Fantastyczne doświadczenie

Rozmowa z Andrew Surmą, fotoreporterem amerykańskiej agencji SIPA/USA, współpracującym też ze Sportem

Malijczyk El Bilal Toure cieszy się po decydującym karnym w starciu z Tunezją. Fot. Andrew Surma

Na 35 Africa Cup of Nations w Maroku jesteś od początku, czyli od 21 grudnia. Jakie są twoje spostrzeżenia, jak oceniasz sam turniej, jak ci się pracuje? Pytam też przez pryzmat twoich zawodowych doświadczeń, bo przecież obsługiwałeś futbolowe MŚ, Euro, wiele meczów międzynarodowych i w europejskich pucharach.  

- Od początku byłem już na 14 meczach. Jakbym to porównał do innych imprez? Jest wiele niedociągnięć, nad którymi gospodarze powinni popracować w kontekście MŚ, które przecież współorganizują w 2030 roku z Hiszpanią i Portugalią. Jeżeli organizuje się taką imprezę, jest mecz, na nim 40-50 fotoreporterów, a każdy siada gdzie chce, bo nie ma – jak gdzie indziej – wyznaczonych numerów, no to robi się bałagan. Jest wiele takich niedociągnięć.

Jeszcze w fazie grupowej miałeś swoje „starcie” z przedstawicielką z Wybrzeża Kości Słoniowej. Powiedz, o co poszło?

- To było w meczu WKS z Kamerunem w Marrakeszu. Siedziałem sobie spokojnie, a „princessa” z Wybrzeża Kości Słoniowej podeszła i powiedziała, że mam się przesunąć, bo ona z tego miejsca chce robić zdjęcia. Grzecznie odpowiedziałem, że się nie przesunę, bo to jest moje miejsce, które wcześniej zabukowałem, z dwie godziny przed spotkaniem. To było w drugiej połowie. Nie przesunąłem się, więc poszła naskarżyć prasowemu przedstawicielowi. Jak się skończyło? Przyszedł razem z nią, doszło do wymiany zdań, musiałem się przesunąć o trzy centymetry, więc „princessa” jakoś się wcisnęła (śmiech).

W Marrakeszu, gdzie rezydujesz, spotkałeś osobę, z którą porozmawiałeś po polsku i po śląsku. Ciekawa historia!

- Spotkałem Marokańczyka o imieniu Mustapha, który - jak się okazało - ma też polskie obywatelstwo, a przez 10 lat mieszkał niedaleko Spodka w Katowicach. Siedliśmy, porozmawialiśmy z trzy godziny. Cieszę się, że mam z nim kontakt. Może będzie jeszcze okazja do spotkania. Co mówił o swoim kraju? Że żyje im się coraz lepiej. Akurat w Marrakeszu, turystycznej stolicy kraju, jest duży nacisk, żeby na turystach zarabiać jak się da. Marrakesz to punkt, gdzie można wyjechać w góry, pójść na zakupy, do mediny, odwiedzić pobliskie wioski. To brama wypadowa do innych miejsc.   

W Marrakeszu miałeś też inne, mniej przyjemne zdarzenie…

- Biegłem, bo akurat się spieszyłem, a nagle zostałem zatrzymany przez miejscowego gościa, który zażądał, żebym… się nie spieszył. Ostro powiedział, że mam nie biec, bo tak się tutaj nie robi. Co miałem zrobić? Musiałem zwolnić, bo mnie obserwował, czy zastosowałem się do jego żądania.

Jak oceniłbyś poziom sportowy turnieju?

- Poziom jest fantastyczny, bardzo wysoki. Widać, jak zawodnicy dają z siebie wszystko, grają do końca, do ostatniej doliczonej minuty, co widać było choćby po Mali, które w meczu w Casablance wyrównało z Tunezją w doliczonym czasie, a grało przecież w osłabieniu. Widać było, jak Malijczycy gryźli trawę, jak im zależało! Poziom niesamowity, ale ilu tutaj jest zawodników z tych najlepszych lig! Z 70 czy więcej! Tego można było więc oczekiwać. Wiem teraz jedno: jakbym miał jeszcze raz okazję pojechać na Puchar Narodów Afryki, to bym pojechał!

Zanim sam tutaj dojechałem w zeszłym tygodniu, napisałeś mi, że cieszysz się, że cię namówiłem na taki wyjazd.

- Nie żałuję, bo jest naprawdę fantastycznie. To świetne doświadczenie móc tutaj być, spotkać fantastycznych ludzi z Afryki czy z innych miejsc. Kolejny turniej jest w połowie 2027 roku w Kenii, Ugandzie i Tanzanii. Już rozmawiałem z niektórymi na ten temat, powiedzieli mi, jak tam jest. Jest opcja, żeby być w Ugandzie, a stamtąd dojeżdżać na mecze do Kenii, bo tam te stadiony są blisko siebie. Z kolei Tanzania to większy kraj i większe odległości. Na razie jednak to melodia przyszłości. Trzeba się koncentrować na tym, co jest w Maroku, a mamy tutaj wspaniały turniej.

Rozmawiał w Rabacie Michał Zichlarz   

ANDREW SURMA

Pochodzi z Rybnika. Od lat mieszka i pracuje w Irlandii. Fotoreporter agencji fotograficznej SIPA/USA. Był na dwóch piłkarskich MŚ i dwóch turniejach EURO.

Andrew Surma. Fot. Michał Zichlarz  

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się