Fatum nad mundialem

Z DRUGIEJ STRONY - Andrzej Grygierczyk

Może – na razie – za mocne to słowo, ale odnosi się wrażenie, jakby nad finałami świata piłkarskich mistrzostw świata zawisło jakieś fatum. W tle brudna (a jakże!) polityka i przemoc. Polityka kręci się wokół prezydenta USA, Donalda Trumpa, który wpędza cały świat w kompletny chaos. Ktoś powie, że to taki rys jego osobowości, ale – na miły Bóg – rządzi on najpotężniejszym krajem świata, na tę więc miarę powinien się zachowywać jak polityk odpowiedzialny, ważący czyny i słowa. A robi wręcz na odwrót. A to chciałby Kanadę jako 51. stan USA, a to chętnie zamachnąłby się na Grenlandię, a to próbuje dogadać się z Putinem, a to wstrzymuje (hamuje) pomoc dla Ukrainy, bo najwyraźniej bardziej by pasował bussiness as usual, oczywiście najchętniej z ruskimi. Mało? Możemy jeszcze pogadać o cłach...

No i dziwić się w tym wszystkim, że co rusz padają hasła o potencjalnym bojkocie rzeczonych finałów? Że jeden z drugim chętnie byłby zrobił Trumpowi kuku za jego nieobliczalność (by nie użyć słów bardziej dosadnych). Że to, co on z góry sobie przypisuje jako sukces, mogłoby być jego klęską. Wizerunkową, biznesową i każdą inną, tym dotkliwszą, że stałoby się to przy okazji imprezy o skali globalnej.

Rzecz w tym, że nikt z grona zespołów, które zakwalifikowały się (bądź zakwalifikują; czekamy na baraże) do finałów, na coś takiego raczej nie pójdzie. Nie łudźmy się. W grę wchodzą prestiż, sława, pieniądze, a na końcu ewentualność dotkliwych sankcji ze strony władców FIFA, w tym wykluczenia z kolejnych imprez. Nade wszystko jednak tkwią w tym wszystkim silne emocje milionów ludzi, dla których piłka jest religią, całym światem i cokolwiek jeszcze na jej okoliczność sobie wymyślimy. No więc jak tu zostawić te miliony z niczym, poczuciem rozczarowania i kacem? Wątpię, żeby ktokolwiek, jakakolwiek piłkarska federacja - albo rządy krajów - na coś takiego sobie pozwoliły. Tak jak pozwoliły sobie tzw. kraje socjalistyczne w 1984 roku, zabraniając swoim reprezentantom udziału w igrzyskach olimpijskich w Los Angeles. Notabene kolejne igrzyska w tym mieście już za dwa lata.

Jakby tego wszystkiego było, mamy wielki rozgardiasz w kraju będącym współgospodarzem finałów piłkarskich MŚ - Meksyku. Z jakimi problemami tam się borykają, niech świadczy fakt, że po zabiciu przywódcy kartelu Nemesia Oseguery Cervantesa, znanego jako El Mencho, doszło do potężnych rozruchów, za których sprawą zginęło - w zależności od źródeł - 60-70 osób, w tym wielu członków Gwardii Narodowej. Prawdziwe bitwy rozegrały się m.in. na ulicach Guadalajary, jednego z miast-gospodarzy mistrzostw. Tak dla przypomnienia: jeśli nasza reprezentacja zakwalifikuje się mistrzostw, to pierwszy mecz (z Tunezją) rozegra w meksykańskim Monterrey. Właśnie w Monterrey i Guadalajarze już za ok. 3 tygodnie odbędą się mecze barażowe z udziałem Boliwii, Surinamu i Iraku oraz Jamajki, Nowej Kaledonii i Demokratycznej Republiki Konga. Będzie bezpiecznie? Czy jest ktoś, kto da gwarancję, że będzie spokój? Że rozliczne narkotykowe kartele nie będą chciały właśnie wtedy o sobie znać? I w jaki sposób?

Trudno nie odnieść wrażenia, że zamiast o sportowych emocjach towarzyszących tak fantastycznemu wydarzeniu, jakim jest mundial, więcej się mówi o polityce, geografii, karabinach, przestępczości i... logistyce, która dla uczestników mistrzostw – obojętnie, w jakim charakterze – będzie niezwykle kłopotliwa i droga.

O to chodziło władzom FIFA?

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się