:0, to w udany rewanż w Toskanii nie wierzą zapewne nawet najwierniejsi fani Dumy Podlasia...
Dariusz Leśnikowski
◼ Jagiellonia Białystok – Fiorentina 0:3 (0:0)
0:1 – Ranieri, 53 min (głową), 0:2 – Mandragora, 65 min (wolny), 0:3 - Piccoli, 81 min (karny)
Jagiellonia: Abramowicz – Wojtuszek, Vital, Pelmard, Wdowik – Pozo, Flach (60. Drachal), Mazurek (90. Kozłowski), Jóźwiak (68. Rallis) – Baždar (90. Sylla), Imaz. Trener Adrian SIEMIENIEC.
Fiorentina: Lezzerini – Fortini, Comuzzo, Ranieri (68. Pongračić), Gosens – Fabbian, Mandragora, Ndour (84. Balbo) – Harrison (68. Parisi), Piccoli, Fazzini. Trener Paolo VANOLI.
Sędziował Sebastian Gishamer (Austria). Widzów 18 531. Żółte kartki: Wdowik – Fazzini, Mandragora, Lezzerini.
