Energia i szansa to za mało

Cud się nie zdarzył. Pomimo gorącego dopingu w Gliwicach Polki przegrały z Ukrainą 0:4 rywalizację o awans do turnieju finałowego Billie Jean King Cup.

Martyna Kubka (w akcji) i Maja Chwalińska stoczyły pasjonujący mecz, ale ostatecznie przegrany. Fot. Sebastian Sienkiewicz/PressFocus

Trudno by było inaczej, skoro w drużynie kapitana Dawida Celta zabrakło Igi Świątek i drugiej Polki w rankingu, Magdaleny Fręch (39. WTA), za to Ukraina wystawiła wszystko, co ma najlepsze,go, na czele z siódmą na świecie Eliną Switoliną i Martą Kostjuk, od dwóch lat tenisistką z TOP 30. W piątek ta pierwsza pewnie pokonała Magdę Linette, a ta druga w niecałą godzinę rozbiła Katarzynę Kawę.

W sobotę ostatnią nadzieją na przedłużenie iluzorycznych polskich szans był debel, w którym u boku Mai Chwalińskiej pierwotnie awizowaną Kawę zastąpiła Martyna Kubka. Dzień wcześniej na świecących pustymi plackami trybunach 13-tysięcznej PreZero Areny było drętwo, a na korcie przygnębiająco, ale w sobotę popłynęła już dobra energia z wypełnionej w połowie widowni. - Od pierwszej piłki kibice mocno nas wspierali. Jesteśmy bardzo wdzięczne – mówiła Chwalińska.

Telebim nie wytrzymał

Polki odwdzięczyły się pasjonującym dreszczowcem ze znacznie wyżej notowanymi i doświadczonymi bliźniaczkami, Ludmiłą i Nadiją Kiczenok. W pierwszej partii przy stanie 5:4 miały trzy piłki setowe, ale serwujące Ukrainki wybroniły się, a potem zdobyły kluczowe przełamanie na 6:5 i to one wygrały seta.

W drugim w 12. gemie Chwalińska i Kubka obroniły piłkę meczową przy serwisie rywalek, następnie doprowadziły do tie-breaka, którego ku wielkiej radości kibiców - poza kilkusetosobową głośną grupą ukraińską - wygrały 7-4. Emocje buzowały, a atmosferę napięcia podgrzał… telebim, który zaraz na początku decydującej rozgrywki odmówił posłuszeństwa i utrudniała orientację w zmianach wyniku. Jedynym ratunkiem był sędzia, który poza „dżenkuje” - proszącym o ciszę przy akcjach - komunikował się po angielsku.

Przełamany opór

Niektórzy oczami wyobraźni może widzieli już, jak Polska - jako 10. w historii rozgrywek od 1995 roku - odwraca losy meczu z 0-2 na 3-2, ale to były mrzonki. Kluczowy dla losów potyczki i całego spotkania okazał się siódmy - a więc tzw. lacostowski - zacięty gem, w którym Ukrainki przełamały ostatecznie opór Polek. Podobnie jak przed rokiem - wówczas w turnieju z udziałem trzech reprezentacji (grały jeszcze Szwajcarki) porażka 6:7, 6:7 - znów minimalnie lepsze były bliźniaczki z Dniepru, które zapewniły swojej reprezentacji decydujący, trzeci punkt. - Miały w ostatnich gemach lepszą taktykę, lepszy pomysł na grę, niż my. Zrobiłyśmy wszystko, co mogłyśmy. Przeciwniczki pokazały wielkie doświadczenie w kluczowych momentach - zaznaczyła Chwalińska.

Mecz trwał 3 godziny i 12 minut i był najdłuższym deblowym w historii rozgrywek. Polki nie kryły rozczarowania. - Zagrałyśmy świetny tenis, byłyśmy bardzo blisko wygranej. Zabrakło trochę szczęścia. Ten mecz nas wiele nauczył - oceniła Martyna Kubka.

Jedyny powód

W ostatnim meczu, który już o niczym decydował, Linda Klimovicova stawiała opór w pierwszym secie wyżej notowanej Oleksandrze Ołyjnikowej, ale ostatecznie także uległa w dwóch setach. - Dziękujemy za wsparcie dla naszego narodu. Jedyny powód, dla którego graliśmy ten mecz w Polsce, jest wojna - przypomniała debiutująca w ukraińskiej reprezentacji Ołyjnikowa. Gospodarzem spotkania faktycznie mieli być Ukraińcy, ale obie federacje porozumiały się, by nie rozgrywać go na terenie neutralnym.

Baraż w listopadzie

Ukrainki po raz drugi z rzędu zagrają w finałach BJKC, które 22-27 września odbędą się w Shenzhen. Polki - podobnie, jak w ubiegłym roku, kiedy pokonały Nową Zelandię oraz Rumunię w Gorzowie Wlkp. - czeka 20-22 listopada rywalizacja w fazie play off (losowanie 23 kwietnia).

Biało-czerwone w pięciu poprzednich edycjach tej imprezy grały w elicie trzykrotnie. Dwa lata temu w półfinale uległy Włoszkom, które później wygrały imprezę w Maladze.

Tomasz Mucha

Billie Jean King Cup

play off o awans do Final 8

◼ POLSKA - UKRAINA 0-4
Magda LINETTE - Marta Kostjuk 4:6, 0:6
Katarzyna KAWA - Elina Switolina 2:6, 1:6
Maja CHWALIŃSKA/Martyna KUBKA - Ludmiła Kiczenok, Nadija Kiczenok 5:7, 7:6 (7-4), 3:6
Linda KLIMOVICOVA - Oleksandra Ołyjnikowa 4:6, 1:6


A Wim do Chin!

Do niedawna trener Igi Świątek Wim Fissette poleci we wrześniu z prowadzonymi przez siebie Belgijkami na finały BJK Cup do Shenzhen. W Ostendzie jego wybranki pokonały ubiegłoroczne finalistki i 18-krotne mistrzynie świata, Amerykanki, a decydujący punkt zdobyła 149. na świecie Greet Minnen, wygrywając 7:5, 6:3 z nastoletnią rewelacją ostatnich miesięcy i 16. w rankingu WTA Ivą Jovic. W ekipie USA zabrakło tenisistek z TOP 10 - Coco Gauff, Jessiki Peguli i Amandy Anisimovej.

W Chinach oprócz drużyny gospodarzy i Ukrainek wystąpią także broniące tytułu Włoszki oraz Brytyjki, Kazaszki (awansowały bez Jeleny Rybakiny), Hiszpanki oraz po najbardziej dramatycznej rywalizacji w szwajcarskim Biel Czeszki.

Wyniki play offów: Włochy - Japonia 3-1, Belgia z USA 3-1, Australia - Wielka Brytania 1-3, Kazachstan - Kanada 3-1, Słowenia - Hiszpania 1-3, Szwajcaria -Czechy 2-3.