Ezi! Kaziu! Ciarki!

„Kocioł Czarownic” zatrząsł się w poniedziałek od oklasków niczym w chwilach największych piłkarskich sukcesów Biało-czerwonych. Przedpremierowy pokaz sztuki autorstwa Roberta Talarczyka w reżyserii Janusza Zaorskiego wywołał owacje zaproszonej publiczności.

„Chłopaki”, czyli - od lewej - reżyser Janusz Zaorski, odtwórca roli „Eziego” Andrzej Chyra oraz autor sztuki, Robert Talarczyk. Fot. Dariusz Leśnikowski

To będzie – to jest! - bez wątpienia wydarzenie roku, nie tylko z punktu widzenia kibica piłkarskiego, ale miłośnika „kultury wyższej”. Kiedy miesiąc temu wpadliśmy na chwilę na plan „Eziego”, kręconego w Wiśle – po sąsiedzku z domem Antoniego Piechniczka, innej pomnikowej postaci polskiego i śląskiego fuzbalu – na potrzeby Teatru Telewizji, wspomniany Janusz Zaorski uchylił tylko rąbek tajemnicy na temat spotkania Kazimierza Górskiego i Ernesta Wilimowskiego przy okazji mundialu 1974. Pomysł, jak mogłaby wyglądać dłuższa – a nie ledwie trzyminutowa, jak zanotował w swych memuarach polski „trener wszech czasów” - rozmowa „Kazia” z „Ezim” (bo ostatecznie tak zwracają się do siebie w spektaklu obie Legendy) narodziła się w głowie wspomnianego już dyrektora Teatru Śląskiego. - Dziś zobaczyłem po raz pierwszy całość spektaklu. I pomyślałem, że powinienem przyklęknąć i podziękować Bogu, że mój tekst trafił w ręce chłopaków – mówił nie bez cienia patosu Robert Talarczyk. „Chłopaki” to – poza reżyserem – odtwórcy głównych ról: zaciągający ze śpiewnym kresowym zaśpiewem Zbigniew „Kaziu” Zamachowski, oraz co prawda niemówiący śląską gwarą, za to na pewno z twardym śląskim akcentem Andrzej „Ezi” Chyra.

- Cieszę się, że ta sztuka również i mnie osobiście przybliżyła losy takiej postaci, jak Ernest Wilimowski – mówił ten ostatni przyznając, że jego kibicowski flirt z piłką nożną zakończył się na mundialu w Hiszpanii. - W spektaklu futbol jest ważny, ale jest też tylko pretekstem do pokazania tajemnicy złożoności ludzkich losów. Postać „Eziego” - mam wrażenie – wpisuje się idealnie w moje emploi. Ludzie o złamanych życiorysach; tacy trochę nasi i trochę nie nasi zawsze byli dla mnie najbardziej interesujący – podkreślał aktor.

- To fantastyczne, że ten spektakl jest tak kontrkulturowy; heretycki. I że pytania, które w nim padają: o tożsamość, o wybory życiowe, są ważniejsze niż odpowiedzi na nie udzielane – Zbigniew Rokita, znakomity pisarz, piewca śląskości, laureat Nagrody Nike, był pierwszym, który na widowni zaklaskał, wzbudzając wspomniane na wstępie owacje.

Wrócimy na naszych łamach do obrazu z prapremiery i rozmów z twórcami. I jednocześnie zapraszamy i polecamy: „Eziego” zobaczyć można w Teatrze Telewizji w najbliższy poniedziałek, 23 lutego, o 20.30 w TVP 1. Koniecznie! Ciarki nie opuszczą was od pierwszej do ostatniej sceny.

Dariusz Leśnikowski

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się