Ekstaza z nutą goryczy

Cztery medale Biało-czerwonych w zorganizowanych przez Polskę 21. halowych mistrzostwach świata to wynik na miarę ostrożnych oczekiwań.

Radość Natalii Bukowieckiej była osłodą kuriozalnego finału rywalizacji na 400 m. Fot. PAP/EPA

Tomasz Mucha z Torunia

Tylko dwukrotnie w dwudziestu poprzednich czempionatach zdobyliśmy o jeden krążek więcej - w 1999 w japońskim Maebashi oraz w 2018 w Birmingham.

Toruńską publiczność w ekstazę wprawił przede wszystkim Jakub Szymański. Największy pewniak w 32-osobowej polskiej reprezentacji - zarówno w powszechnej opinii, jak i we własnym mniemaniu - okazał się faktycznie mocny nie tylko „w gębie”, bo sportową butę obronił na bieżni. Na mistrzostwa 23-latek rodem z Sopotu przyjechał niepokonany we wszystkich jedenastu biegach na dystansie 60 m przez płotki w tym sezonie, a opuszczał je z jeszcze bardziej imponującym bilansem 14 zwycięstw.

Chińskie żale

W sobotę Szymański był najszybszy kolejno w południowych eliminacjach, a następnie wieczorem w półfinale i finale. Choć miał najsłabszy czas reakcji startowej, w walce o medale objął prowadzenie w połowie dystansu, a na finiszu odparł jeszcze atak Hiszpana Enrique Llopisa. Triumfował z czasem 7,40 i zdobył na płotkach pierwsze złoto dla Polski oraz dopiero czwarte indywidualne w historii HMŚ.

Niespodziewanie innego faworyta, Treya Cunninghama z USA (7,43), wyprzedził także Llopis (7,42). Po półfinale z rywalizacji o medale wycofał się kontuzjowany inny wielki rywal Polaka, Dylan Beard. Pod nieobecność rekordzisty świata oraz trzykrotnego halowego i stadionowego mistrza świata, Granta Hollowaya, Szymański przerwał dominację Amerykanów, którzy wygrali 13 z poprzednich 21 finałów na płotkach.

Dla halowego mistrza Europy tytuł przy aplauzie polskiej publiczności znaczył szczególnie wiele - nie tylko zmazał plamę, gdy rok temu w Nankinie nie wszedł do finału poprzednich HMŚ, ale też przepędził własne demony (patrz rozmowa na stronie 25). Ten buńczuczny, zadziorny, twardy na pozór chłopak w końcu pękł i za metą wtulony w szczęśliwych rodziców zwyczajnie się poryczał. - Ciężar spadł mi z ramion. Wypłakałem się jak mały chłopiec, bo tak siedziała we mnie porażka rok temu w Chinach - przyznał złoty medalista.

Bukowiecka na sofie

W sobotę ustrzeliliśmy medalowy hat trick. Kilka chwil wcześniej kibice cieszyli się ze srebra Natalii Bukowieckiej na 400 m, ale w wyniku absurdalnego regulaminu dzielącego finał… na dwie serie, trzeba było z tą radością czekać prawie 10 minut od minięcia przez Polkę mety! W pierwszym biegu brązowa medalistka olimpijska z Paryża długo trzymała się za Lieke Klaver, a na ostatnim okrążeniu zdystansowała Holenderkę i wpadła na metę pierwsza, wyrównując własny rekord kraju (sprzed trzech lat) 50,83. Natalia spoczęła na specjalnie przygotowanych oliwkowych sofach na środku areny i niecierpliwie oczekiwała rozstrzygnięć drugiej serii.

W niej szybsza okazała się jedna zawodniczka - 20-letnia Czeszka Lurdes Gloria Manuel (urodzona w Ostrawie, ojciec z Angoli, mama Rosjanka) uzyskała 50,76. Dopiero wtedy przy wiwatującej publiczności Bukowiecka mogła wykonać rundę honorową. To pierwszy polski medal na 400 m kobiet w historii HMŚ - wcześniej aż trzy razy na czwartym miejscu była Justyna Święty-Ersetic. 33-letnia Raciborzanka tym razem odpadła już w eliminacjach.

– To było megadziwne. Nie wiedziałam, czy będę miała złoto, srebro czy brąz, a może zostanę bez medalu. Żałuję, że nie biegłyśmy ramię w ramię. Nie mówię, że wygrałabym, ale miałam siły na końcu i w bezpośredniej rywalizacji mogłabym powalczyć o złoto. Czuję się spełniona, brakowało mi tego medalu z hali – powiedziała Bukowiecka.

Czwarte, ale trzecie

Polka wygrała wszystkie trzy biegi i zdobyła srebro, ale co ma powiedzieć Amerykanin Chris Robinson, który w męskiej rywalizacji 400-metrowców również zawsze finiszował pierwszy, ale teraz nawet nie zdobył medalu…? W kuluarach mówi się, że eksperyment z podziałem finału nie wytrzyma powszechnej krytyki już przed kolejnymi HMŚ za dwa lata w Indiach.

