Faraon nie odda sterów?
W weekend w Kairze odbędzie się 40. Zwyczajny Kongres Międzynarodowej Federacji Piłki Ręcznej. Jego kulminacyjnym punktem będą wybory prezydenta IHF, którym od 25 lat jest Egipcjanin dr Hassan Moustafa.
Faraon lubi Polaków; w tle Biało-czerwoni. Fot. Norbert Barczyk/PressFocus
Szeroko informowaliśmy o rewolucyjnych zmianach, jakich dokonała Europejska Federacja Handballu przy okazji zakończonych w niedzielę w Rotterdamie mistrzostw świata kobiet. Komitet Wykonawczy EHF zatwierdził powiększenie i nowy format Ligi Mistrzów i Ligi Europejskiej oraz zmiany europejskich kwalifikacji do MŚ, w ramach których mecze eliminacyjne zastąpi faza grupowa. Omówiono też agendę wydarzenia związanego z przyszłością światowego handballu, a będzie nim zaplanowany w dniach 19-22 grudnia w Kairze 40. Zwyczajny Kongres Międzynarodowej Federacji Piłki Ręcznej. Wnioski z szerokich konsultacji zostały przekazane krajowym i kontynentalnym federacjom jako część dokumentów przygotowawczych.
Kandydaci z Europy
Kulminacyjnym punktem obrad w stolicy Egiptu będą jednak wybory prezydenta IHF, którym od... 25 lat jest Egipcjanin dr Hassan Moustafa. Może się to jednak zmienić. Ta elekcja (wybory zaplanowano na 21 grudnia), zdecydowanie wysuwa się na „numer jeden” tegorocznych wydarzeń w piłce ręcznej. Detronizacja nie będzie jednak prosta, gdyż elekcja dokona się w Kairze. Prawo głosu ma każda z 211 krajowych federacji. Do wyborów na prezydenta zgłosiło się trzech kontrkandydatów z Europy. - Z czymś takim mamy do czynienia po raz pierwszy od dłuższego czasu. Rywalami Moustafy będą: Słoweniec Franc Bobinac, Niemiec Gerd Butzeck i Holender Tjark de Lange - poinformował Radosław Wasiak, wiceprezes ds. międzynarodowych ZPRP. Były reprezentant dodał, że kandydaci wywodzący się z Europy prowadzą rozmowy z przedstawicielami federacji z innych kontynentów na temat konsolidacji wysiłków, aby przejąć stery po 81-letnim Egipcjaninie. Dalsze rozmowy koordynacyjne z europejskimi federacjami odbędą się już w Kairze w dniach poprzedzających Kongres IHF.
Samaranch, Havelange, Acosta...
W dynamicznie pędzącym XXI wieku wydawać by się mogło, że czasy niemal dożywotnich prezydentów odeszły w przeszłość. Tymczasem stojący na czele IHF dr Moustafa zaprzecza tym oczekiwaniom, kontynuując tradycje szefa MKOl Juana Antonio Samarancha, prezydenta FIFA Joao Havelange'a, czy rządzącego przez wiele lat siatkówką Rubena Acosty. Nic dziwnego, że w środowisku nazywa się go - nie tylko ze względu na pochodzenie, ale wpływy i despotyczny sposób rządzenia – „Faraonem”. Niczym władcy starożytnego Egiptu, Moustafa nie dopuszcza opinii innych, a jedynym zdaniem, z którym się liczy, jest... jego własne. Wezwani na rozmowę pracownicy IHF idą do gabinetu prezydenta na miękkich nogach i ze spuszczonymi głowami, niczym na ścięcie. Dlatego pracujący przy mistrzostwach świata przedstawiciele IHF... skakali z radości, że ich szef nie przyjechał na nie z powodu choroby.
