Europejki górą!

Nasz kontynent ma ostatnio dobrą passę w rozpalających ogromne emocje rozgrywkach drużynowych. Najnowszym potwierdzeniem tej tendencji był Solheim Cup.

Solheim Cup wrócił do Europy! Zdjęcia Facebook Solheim Cup Team Europe

Rok temu Ryder Cup w sensacyjnych okolicznościach pozostał w rękach golfistów Starego Kontynentu. Mimo że rywalizacja toczyła się na niezbyt gościnnym dla Europejczyków polu Bethpage w Nowym Jorku, Team Europe zdołał zwyciężyć 15:13. Było to przełomowe wyjazdowe zwycięstwo drużyny pod wodzą kapitana Luke'a Donalda. Poprzednim razem Europejczycy triumfowali na amerykańskiej ziemi w 2012 roku, kiedy to podczas tzw. Cudu w Medinah odrobili potężną stratę w niedzielnych singlach i rzutem na taśmę zwyciężyli 14,5:13,5.

Stary Kontynent w natarciu

Zanim w tym roku oczy całego świata zwróciły się na pole Bernardus Golf w Holandii, reprezentanci Europy dali Amerykanom bolesną lekcję podczas Walker Cup na polu Lahinch, gdzie drużyna Wielkiej Brytanii i Irlandii rezultatem 13.5:12.5 wyszarpała trofeum po raz pierwszy od 11 lat! Ta spektakularna męska wygrana amatorów była jednak tylko przystawką do dania głównego. Prawdziwą kropkę nad „i” postawiły bowiem europejskie golfistki, które w wielkim stylu pokonały USA, udowadniając, że w formacie drużynowym Europa potrafi pisać najbardziej porywające scenariusze. Rozegrany w Holandii turniej był okrągłą, dwudziestą edycją Solheim Cup, który teraz rozgrywany jest dokładnie na tych samych zasadach co męski Ryder Cup. Spotkanie golfistek Europy i USA zainaugurowano w 1990 roku w Lake Nona na Florydzie. Amerykanki nie mają ostatnio świetnej passy, zwłaszcza w Europie, gdzie nie wygrały od 2015 roku. Ostatni raz sztuka ta udała im się podczas dramatycznego turnieju w St. Leon-Rot w Niemczech, gdzie dokonały historycznego powrotu w niedzielnych singlach. Od tamtego momentu wszystkie starcia na Starym Kontynencie - w Szkocji w 2019 roku, w Hiszpanii trzy lata temu i teraz w Holandii - kończyły się świętowaniem Europejek. Mimo silnej postawy Europy w ostatnich latach, w historycznym bilansie wciąż prowadzą Stany Zjednoczone z jedenastoma zwycięstwami, ale Europa już, już się do nich zbliża, wygrywając osiem razy. W historii rozgrywek tylko raz był remis, w 2023 roku w Hiszpanii, kiedy puchar zatrzymała Europa jako obrońca tytułu, wygrywając wcześniej dwa razy z rzędu - w Szkocji w 2019 roku i w amerykańskim stanie Ohio dwa lata później.

Karuzela kolorów

Rywalizacja w Holandii była niezwykle zacięta od pierwszego do ostatniego uderzenia. W piątek po dwóch sesjach gry parami, porannej i popołudniowej, było… 4:4, w sobotę ta sama opowieść, idealny remis 8:8! W sumie wyglądało to dość niepokojąco z punktu widzenia Europy, ponieważ Amerykanki historycznie zawsze są piekielnie mocne w pojedynkach singlowych. Bardzo deszczowa niedziela na polu Bernardus Golf zapisała się w historii jako jeden z najbardziej dramatycznych i porywających rozdziałów Solheim Cup. Przystępując do finałowego dnia z remisem obie drużyny wiedziały, że o losach trofeum zadecydują absolutne detale, a emocjonalny rollercoaster trwał od pierwszego uderzenia aż do niemal samego końca. Sygnał do ataku dla Starego Kontynentu dała Charley Hull, legitymująca się polskim pochodzeniem, która została desygnowana przez panią kapitan Annę Nordqvist do otwarcia niedzielnych zmagań. Hull, choć potwornie zmęczona i nieco sfrustrowana po trudnych starciach w parach, w pojedynku z Megan Khang zaprezentowała porywający i bezwzględny golf. Jej błyskawiczny szturm i pewne zwycięstwo 3&2 błyskawicznie poderwały europejską publiczność i dały drużynie bezcenny impuls i zastrzyk pewności siebie. Amerykanki nie zamierzały jednak składać broni i tablica wyników co chwilę mieniła się kolorami niebieskim lub czerwonym. Szala zwycięstwa przechylała się z minuty na minutę. Na potężne ciosy Linn Grant czy świetną postawę debiutantek Nastasii Nadaud i Julii Lopez Ramirez, reprezentantki USA odpowiadały bezlitosną grą Nelly Kordy oraz rzutem na taśmę spektakularnie kontratakującej Alison Lee, która wygrała mecz z Esther Henseleit, prowadzącą już 4UP po jedenastu dołkach!

