Fajny mecz przed nami
Rozmowa z Karolem Struskim, pomocnikiem Rakowa Częstochowa
Karol Struski miał swój moment radości w meczu z Fiorentiną. Fot. Marcin Bulanda/PressFocus
- Dziękuję za miłe słowa. Ta bramka na pewno cieszy, wynik już niestety nie. Ciężko tu dodać coś więcej…
Tej radości, która zapanowała w 22 sekundzie drugiej połowy jednak nikt panu nie zabierze.
- Tak, była wielka radość, bo to była bramka dająca wyrównanie w dwumeczu, do tego przy takiej atmosferze na trybunach. Fajne uczucie strzelić gola w takim meczu, przy tylu kibicach, na takim stadionie. Zapamiętam tę bramkę na długo.
Mogliście zrobić w tym meczu coś więcej, czy Fiorentina w tym momencie to zwyczajnie za wysoki poziom dla wicemistrza Polski?
- Mogliśmy zrobić zdecydowanie więcej. Szkoda choćby tego meczu we Florencji, bo bramek, które tam traciliśmy, należało uniknąć. Gol na 1:1 tuż po naszym trafieniu, potem karny w doliczonym czasie gry... Trzeba też oddać Fiorentinie, że naprawdę ma wielką jakość i pokazywała to, szczególnie w drugiej połowie. Momentami pozostawała nam tylko obrona.
Żałujecie, że po pana bramce nie poszliście bardziej za ciosem?
- To nie było tak, że chcieliśmy się cofnąć. Czasami to wynika po prostu z umiejętności zawodników rywala. Nasze nastawienie się nie zmieniło, po prostu przeciwnik nas zmusił do tego cofnięcia. Po golu w 46 minucie nie pomyśleliśmy jako drużyna, że teraz do końca będziemy się bronić.
To była najmocniejsza drużyna, z którą pan rywalizował w tym sezonie?
- Raczej tak, choć bardzo mocnym rywalem była również Sparta Praga w fazie ligowej.
Trener Fiorentiny dość mocno narzekał na murawę. Porównując ją jednak z tymi w ekstraklasie, to chyba trochę przesadzał.
- Jak zobaczyłem boisko, to przyznam, że raczej byłem mocno zadowolony z jej jakości. We Florencji zobaczyliśmy na jak świetnych płytach grają w Serie A. My w Polsce musimy cieszyć się z tego, co mamy. Stadiony często mamy nawet lepsze, ale do tamtych muraw jeszcze nam daleko.
Już w niedzielę kolejne bardzo ważne spotkanie. Myślicie już o rywalizacji z Legią Marka Papszuna?
- Tak naprawdę w piątek rano już zapominamy o Fiorentinie i koncentrujemy się tylko na Legii. Została nam ekstraklasa oraz Puchar Polski i myślimy o tych rozgrywkach bardzo intensywnie. Na pewno jest taki dodatkowy smaczek, że jedziemy na Legię, którą prowadzi Marek Papszun. Fajny mecz przed nami.
Chyba ciężko sobie wyobrazić lepszego rywala na takie odreagowanie sportowej złości?
- Mogę się z tym tylko zgodzić.
Zmiana trenera w Rakowie chyba dobrze na pana wpłynęła? Jak pan ją postrzega?
- Jest sporo zmian w stosunku do tego, co było, ale też wiele podobnych rzeczy. Cieszę się z tego, że teraz sporo gram, choć u Marka Papszuna też nie mogłem na to specjalnie narzekać. Wydaje mi się, że dla mnie aż tak wiele się nie zmieniło.
Rozmawiał Mariusz Rajek