Autokrata i perfekcjonista
Autokratyczny władca, mimo 81 lat – nawet Donald Trump jest dwa lata młodszy - i słabnącego zdrowia - często podpiera się na ramieniu młodej asystentki – nie zamierza abdykować. Trzeba mu oddać, że do perfekcji opanował kupowanie głosów i wie, jak wykorzystać demokrację do własnych celów. Najlepiej wychodzi mu dodawanie do IHF mikroskopijnych państewek, co nazywa popularyzację piłki ręcznej w świecie. Podczas jego rządów światowa federacja wzbogaciła się o... 65 członków, których teraz jest aż 211. W ostatnich latach do handballowej rodziny dołączyły m.in. Bhutan, Brunei Darussalam, Kambodża, Guam, Kiribati, Saint Lucia, Gwinea Równikowa, Palau, Nauru czy Tonga, choć jak wyliczyła duńska gazeta „Politiken” - to „papierowe tygrysy”, ponad połowa krajów-członków IHF nie jest bowiem w stanie wystawić reprezentacji. To jednak drobiażdżek, skoro każdy z tych krajów w wyborach szefa IHF dysponuje jednym głosem i jest tak samo ważny jak Niemcy, Francja, Hiszpania, Dania, Norwegia czy Polska.
Sprytnie i cynicznie
Studiujący w Niemczech, gdzie obronił doktorat z wychowania fizycznego były reprezentant i trener Egiptu, przetrwał już wiele kryzysów i ciężkich oskarżeń. Skutecznie broni się od 2000 roku, a lista zarzutów jest wyjątkowo obfita, czym zajęła się kiedyś „Rzeczpospolita”. Kairczyk dostał 500 tys. franków szwajcarskich od IHF jako zwroty kosztów podróży, choć nie przedstawił żadnych faktur. Prawie 700 tys. dolarów, które Egipt dostał na organizację MŚ w 1999 roku, miało leżeć do 2003 roku na bankowym koncie, którym dysponował Moustafa. Zarzuty dotyczyły nie tylko podejrzanych machinacji finansowych. Przy organizacji turnieju kwalifikacyjnego do igrzysk olimpijskich 2008 w Pekinie tak namieszał z obsadą sędziowską, że Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu kazał powtórzyć imprezę. Przed mundialem w 2015 roku w Katarze IHF zabrała miejsce przysługujące Australii pod pretekstem, że Oceania nie miała kontynentalnej federacji i przyznała „dziką kartę” Niemcom, którzy odpadli w eliminacjach... z Polakami. Bez zgody IHF Katar nie zbudowałby też drużyny złożonej z naturalizowanych zawodników, która wywalczyła srebrny medal MŚ. Egipcjanin miał też ograniczać finansowanie komisji antydopingowej i kazać się informować z wyprzedzeniem o planowanych kontrolach. Z kolei prokuratura w Hamburgu prowadziła przeciwko Moustafie dochodzenie pod zarzutem przyjęcia łapówek, nazywanych „opłatami za konsultacje” przy okazji sprzedaży praw telewizyjnych. Najpierw kontrakt na lata 2006–09 zdobyła Sportfive, kontrolowana przez francuski koncern Lagardere, a następny niemiecka UFA. Dom „Faraona” w Rheinfelden i biura w Bazylei zostały przeszukane, ale znów nie było słychać o żadnych zarzutach. Prezydent IHF bronił się sprytnie i cynicznie, wyjaśniając, że jest obiektem rasistowskich ataków jako jedyny Arab stojący na czele dużej sportowej organizacji. Tłumaczył się też, że Komisja Etyki Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl) nie miała do jego umów zastrzeżeń.
Znajdzie się śmiałek?
Wychodzi więc na to, że nie ma co się na Moustafę obrażać, ale trzeba grać według jego reguł. Nie wiadomo, jak długo jeszcze. Na kolejną kadencję został wybrany podczas kongresu w 2021 roku, gdzie znów nie miał kontrkandydata. Ostatni raz przeciwnika w wyborach miał w 2009 roku, kiedy w szranki stanął z nim Jean Kaiser z Luksemburga, ale zebrał tylko 25 głosów. Moustafę ostro krytykował wówczas sekretarz generalny IHF, Szwajcar Peter Muehlematter, którego wsparli przedstawiciele największych europejskich klubów, i zapłacił za to „głową”. „Faraon” rządzi piłką ręczną nieprzerwanie od 2000 roku i wciąż nie ma dość władzy. Czy w niedzielę w jego Kairze znajdzie się śmiałek, który rzuci mu wyzwanie?
Zbigniew Cieńciała