Dla Anny

Gdy w środku stawki panował absolutny remis i wydawało się, że Amerykanki mogą odzyskać inicjatywę, oczy wszystkich zwróciły się na późniejsze mecze. To właśnie wtedy narodziła się nowa bohaterka Europy – Lottie Woad. Angielska debiutantka, rozgrywająca pasjonujący, pełen zwrotów akcji pojedynek z Auston Kim, wykazała się wręcz lodowatym opanowaniem. Gdy napięcie w holenderskim Cromvoirt sięgało zenitu, Woad zachowała spokój na ostatnich dołkach i zwycięstwem 2&1 zdobyła kluczowy, czternasty punkt. To w praktyce przesądziło o losach pucharu i nawet rozpoczęła się już europejska feta, ponieważ grająca trzy mecze za nią Carlota Ciganda w tym momencie miała już zagwarantowany przynajmniej remis i pół punktu z Jennifer Kupcho. Dla Woad był to moment odkupienia po trudnych pierwszych dniach turnieju. „Przez pierwsze dwa dni czułam się tak, jakbym w pewnym sensie wszystkich zawodziła, ale kapitanowie porozmawiali ze mną i pokazali mi statystykę, według której byłam na trzecim miejscu pod względem liczby wywalczonych birdie. Powiedzieli, że gram świetny golf i muszę po prostu w to uwierzyć. I taki właśnie bywa golf. Ostatecznie to mnie przypadło wykonanie zwycięskiego putta” – wyznała wzruszona Angielka. Chwilę później niezawodna hiszpańska weteranka postawiła kropkę nad „i”, wygrała mecz z Kupcho 4&2 i to ona oficjalnie figuruje jako ta, która zdobyła decydujący punkt. Ostatecznie Europejki zatriumfowały 15:13, osiągając… dokładnie taki sam rezultat jak ich koledzy w Nowym Jorku, choć oczywiście sam przebieg rywalizacji był zupełnie, zupełnie inny. Po przypieczętowaniu zwycięstwa na szesnastce pola Bernardus, Carlota, która również dowiozła remis w Hiszpanii i zagwarantowała zachowanie pucharu przez Europę, podkreśliła niesamowitą jedność całej drużyny oraz zadedykowała ten triumf kapitan reprezentacji, Annie Nordqvist: „Myślę, że to była jedna z najlepszych drużyn, jakie miałyśmy w ciągu ostatnich kilku lat. Każda z nas była po prostu częścią jedności, jednym zespołem. Właśnie o to chodzi w Europie. Świetnie się bawiłyśmy. Widziałyśmy wspaniałe mecze i mnóstwo birdie. Tak, jestem niesamowicie szczęśliwa, że mogłam to zrobić dla Anny".

Misja wykonana

Anna Nordqvist ogłosiła zakończenie kariery zawodniczej zaledwie dwa tygodnie przed rozpoczęciem turnieju w Holandii. Chciała w ten sposób całkowicie odciąć się od roli zawodniczki i w 100% skupić na prowadzeniu drużyny z pozycji pani kapitan. Po niedzielnym triumfie wzruszona 39-letnia Szwedka tak podsumowała sukces swoich podopiecznych: „Jestem dziś niesamowicie dumna z mojej drużyny. To była grupa ogromnie zmotywowanych dziewczyn, które od samego rana miały do wykonania misję. Byłam niezwykle dumna, stojąc przy pierwszym tee i widząc z jaką ekscytacją i energią każda z nich wychodziła na pole”. Kiedy 20 lat temu młoda Szwedka wylądowała w Stanach Zjednoczonych jako stypendystka na prestiżowej uczelni Arizona State University, mając ze sobą dwie walizki, torbę z kijami i marzenie, mało kto przypuszczał, jak spektakularna kariera ją czeka. Nordqvist przez blisko dwie dekady zapisała się w historii jako jedna z najwybitniejszych europejskich golfistek wszech czasów. W trakcie 18-letniej kariery zawodowej wygrała 9 turniejów LPGA Tour oraz 5 Ladies European Tour, zarabiając na polach ponad 14 milionów dolarów. Jej absolutną wizytówką stały się jednak turnieje wielkoszlemowe. Jako trzykrotna mistrzyni wielkich szlemów - Women's PGA Championship 2009, Evian Championship 2017 oraz Women's British Open 2021, stała się jedyną nieamerykańską golfistką w historii, która wygrywała turnieje Major w trzech różnych dekadach.

