Faworyt się hartuje
Jako podwójni z rzędu mistrzowie Polski nie myślimy o półfinale, lecz o tym, aby dotrzeć do najważniejszego grania, czyli o złoto – podkreślił Jakub Popiwczak, libero JSW Jastrzębskiego Węgla.
Radość jastrzębian po wyeliminowaniu ekipy z Częstochowy była spora. Fot. PAP/Waldemar Deska
PLUSLIGA
Jastrzębianie, jak przystało na mistrzów Polski, jako pierwsi zapewnili sobie grę w półfinale. Potrzebowali dwóch meczów, by wyeliminować ósmy po sezonie zasadniczym Steam Hemarpol Norwid Częstochowa. Pierwsze spotkanie w Jastrzębiu-Zdroju wygrali pewnie 3:0, ale rewanż miał już inne oblicze. Gospodarze mocno się bowiem postawili, zmuszając faworyzowanych gości do gry na najwyższych obrotach. Wygrali dwa pierwsze sety, zwłaszcza w pierwszym prezentując kapitalną siatkówkę. Rozbili rywali, a przecież po drugiej stronie byli m.in. mistrzowie i wicemistrzowie olimpijscy.
To nie był przypadek
Jastrzębianie z kłopotów wyszli jednak obronną ręką. Z trudem, ale jednak zdołali złamać opór częstochowian. – Nie chciałbym nazywać tego tarapatami czy kłopotami. Po prostu przeciwnicy dobrze grali w siatkówkę. Norwid to zespół, któremu - szczególnie w pierwszej rundzie, gdy się go oglądało przed telewizorem - chciało się kibicować, bo miał w sobie mnóstwo pozytywnej energii. I to właśnie częstochowianie pokazali przeciwko nam. To nie był przypadek, że wygrali dwa pierwsze sety. To była zasługa ich świetnej gry – chwalił graczy z Częstochowy Jakub Popiwczak w rozmowie z klubowymi mediami. – Ale dobrze, że już w pierwszej rundzie trafiliśmy na taki opór. W takich meczach drużyna się hartuje i kształtuje jej charakter – dodał.
Libero mistrzów Polski przyznał przy okazji, że on i jego koledzy w mecz nie weszli w pełni skoncentrowani. – Musieliśmy zrozumieć, że jeśli chcemy wygrać, to nie zrobimy tego na stojąco, że nikt nic nam nie da za darmo, że nie wystarczą półśrodki, lecz musimy wrzucić najwyższy bieg. Na szczęście nam się to udało i dlatego jestem dumny, że wygraliśmy – podkreślił.
Jastrzębianie po raz siódmy z rzędu zagrają w półfinale mistrzostw Polski. Nie on jest jednak ich celem. – Nie będę ukrywał, że jako podwójni z rzędu mistrzowie Polski nie myślimy o półfinale, lecz o tym, aby dotrzeć do tego najważniejszego grania, czyli o złoto. To jest nasz cel – zapewnił Popiwczak.
Czekają na rywala
Mistrzowie Polski na półfinałowego przeciwnika muszą poczekać do niedzieli. W rywalizacji ZAKSY Kędzierzyn-Koźle z Bogdanką LUK Lublin po dwóch meczach jest remis. I co ciekawe, własny parkiet nie jest w niej atutem. Kędzierzynianie przed własną publicznością musieli sobie jednak radzić bez przywódcy Bartosza Kurka. Na ostatnim treningu przed spotkaniem poczuł ból w plecach i jego występ był wykluczony. Na razie nie wiadomo jak długo będzie pauzował. Zastępujący go Mateusz Rećko też nie był w pełni sił, bo ledwie trzy dni wcześniej zmagał się z wirusem i 39-stopniową gorączką.
Choć zawodnicy zarzekali się, że absencja lidera nie miała wpływu na ich grę, parkiet pokazał co innego. Grali bez wiary i ikry, przegrywając wysoko 0:3.
(mic)
