Efektywni w defensywie
Ghana szczelnie się broniła, a Anglia biła głową w mur. Synów Albionu stać było zaledwie na zdobycie punktu.
Wygranie pojedynku z ghańską obroną stanowiło spore wyzwanie. Fot. PAP / EPA
GRUPA L
Kadra narodowa Anglii na stadionie w Foxborough mogła liczyć na spore wsparcie kibiców podczas meczu z Ghaną. Anglicy tłumnie ruszyli na arenę, która leży 35 kilometrów od Bostonu. Cóż, duże zainteresowanie spowodowało, że dotarcie na stadion zajęło 1,5 godziny, więc była to poważna wyprawa. Podczas podróży do Bostonu spotkałem jednak nie tylko Anglików – w moim autobusie z Nowego Jorku widziałem wielu fanów w koszulkach Czarnych Gwiazd. Energia wokół meczu była znakomita. Reprezentacja Ghany wierzyła w sukces, w pierwszej kolejce wygrała z Panamą 1:0, a miało być jeszcze lepiej, bo na mecz z Anglią do USA dotarł oskarżony o gwałt, doświadczony Thomas Partey (miał problemy z przekroczeniem granicy). Jego przybycie na stadion w Foxborough wzbudzało spore kontrowersje. I trudno się temu dziwić, bo angielscy kibice doskonale go znają – przez pięć lat grał w Arsenalu. Nie mieli więc oporów, żeby „przywitać” 33-letniego pomocnika na murawie.
Na stadionie nie zabrakło gwiazd. Spokojnie mecz z trybun obserwował David Beckham, który – gdy pojawił się na telebimie – otrzymał najgłośniejsze owacje. Z kolei były amerykański bramkarz Brad Friedel i emerytowany niemiecki pomocnik Bastian Schweinsteiger ze skupieniem patrzyli na wydarzenia boiskowe, bo byli komentatorami dla stacji telewizyjnych. Każdy z nich chciał zobaczyć drugie w historii starcie tych reprezentacji – pierwsze miało miejsce w 2011 roku, gdy w meczu towarzyskim Ghana wywalczyła remis 1:1. Anglia nie mogła sobie pozwolić na powtórkę z rozrywki.
Tymczasem kreowani na oczywistych faworytów Synowie Albionu mieli spory problem, żeby zagrozić bramkarzowi Benjaminowi Asare. Selekcjoner Ghany Carlos Queiroz ustawił zespół tak, żeby jak najefektywniej się bronił. Trener wykorzystał swoje ogromne doświadczenie – dla niego jest to piąty mundial z rzędu. W 2010 roku prowadził Portugalię, a w kolejnych trzech mistrzostwach świata był dowódcą irańskiej reprezentacji. Kadrę Ghany objął w kwietniu, nie miał więc zbyt wiele czasu na pracę z zespołem, ale swoją turniejową wiedzą podzielił się z piłkarzami na tyle dobrze, że ci w pierwszej połowie utrzymali bezbramkowy remis.
Czas zaczął uciekać drużynie Thomasa Tuchela. Dlatego szkoleniowiec Anglików zdecydował się na przeprowadzanie zmian po półgodzinie gry. Przede wszystkim ściągnął z murawy Anthony’ego Gordona, nowego zawodnika Barcelony, który był absolutnie bezproduktywny, wstawiając Bukayo Sakę. Z czasem do gry włączeni zostali Eberechi Eze i Morgan Rogers. Niemiecki szkoleniowiec wskazał tym samym cel – Anglia ma zwyciężyć. Najbliżej objęcia prowadzenia była w 86 minucie, gdy rzuciła się do ataku i Nico O’Reilly trafił w poprzeczkę, a Harry Kane z bliska próbował dobijać, ale przestrzelił wysoko ponad bramką. Tym samym mecz zakończył się bezbramkowym remisem – Anglia, która świetnie zaprezentowała się przeciwko Chorwacji (4:2), kompletnie zawiodła w rywalizacji z drużyną z Afryki.
Michał Zichlarz z Foxborough
OCENA MECZU⭐ ⭐
◼ Anglia – Ghana 0:0
ANGLIA: Pickford – James, Konsa, Guehi, Spence (66. O’Reilly) – Anderson (73. Rogers), Rice – Madueke (83. Rashford), Bellingham (73. Eze), Gordon (66. Saka) – Kane. Trener Thomas TUCHEL.
GHANA: Asare – Senaya (87. Peprah), Adjetey, Opoku, Mensah – I. Williams (66. Fatawu), Yirenkyi, Partey, Sibo, Semenyo – J. Ayew (67. Adu). Trener Carlos QUEIROZ.
Sędziował Said Martinez (Honduras). Widzów 63 983. Żółte kartki: Rice – I. Williams.
Piłkarz meczu – Benjamin ASARE