Triumf po przejściach

Jej historia z Solheim Cup to materiał na dobry film akcji. Zanim w Cromvoirt poprowadziła Europę do triumfu jako kapitan, wystąpiła w turnieju 9 razy… z rzędu jako zawodniczka, od debiutu w 2009 roku. Zdobyła dla Europy imponującą liczbę punktów – w tabelach wszech czasów Starego Kontynentu z dorobkiem 18,5 pkt zajmuje piąte miejsce, ustępując miejsca tylko legendarnej Laurze Davies - 25, Annice Sörenstam - 24, Catrionie Matthew - 22 i Suzann Pettersen - 21. Pięciokrotnie wznosiła puchar jako zawodniczka, a teraz dołożyła najcenniejsze trofeum jako dowódca. Jej decyzja o przejściu na emeryturę sportową, by skupić się na zdrowiu i rodzinie, była podyktowana niezwykle trudnymi przejściami osobistymi z ostatnich lat. W 2023 roku, będąc w trakcie rozwodu, musiała zmierzyć się z nagłą śmiercią swojego byłego męża, Kevina McAlpine’a. Dodatkowo w 2024 roku przeszła poważne problemy zdrowotne po wykryciu guza i łagodnej cysty w żołądku. Jak sama przyznała, powrót do równowagi psychicznej i fizycznej wymagał ogromnego wysiłku, a ciągłe bycie w podróży uniemożliwiało jej normalne budowanie życia prywatnego. Triumf w Holandii stał się dla Anny Nordqvist absolutnie wytęsknionym i idealnym zwieńczeniem monumentalnej obecności w świecie zawodowego golfa.

Meronk w Wentworth!

Na moment odpoczywamy od drenujących ciało i umysł emocji golfa drużynowego, który powróci już od przyszłego czwartku podczas President’s Cup, w którym zetrą się męskie drużyny USA i ekipa międzynarodowa, bez Europy. W tym tygodniu we flagowym turnieju DP World Tour - BMW PGA Championship obok śmietanki europejskiego i światowego golfa, wystąpi Adrian Meronk, heroicznie walczący o utrzymanie karty do gry w przyszłym sezonie ligi. Adrian występuje w swoim trzecim z sześciu zaplanowanych turniejów z rzędu na DPWT. Zaczął od okolic miejsca dwusetnego w rankingu ligi, a potrzebuje zakończyć sezon przynajmniej na pozycji 115, żeby utrzymać kartę. W zakończonym w ostatnią niedzielę turnieju Amgen Irish Open znowu szedł jak burza, niestety w weekend zdarzyły mu się trzy kosztowne dołki i ostatecznie z wynikiem -6 zakończył turniej na miejscu T14, awansując w rankingu o 18 miejsc, na pozycję 147. Oczywiście takie gdybanie nie ma większego sensu, jednak gdyby nie te 3 dołki gdzie czterokrotny zwycięzca turniejów DPWT stracił w sumie aż 6 uderzeń, byłby na miejscu T2, a nie T14! W niesamowitym gazie był na polu Trump International Golf Links Irlandczyk Shane Lowry, który triumfował z niesamowitym rezultatem -23, zwyciężając miażdżącymi jedenastoma uderzeniami, wśród wiwatujących gigantycznych tłumów irlandzkich kibiców. Dorota Zalewska wraca do akcji na Ladies European Tour podczas hiszpańskiego La Sella Open. Szczecinianka również toczy walkę z czasem - ona też potrzebuje dobrych występów w ostatniej części sezonu, żeby utrzymać kartę LET, którą wywalczyła w fenomenalny sposób, wygrywając w grudniu finałowy etap Q-School. Wydarzenia z kultowego Wentworth od czwartku transmituje Polsat Sport Extra, z komentarzem wyłącznie w niedzielę. Rywalizację w La Sella Golf Resort pokaże Golf Zone.

Kasia Nieciak

Misja wykonana! 

Carlota Ciganda w euforii.

Adrian Meronk z Irlandii przeniósł się do angielskiego Wentworth.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się