Fajna, dobrze poukładana drużyna
Pierwsza część rozmowy z Markiem Finkowskim, wieloletnim prezesem Pogoni Grodzisk Mazowiecki, obecnie członkiem zarządu
Marek Finkowski wprowadził Pogoń z prowincji na salony. Fot. Artur Kraszewski/PressFocus
– Jeśli chodzi o możliwości sportowe, to jest duża szansa. Większy problem jest z infrastrukturą. Na wiosnę prawdopodobnie będziemy mieli możliwość w końcu rozgrywania meczów w Grodzisku. Jeśli byśmy jednak awansowali, to znów nam czegoś na tym stadionie będzie brakować, szczególnie wystarczającej liczby miejsc…
Wasze sukcesy sportowe za szybko przeganiają możliwości infrastrukturalne?
– Prawda jest taka, że przez te sukcesy musimy ciągle zmieniać projekty (śmiech). Na drugą ligę mieliśmy stadion spełniający wymagania, ale był trochę za mały. Kolejki stały za wejściówkami, w godzinę sprzedawaliśmy tysiąc biletów i dla wszystkich chętnych nie starczało. No to zrobiliśmy projekt na dwa tysiące miejsc. Wtedy jednak się okazało, że znów jest za mało, bo awansowaliśmy do I ligi. Pojawił się też problem ze sztucznym oświetleniem, ale to już na szczęście zostało zrobione. Spełnia wymogi nawet ekstraklasy, aczkolwiek też to wszystko musiało trwać, bo procedury przetargowe mają swoje obostrzenia.
Cały czas jednak musicie grać w Pruszkowie…
– Tak, można powiedzieć, że jesteśmy bezdomni, chociaż w tym Pruszkowie czujemy się dobrze. Nie przegraliśmy tam żadnego meczu. Jesteśmy zaprzyjaźnieni ze Zniczem, zarówno na poziomie działaczy, jak i naszych kibiców. Jest dobrze, ale jednak nie ma to jak grać u siebie w domu.
Patrząc stricte sportowo, myśli pan, że macie już na tyle mocną drużynę, która może awansować? Po analizie suchych wyników Pogoń wyrasta na jednego z głównych kandydatów. Pozycja lidera i wasze wyniki nie wzięły się jednak znikąd.
– Udało nam się stworzyć zespół, który może nie ma wielkich gwiazd, ale mamy bardzo dobrze dobranych zawodników do koncepcji gry. Trener Tomasz Kafarski bardzo fajnie to wszystko poukładał. To taka prawdziwa mieszanka, bo gramy trójką młodziutkich zawodników z Legii, ale mamy też bardzo doświadczonych zawodników, jak żywą legendę Damiana Jaronia. Doszedł Radek Majewski, który swoje lata ma, ale klucz leży we wspomnianym poukładaniu. Trener odgrywa w tym olbrzymią rolę, ma nosa do zawodników. Po poprzednim sezonie kilku graczy odeszło nie dlatego, że im się u nas nie podobało, tylko zwyczajnie my nie posiadamy takich środków, aby konkurować z innymi klubami. Przykładowo, w tej chwili w Miedzi Legnica gra czterech naszych byłych piłkarzy.
Udało wam się też dokonać kilku transferów z bardzo nieoczywistych kierunków.
– Tak, a co równie ważne - to piłkarze, za których nie płacimy. Przykładem jest Henry Uzoigwe, którego wypatrzyliśmy w Mławiance na poziomie III ligi. Trener dostał telefon z polecenia, piłkarz przyjechał na testy i okazało się, że to dobry chłopak. Podobna historia jest z Albańczykiem Aldritem Oshafim, który trafił z kompletnie nieznanego klubu w Albanii. Obaj bardzo dobrze się spisują, a do tego dochodzą oczywiście nasi zawodnicy, którzy jeszcze niedawno byli w głębokiej rezerwie. Teraz wychodzą w pierwszym składzie, bo trener Kafarski coś w nich zobaczył, dobrze ustawił i robią świetną robotę. To jest naprawdę fajna, dobrze poukładana drużyna i mam nadzieję, że będzie dalej wygrywać. Czy sportowymi umiejętnościami doprowadzimy do awansu? Tego nikt nie wie, bo w tej lidze można z każdym wygrać i przegrać.
Rozmawiał Mariusz Rajek
*druga część rozmowy w środę
