Emocjonalna premiera

Mistrzyni sprzed roku potrzebowała trzech setów i kilku „zmartwychwstań”, by pokonać pierwszą rywalkę w wielkoszlemowym Wimbledonie, Taylor Townsend. Czy Igę Świątek teraz opuszczą nerwy i demony?

Polka przechodziła w pierwszym meczu kilka załamań i zwątpień... Fot. PAP/EPA

 Przez dobrych kilkadziesiąt sekund Świątek siedziała przy korcie centralnym z twarzą ukrytą w ręczniku. Gdy go w końcu odłożyła, po jej policzkach wciąż płynęły łzy. Wcale nie przegrała finału lub innego ważnego meczu. Chwilę wcześniej mistrzyni sprzed roku na londyńskich trawnikach zamknęła mecz „tylko” 1. rundy z Taylor Townsend, który okazał się wyczerpujący zarówno pod względem fizycznym, jak i emocjonalnym. Po dwóch godzinach i dwóch minutach pokonała Amerykankę 6:1, 2:6, 6:3, ale po drodze przeżyła przynajmniej kilka załamań i zwątpień.
- Rozpoczęcie turnieju jako obrończyni tytułu wiele dla mnie znaczy. Ostatnie tygodnie były trudne. To nie był sezon, w którym wszystko układało się po mojej myśli. Wydaje mi się, że w tym roku nie wygrałam żadnego trzysetowego meczu, dlatego cieszę się, że udało mi się to właśnie tutaj - powiedziała Świątek w pomeczowym wywiadzie na korcie.

Od dekady żadnej tenisistce nie udało się w Wimbledonie obronić tytułu, a była liderka rankingu od września ub. roku nie zagrała choćby w jednym finale...

Groźna w szlemach

Rozstawiona z nr 3. Świątek nieco pomyliła się w ocenie statystyk – po tym spotkaniu jej bilans meczów rozstrzyganych w trzech setach w sezonie wynosi 5-8. Był to jednak pierwszy raz od Wimbledonu 2019, gdy straciła seta w meczu pierwszej rundy turnieju wielkoszlemowego. Wówczas przegrała 2:6, 6:7 (3-7) z Viktoriją Golubic. Do dziś pozostaje to jej jedyna porażka w pierwszej rundzie jakiegokolwiek turnieju wielkoszlemowego.
Pojedynek z Townsend – pierwszy w historii ich rywalizacji – od początku zapowiadał się jako potencjalnie niebezpieczna przeszkoda dla Polki. Mimo że 30-letnia Amerykanka zajmuje 79. miejsce w rankingu WTA, ma bogate doświadczenie na największych imprezach. Jest trzykrotną mistrzynią wielkoszlemową w grze podwójnej, w tym triumfatorką Wimbledonu 2024, a dwa z jej trzech zwycięstw nad zawodniczkami z czołowej dziesiątki rankingu odniosła właśnie w turniejach wielkoszlemowych – pokonując Simonę Halep w US Open 2019 oraz Mirrę Andriejewą także w Nowym Jorku - przed rokiem.

Wsparcie z loży

Townsend, oklaskiwana w swoim boksie przez czterokrotną mistrzynię wielkoszlemową Naomi Osakę oraz deblową partnerkę Katerinę Siniakovą, postawiła na ofensywny styl gry, często atakując przy siatce i zmuszając Świątek do maksymalnego wysiłku. Polka mogła liczyć na duchowe wsparcie płynące z loży królewskiej, w której zasiedli tata Tomasz i starsza siostra Agata.

W każdym z trzech setów przebieg rywalizacji wyznaczał kluczowy gem rozegrany na początku seta. W partii otwarcia Townsend miała aż pięć break pointów w drugim gemie, aby objąć prowadzenie 2:0. Świątek obroniła jednak wszystkie z nich, odpowiadając serią pewnych zagrań po serwisie, i od tego momentu całkowicie przejęła kontrolę nad spotkaniem.
Na początku drugiej partii poziom gry Świątek znacząco jednak spadł – popełniła w niej 4 błędy serwisowe, a w całym meczu aż 9 - co pozwoliło Amerykance przełamać jej podanie. Dzięki znakomitej grze przy siatce, Townsend obroniła się w długim gemie rozgrywanym na równowagi i utrzymała serwis, obejmując prowadzenie 2:0. Poradziła sobie nawet z efektownym uderzeniem między nogami (hot-dogiem) Świątek, które wywołało entuzjazm publiczności.