Po nieudanym występie w piątek Marii Żodzik w skoku wzwyż (5. pozycja) w sobotę medalowe konto Polaków otworzyła sztafeta mikst 4x400 m w składzie Kajetan Duszyński, Anna Gryc, Marcin Karolewski i Święty-Ersetic. Co prawda nasza drużyna kończyła rywalizację na 4. miejscu, ale winą za wywrotki innych ekip na pierwszej zmianie sędziowie obarczyli finiszującą przed nami Jamajkę i zdyskwalifikowali ekipę z Karaibów. O tym, że są brązowymi medalistami Polacy dowiedzieli się w mix-zonie. To tam rozległy się krzyki szczęścia. - Zalałam się łzami dwa razy, bo za metą płakałam z goryczy. Tak bardzo chciałam tego medalu dla siebie, rodziny, bliskich i kibiców, którzy są z nami i nam kibicują - stwierdziła Święty-Ersetic.

Pia z kolejnym rekordem

W niedzielę po drugi brąz sięgnęła na płotkach Pia Skrzyszowska. Wynikiem 7,73 o jedną setną poprawiła własny rekord Polski sprzed roku w HMŚ w Nankinie, gdzie brąz przegrała o… 3 tysięczne sekundy. Teraz druga na finiszu Holenderka Nadine Visser wyprzedziła Polkę o… 5 tysięcznych! Skrzyszowska z kolei o dwie setne wyprzedziła czwartą z wielkich faworytek - Szwajcarkę Ditaji Kambundji. Zwyciężyła Devynne Charlton z Bahamów, wyrównując własny rekord globu 7,65.

Szkoda, że gorąca toruńska widownia nie doczekała się spełnienia w postaci medalu sztafety kobiet 4x400 m. Polki w składzie Bukowiecka, Gryc, Anastazja Kuś i Święty-Ersetic ukończyły rywalizację na gorzkim czwartym miejscu; na ostatniej prostej brąz podopiecznym Aleksandra Matusińskiego wyrwały Hiszpanki, szybsze o 13 setnych sekundy… Polska ekipa składała jeszcze protest, ale został odrzucony. Złoto dla Amerykanek, srebro dla Holenderek. Nasi panowie nie przebili się do 6-zespołowego finału, zajmując w półfinałach 7. miejsce.

Swoboda bez szans

Z ostatnim - ósmym - czasem do finału 60 m awansowała Ewa Swoboda, a w rywalizacji o medale finiszowała szósta. By liczyć na podium, trzeba było biegać w granicach rekordu życiowego (6,99), a sprinterka z Żor jedynie wyrównała najlepszy wynik sezonu 7,07. Był to pierwszy w historii bieg na 60 m, w którym aż siedem zawodniczek zeszło poniżej 7,10. Po złoto wreszcie sięgnęła Zaynab Dosso - w 2024 w Glasgow zdobyła brąz, a rok temu w Nankinie srebro. Reprezentantka Włoch zwyciężyła z czasem 7,00, dopiero trzecia była mistrzyni olimpijska na 100 m Julien Alfred z St. Lucii.

Na miarę aktualnych możliwości startowały Adrianna Sułek-Schubert i Paulina Ligarska, które zajęły - odpowiednio - 4. i 6. miejsce w pięcioboju. Szósta finał na 1500 m ukończyła Klaudia Kazimierska, do medalu zabrakło sporo, ponad trzech sekund. Siódmy w skoku skoku wzwyż był Mateusz Kołodziejski po zaliczeniu 2,22, choć w lutym skoczył już 2,30 i z takim wynikiem mógłby walczyć nawet o złoto.

Szkoda Wyderki

Wielki zawód w rywalizacji na 800 m był udziałem Macieja Wyderki. 23-letni zawodnik z Piekar Śląskich w lutym poprawił 14-letni rekord kraju Adama Kszczota (1:44,07) i liczył na walkę o medale, ale znów miał pecha - w swoim półfinale trafiło mu się dwóch świetnych rywali. Polak zaczął bardzo szybko, uzyskał świetne 1:44,59, ale na finiszu dał się wyprzedzić przy krawężniku Hiszpanowi Mohamedowi Attaoui i kończył dopiero trzeci. Co z tego, że miał globalnie trzeci czas półfinałów, skoro do finału awansowało tylko po dwóch najlepszych z każdego biegu. Zwycięzca jego serii, sensacyjny 17-latek z USA, Cooper Lutkenhaus, w niedzielnym finale sięgnął po złoto, a Attaoui zdobył brąz…


1 NATALIA Bukowiecka jest pierwszą Polką, która ma w kolekcji indywidualne medale igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata, halowych mistrzostw świata i mistrzostw Europy; 28-letniej sprinterce brakuje w kolekcji już tylko medalu halowych mistrzostw Europy.

4 ZŁOTO dla Polski indywidualnie w historii HMŚ zdobył Jakub Szymański. Pozostałe wywalczyli Sebastian Chmara (siedmiobój, 1992), Kamila Lićwinko (skok wzwyż, 2014) i Adam Kszczot (800 m, 2018).

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się