Fińskie supertrio
Katowiczanie nie mieli za wiele argumentów, by myśleć o wygranej z obrońcami tytułu mistrzowskiego.
Tyszanie udanie rozpoczęli finałową serię. Fot. PAP/Art Service
TAURON HOKEJ LIGA
Ramsus Heljanko i jego kompani, Hannu Kuru i Joel Kerkkänen, sprawili, że GKS Tychy rozmontował GKS Katowice i wygrał pierwsze spotkanie finałowej serii. Było ono emocjonujące i pełne dramatów, ale tak zapewne będzie do końca rywalizacji. Gospodarze nie mieli za wiele argumentów, by myśleć o wygranej.
Do składu Katowiczan wrócił Jean Dupuy, niewątpliwie ważna postać nie tylko w ofensywie, bo również nie unika strać przy bandach, a ten element w tym finale, wedle wielu fachowców, będzie odgrywał ważną rolę. W formacjach defensywnych zabrakło Alkesi Virtanena i podopieczni trenera Jacka Płachty byli zmuszeni grać na trzy pary obrońców. To na pewno był pewien dyskomfort, bo rywale, zgodnie z założeniami w tym sezonie, mieli do dyspozycji 7 defensorów oraz pełny skład napastników.
Jedni i drudzy od pierwszego gwizdka nie zamierzali się oszczędzać, jednak ton wydarzeniom na tafli nadawali goście i oni stworzyli kilka groźnych sytuacji. Mateusz Gościński, Alan Łyszczarczyk i Kuru próbowali zaskoczyć Jesepera Eliassona, ale bezskutecznie. W 10 min Dominik Paś wyprowadził krążek z własnej tercji i podał do „Łyżki”, a ten skierował „gumę" w stronę bramki, gdzie panował tłok. Krążek odbił się od Olafa Bizackiego i tyski defensor, dość nieoczekiwanie, wpisał się na listę strzelców. Gospodarze byli trochę przytłoczeni tą stratą, jednak powoli odzyskiwali wigor i zaczęli coraz lepiej prezentować się na lodzie. Na początku 18 min do remisu doprowadził Patryk Wronka, który uderzeniem po lodzie zaskoczył Tomaša Fučika. Dobre, szybkie tempo akcji i nie mogliśmy nie nudzić podczas pierwszej odsłony.
A druga przyniosła jeszcze więcej akcji i znów dwa gole. Początek należał do gospodarzy i w 27 min tyski bramkarz może mówić o sporym szczęściu, bo Stephen Anderson, dobrze prezentujący się w tym sezonie, trafił w poprzeczkę. Po tym sygnale ostrzegawczymi do pracy zabrali się Tyszanie i ich dobrze funkcjonująca maszyna zupełnie zdominowała taflę. Były długie fragmenty, w których gospodarze nie potrafili wyjechać za połowę lodowiska. Goście cały czas grali pressingiem i co rusz odbierali krążek rywalom, a gdy tylko nadarzała się okazja, oddawali strzały z dalszej i bliższej odległości. W 28 min goście zdobyli efektownego gola. Heljanko otrzymał krążek do Kuru i zdecydował się na uderzenie. Przed bramkarzem GieKSy przejeżdżał Kerkkänen i „guma” wpadła do siatki. Tyszanie cały czas parli do przodu i w efekcie sprytnie zachował się Kerkkänen i ubiegł Eliassona. Dwa gole przewagi to komfortowa sytuacja, ale trzeba być czujnym. Z końcową syreną Lauri Hundanpää posłał krążek między parkanami bramkarza i wpadł on do siatki. Sędziowie zdecydowali się na analizę zegara i tego gola nie uznali.
W ostatniej tercji goście nie spuszczali z tonu. W 45 min Olaf Bizacki wyprowadzał krążek z własnej tercji i na środku lodowiska został ostro zaatakowany przez Iana McNulty'ego. Tyszanin padł jak ścięte drzewo, zaś sędziowie analizowali całą sytuację. Kanadyjczyk został odesłany do szatni, bo to był atak na głowę.
Potem trener Płachta zdecydował się na pokerowe zagranie, bo trzy razy przywoływał Eliassopna do boksu. Gospodarze z furią atakowali, ale Tyszanie bronili się dzielnie i mocno wspomagali Fučika, który jednak skapitulował po uderzeniu Mateusza Bepierszcza. Cały mecz by niezwykle emocjonujący, ale Katowiczanom należą się słowa uznania za heroiczny bój w ostatnich 8 minutach. Nie przyniósł im efektów, ale chyba ich trochę wzmocnił przed dzisiejszym rewanżem.
Stan rywalizacji 0-1
0:1 - Bizacki – Łyszczarczyk – Paś (9:51), 1:1 – Wronka – Dupuy - Lundegard (17:07), 1:2 – Heljanko – Kuru – Kerkkänen (27:28), 1:3 – Kerkkänen – Kuru – Heljanko (32:43), 1:4 – Heljanko - Kerkkänen – Kuru (48:55, w podwójnej przewadze), 2:4 – Bepierszcz – Hundanpää – Verveda (56:16).
Sędziowali: Michał Baca i Paweł Kosidło – Piotr Kot o Michał Żak. Widzów 1435.
KATOWICE: Eliasson; Lundegard – Runesson, Verveda (2)– Maciaś, Hoffman – Chodor; Jonasz Hofman – Pasiut – Fraszko, Wronka – Anderson – Dupuy, Jakub Hofman – McNulty (5+20) – Coatta, Bepierszcz – Dawid – Michalski, Koivusaari (2), Hundanpää. Trener Jacek PŁACHTA.
TYCHY: Fučik; Pociecha – Kovar, Kakkonen – Kaskinen, Bryk – Viinikainen (2), Bizacki; Heljanko – Kuru – Kerkkänen, Knuutinen – Paś – Łyszczarczyk, Jamsen – Komorski (2) – Viitanen, Jeziorski – Aliranta - Gościński. Trener Pekka TIRKKONEN.
Kary: Katowice – 29 (w tym kara meczu dla McNulty'ego) min, Tychy – 4 min.
26 STRZAŁÓW oddali goście na bramkę Eliassona, zaś gospodarze zrewanżowali się 20.
38 SEKUND gry w podwójnej przewadze (kary McNulty'ego i Vervedy)potrzebowali goście, by zdobyć gola na 4:1.
TAURON HOKEJ LIGA
Czwartek, 2 kwietnia
* - wynik pierwszego meczu o brąz
** - relacja telewizyjna w TVP Sport