Jeden gem na 21 minut

Choć pod koniec partii Polka zaczęła odzyskiwać rytm, rywalka zakończyła seta asem serwisowym, wykorzystując trzecią piłkę setową.
Pierwsze gemy dwóch poprzednich setów były zacięte i rozgrywane na liczne równowagi, ale w żaden sposób nie mogły się równać z 21-minutowym (!) maratonem, który otworzył decydującą partię. Problemy Świątek przy serwisie nie ustępowały – w tym jednym gemie popełniła kolejne trzy podwójne błędy (!), w tym dwa przy piłkach gemowych. Mimo to przetrwała - obroniła cztery break pointy i po dziewięciu równowagach zakończyła gema wygrywającym serwisem. - Czasami nawet samo trafienie pierwszym podaniem może być naprawdę trudnym zadaniem. Ten gem właśnie o tym był, ale także o wierze w to, że potrafię sobie z tym poradzić - wyznała Świątek w pomeczowym wywiadzie na korcie.

Straciła przewagę

Ale to jeszcze nie był koniec emocji, choć w 6. gemie Polka przełamała serwis Townsend i objęła prowadzenie 4:2. Wciąż jednak nie mogła czuć się bezpieczna – popełniła kolejny podwójny błąd serwisowy i natychmiast straciła przewagę przełamania. Szybko jednak odzyskała inicjatywę, wygrywając jeden z najefektowniejszych punktów spotkania: w dynamicznej wymianie pełnej zmian tempa i kierunku gry przechytrzyła Townsend precyzyjnym skrótem, a następnie zakończyła akcję minięciem w odkrytą część kortu.
Kiedy przyszło jej serwować po zwycięstwo w meczu, wszystkie wcześniejsze problemy przy podaniu odeszły w zapomnienie. Świątek rozegrała pewnego i bardzo spokojnego gema, wygrywając go do zera i przypieczętowując awans do drugiej rundy. A potem nastąpił opisany na początku wybuch emocji – można po nim mieć nadzieję, że z Igi zejdzie już skumulowane napięcie, a kolejne spotkania będą już mniej nerwowe...

Teraz finalistka

Droga sześciokrotnej mistrzyni wielkoszlemowej do drugiego tytułu na Wimbledonie wcale nie stanie się jednak łatwiejsza. Jej kolejną rywalką będzie finalistka turnieju z 2021 roku, 34-letnia Karolina Pliskova, która w dwóch setach pokonała 19-letnią rodaczkę Terezę Valentovą. Świątek prowadzi z Pliskovą 3-0 w bezpośrednich pojedynkach, jednak Czeszka przystępuje do meczu po udanych występach na kortach trawiastych – dotarła do ćwierćfinału w Queen's Club oraz półfinału w Nottingham. Będzie to także ich pierwsze spotkanie na nawierzchni trawiastej. - Karolina jest doświadczona, lubi grać płasko i szybko serwować. Na trawie to jest idealny styl, jej wyniki świadczą o tym. Dawno nie grałyśmy, więc będę musiała sobie taktycznie przypomnieć, jak to było kiedyś, jak spotykałyśmy się regularnie – zauważyła Świątek w rozmowie z Polsatem Sport. Bój o trzecią rundę w czwartek.

Po „czarnym poniedziałku” i porażkach w 1. rundzie Mai Chwalińskiej, Magdy Linette i Magdaleny Fręch Świątek pozostała jedyną polską singlistką w rywalizacji. Ale takiej „jedynaczki”, pomimo jej ostatnich perturbacji, wciąż wielu może nam pozazdrościć.

(ToM)

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się