Fantastyczna powtarzalność

W charakterze i mentalności klubu spod Jasnej Góry nie istnieje słowo „porażka”.

Dziś „Medaliki” są w stanie skruszyć każdy mur rywali. Fot. Tomasz Folta / Press Focus

RAKÓW CZĘSTOCHOWA

Wiosną częstochowski walec rozjeżdża kolejne przeszkody na drodze po drugą mistrzowską koronę w historii. Nie ma znaczenia, czy to zespoły z czuba tabeli (Lech Poznań), czy outsiderzy – jak w poniedziałek Zagłębie Lubin, czy najbardziej uznane i najbogatsze w kraju marki – vide Legia Warszawa. „Medaliki” nie patrzą na to, czy grają u siebie, czy na obcym boisku efektem 13 wyjazdowych meczów bez porażki. Trener Marek Papszun skleił doskonałą obronę 15 czystych kont i, co za tym idzie, najmniej w lidze straconych bramek. Ponadto ma trzy bardzo dobre klasyczne „9”, przy czym skuteczność Jonatana Brunesa eksplodowała w niewiarygodnym stopniu – w czterech występach z rzędu sześć bramek, a w sumie 10. Częstochowianie mają nienagannie dobraną taktykę i taką też realizację przedmeczowych założeń. Zwykle pierwsza połowa jest spokojna, pod kontrolą, a druga to dominacja i wykonanie wyroku. 16 bramek z 39 w tym sezonie „banda” częstochowskiego „The Special One” zdobyła w ostatnim kwadransie, dobijając zmęczonych rywali. To fantastyczna powtarzalność.

Silni mentalnie

Przyjechaliśmy do Lubina wykonać zadanie. Nie było proste, ale zrealizowaliśmy plan. Byliśmy bardzo dobrze przygotowani na to, co się działo na boisku i może poza pierwszymi minutami i dwiema sytuacjami, kiedy przysnęliśmy i Zagłębie wyprowadziło kontry, gospodarze niczym nas nie zaskoczyli. Mecz był pod całkowitą naszą kontrolą. Nie traciliśmy dużo piłek, co było kluczowe, bo nie nadziewaliśmy się na kontrataki podsumował boiskowe wydarzenia trener Papszun.

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden bardzo ważny walor zespołu, który być może za osiem ligowych kolejek zostanie ukoronowany. Szkoleniowiec częstochowskiej drużyny zwrócił na to uwagę przed wizytą w Lubinie, mówiąc, że jego zawodnicy są w każdym calu profesjonalistami, silnymi mentalnie. Koszulka Rakowa waży dużo, ale zawodnicy są przygotowani, by unieść jej wagę podkreślił. I to jest szczególnie widoczne w charakterze i mentalności zwycięzców, ponieważ w klubie spod Jasnej Góry nie istnieje słowo „porażka”. Istnieją za to „DNA-owe” zamienniki – sukces, wiktoria, mistrzostwo. Musieliśmy się odciąć od tabeli i od tego, co się wydarzyło we wcześniejszych meczach w tej kolejce – zdradził Papszun.

Idą dobrą drogą

Doceniam postawę zespołu, bo takie mecze nie są łatwe. Proszę zobaczyć, że z trzech czołowych drużyn tylko nam się udało wygrać. Nawet grając 11 na 10, nie jest łatwiej. To jest złudne, bo musisz cały czas zachować koncentrację, bo wystarczy jeden błąd i może być problem. Dlatego doceniam mój zespół za dojrzałość. Sytuacja nie jest ultrakorzystna, bo uważam, że w lepszej od strony mentalnej są zespoły goniące. Najważniejsze, kto będzie na czele 24 maja. Ale cieszę się, bo jesteśmy w tym miejscu, gdzie jesteśmy i idziemy dobrą drogą. Jako mały klub ze specyficznego miasta robimy problemy tym dużym (śmiech). Mamy swoje ambicje i nikt nam tego nie odbierze zakończył trener lidera ekstraklasy.

Zbigniew Cieńciała