Erozja

Z DRUGIEJ STRONY - Paweł Czado

Wojciech Kowalczyk Fot. Adam Starszynski/ PressFocus

Życie nie znosi próżni, zawsze coś się dzieje. Nie ma ligi, jest reprezentacja. Cieszę się na jej mecze, bo... zapomnę. Zapomnę, gdzie jesteśmy. A jesteśmy, w mojej opinii, w najtrudniejszym momencie polskiej piłki od kilku lat. Najtrudniejszej poza boiskiem. Zaszyłem się na urlopie i po powrocie jakbym dostał obuchem w łeb. Wiadomo, że tam, gdzie pieniądze, chwała i uznanie tłumów – nigdy w stosunkach międzyludzkich nie będzie idealnie. Zawsze jedni będą podgryzać drugich, a drudzy trzecich. To wydaje się dla ludzkiej natury dość naturalne, a w środowisku futbolowym to wręcz oczywisty stan rzeczy. Jednak zdumiewa mnie z jednej strony obrzydliwy styl, z drugiej – zajadłość, z trzeciej – wielowątkowość tych zdarzeń, z czwartej – czy dobrze rozumuję – wręcz... kalkulacja? Wpadliśmy po uszy w ciężką atmosferę ponurych oskarżeń i obrzydliwych pyskówek... Tego nie da się odprzyswoić...

Wojciech Kowalczyk mnie nie zaskoczył. Nawet nie zadaję sobie pytania: po co mu to? Kowalczyk odpalił potężną bombę,  brutalnie uderzając w legendy polskiego futbolu. Wiadomo, że korupcja w piłce to zło, wiem coś o tym, to mnie Piotr Dziurowicz zgodził się w 2005 roku opowiedzieć o korupcji w lidze. Niemniej, żeby rzucać ciężkie oskarżenia, trzeba mieć dowody. Kowalczyk wśród zaplątanych w korupcję zaczął wymieniać tych, którzy święcili triumfy, on sam był dzieckiem. Nie chodzi wcale o to, że sam jako człowiek piłki nie dorósł osiągnięciami do sznurówek tych, których oskarża – Jana Tomaszewskiego, Zbigniewa Bońka, Kazimierza Górskiego czy Andrzeja Strejlaua. Nie chodzi mi wcale o to, że nie widziałem ani jednego jego dobrego meczu na śląskich boiskach. Raczej o to, że żeby rzucać oskarżenia w przestrzeni publicznej, trzeba mieć dowody. Kowalczyk ich nie wymienił. Być może jest tak, że uzależnił się od uwagi środowiska, jak można uzależnić się od środków psychotropowych i domaga się atencji. Już dla niego nieważne, nigdy zresztą nie było, że jedzie po bandzie. 

Tymczasem w gabinetach PZPN ciągła konsternacja wywołana historią, które opisał Weszło. Do incydentu miało dojść na początku września w Katowicach, tuż po oficjalnej kolacji z okazji inauguracji mistrzostw świata kobiet U-20. Prezes Cezary Kulesza miał znajdował się pod wyraźnym wpływem alkoholu. Gdy do hotelowego pokoju mieli odprowadzać go sekretarz generalny PZPN Łukasz Wachowski oraz prezes Małopolskiego Związku Piłki Nożnej Bartosz Ryt, ten pierwszy miał wszystko... nagrywać. Wachowski wydał oświadczenie, w którym stanowczo zaprzecza wersji wydarzeń podanej przez media i twierdzi, że stał się ofiarą skoordynowanego ataku. Kulesza uważa oczywiście, że publikacja tekstu na 48 godzin przed planowanym na sobotę posiedzeniem zarządu futbolowej centrali nie jest przypadkowa: ma na celu uderzenie w wizerunek związku... Jak sobie nawzajem ufać? Cóż... To nie jest w tej sytuacji prawidłowo postawione pytanie. Powinno brzmieć: jak żyć, nie ufając nikomu? A to wszystko na moment przed meczami reprezentacji.

Co może być pociechą? Piłka nożna! Ta na boisku, nie poza nim. Ja chcę o takiej tylko piłce nożnej pisać. Chcę pisać o drużynie Jana Urbana!  Dlatego proszę: przestańmy się podgryzać! Co się z nami dzieje, że robimy sobie takie świństwa? To jest erozja tego świata.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się