Efekt złych decyzji

Rozmowa z Mateuszem Słodowym, wychowankiem Odry Wodzisław, niegdyś występującym w ekstraklasie w barwach wodzisławskiego klubu, obecnie piłkarzem Unii Turza Śląska

Piłkarze z Wodzisławia (czerwone stroje) nie dali rady utrzymać się w IV lidze. Teraz mają zacząć od B-klasy. Fot. odra.wodzislaw.pl

Kogo winić za upadek Odry?

- Trudno winić jedną osobę, trudno też winić te osoby, które klubem zarządzały. W klubie było wiele zaniedbań już od dłuższego czasu i sporo ludzi, którzy z Odrą byli związani, ma coś na sumieniu. Tak to widzę i tak to oceniam. To efekt wielu zaniechań, złych decyzji, zamiatania czegoś pod dywan, co potem wychodziło z podwójną siłą.

Co jeszcze?

- Na pewno jednym z kluczowych czynników było wycofanie się ze sponsorowania klubu przez pana Michała Piotrowskiego, który był - można powiedzieć - tlenem dla Odry. Niestety, w klubie nie działano tak, żeby zabezpieczyć się na ewentualność jego odejścia.

Michał Piotrowski został ściągnięty do Wodzisławia przez byłego prezesa Odry Dariusza Kozielskiego?

- Tak. Gdyby nie ten „transfer”, to klubu nie byłoby już dużo wcześniej. Nie znam szczegółów, ale z tego, co słyszałem, to zainwestował w klub 2 miliony zł. Nie musiał tego robić, ale zrobił, chyba z sympatii do pana Kozielskiego. Za czasów pana Piotrowskiego była stabilizacja, ale niestety: zaczęły wypadać trupy z szafy z lat wcześniejszych.

O czym mówimy?

- Niepospłacani zawodnicy, nieuregulowany ZUS... Gra w trzeciej lidze sporo kosztowała.

Gdybyście wygrali baraże o IV ligę ze Zniczem Kłobuck, coś by to zmieniło?

- Zmieniłoby bardzo dużo! Przede wszystkim utrzymana zostałaby dotacja z miasta na kolejny rok, a nie byłoby kary. Do tego wskoczyłoby Junior Pro, byłyby pieniądze za transfer Kuby Pawełka (syn byłego bramkarza Odry i Wisły Mariusza Pawełka trafił do Górnika Zabrze – przyp. red.). Do grudnia, myślę, udałoby się pociągnąć. Może udałoby się pozyskać mniejszych inwestorów? Z pewnością nie byłoby źle. Jakby dodało się wszystkie kwoty, to wyszłoby ze 300 tys. zł. Wtedy można by nawet myśleć o spłacaniu zaległości, choć w IV lidze graliśmy za śmieszne pieniądze. Atmosfera była dobra, ale w pewnym momencie już się nie dało. Zimą odeszło kilku czołowych zawodników i na przestrzeni rundy wiosennej, kiedy pojawiły się kontuzje, kartki, tych ułomności nie udało się już ukryć.             

Prezes Maciej Handwerker w oświadczeniu o wycofaniu klubu z rozgrywek wspomniał pana nazwisko. Miał być pan jednym z tych, którzy robili wszystko, żeby uratować Odrę, żeby ta grała w V lidze. 

- Robiłem, co mogłem. Robiłem to, czego nie powinienem de facto robić. Grałem, byłem grającym asystentem trenera, w styczniu wziąłem na siebie akcję z cegiełkami, żeby ratować klub. Zebrałem sam więcej niż nasi sociosi. W meczu z rezerwami Podbeskidzia grałem ze zwichniętym obojczykiem. W szpitalu powiedziano mi, że potrzebna jest operacja, ale wiedząc, jaką mamy kadrę i jaka jest sytuacja, nie zgodziłem się na żaden zabieg. Wziąłem blokadę i... grałem. Teraz dostaję rykoszetem, bo słyszę gdzieniegdzie głosy, że mi… nie zależało.

Serio?!

- Niestety. Taka jest reakcja osób, którzy tworzą czy chcą tworzyć tę „nową” Odrę. Chodzą i opowiadają, że uciekłem do Turzy, a ja przecież do końca czekałem, co się w Odrze wydarzy. To nie fair z ich strony. Powiem tylko, że ci, co tworzą tę nową Odrę, też mają swoje za uszami. Przytoczyłbym tylko sytuację przed barażem z Kłobuckiem. Mieli wypłacić jedną wypłatę, a nic nie było. Tę nową Odrę tworzy m.in. pan Dariusz Nogacki, którego sam ściągałem do klubu. W pewnym momencie uwierzył, że rządzi i chce decydować o wszystkim. Był sponsor, który chciał w czerwcu pomóc, chciał przelać pieniądze, ale działanie pana Nogackiego temu zapobiegło. Jak dla mnie to był gwóźdź do trumny. Jakby były w klubie te pieniądze, to - jasne, nie ma pewności, czy byśmy się utrzymali - byłyby przynajmniej wypłacone dwumiesięczne zaległości, poprawiłaby się sytuacja. Być może ci chłopcy, którzy pojechali na wakacje na tydzień przed barażem, nie zdecydowaliby się na taki krok? Była taka sytuacja kadrowa, że musiał grać trener Czyż! Nie rozumiem działań tych nowych ludzi, ich narracji, oczerniania -także mojej osoby. Życzę im jak najlepiej, ale powiem tak: żyją marzeniami. To kibice, oni mają być na trybunach, a nie rządzić i decydować jak wszystko w klubie ma wyglądać.  

Jak patrzy pan na tę degrengoladę Odry w ostatnich latach, to co pan - jako wychowanek, osoba związana z Wodzisławiem - czuje?

- To jest niezrozumiałe, wręcz przerażające. Tutaj naprawdę nie trzeba dużo, żeby być wyżej. Jedynie więcej zaangażowania, transparentności... W Wodzisławiu jest zapotrzebowanie na dobry ligowy futbol, ale niestety, zaniechania występują z wielu stron, bo i miasto mogłoby się bardziej zaangażować, a wręcz powinno. Stadion, od czasu jak ja zadebiutowałem jeszcze w ekstraklasie, popada w ruinę. To nie jest jakaś pipidówka, żeby nie można było tutaj czegoś stworzyć. Przecież sport w naszym życiu jest bardzo ważny i nie mówię tutaj tylko o piłce nożnej. Sam mam dzieci i wiem jak codzienny ruch jest ważny. Nie trzeba wiele, żeby budować coś powoli, żeby była u nas III liga, żeby grać własnymi zawodnikami, żeby próbować piąć się wyżej. Nie odpowiadam jednak za to, co się działo wcześniej. Nie wierzę też zapowiedziom działaczy, którzy tworzyli tę poprzednią Odrę, że w 9 lat będzie II liga. W tej nowej Odrze działa dwóch wiceprezesów Odry, panowie Nogacki i Adamczyk, którzy odpowiadają za to, co się stało. Tworzą narrację, że nie są winni. Przejęli media klubowe i działają, jak działają…  

Rozmawiał Michał Zichlarz

MATEUSZ SŁODOWY

◾ Data urodzenia : 8 sierpnia 1991 r.  
◾  Miejsce urodzenia : Wodzisław Śl.
◾  Pozycja na boisku : obrońca
◾  Kluby : Odra Wodzisław, Kolejarz Stróże, Viktoria Żiżkov, Górnik Zabrze, Energetyk ROW Rybnik, Polonia Bytom, Kotwica Kołobrzeg, Odra Wodzisław, GKS Jastrzębie, Odra Wodzisław, Unia Turza Śląska. Grał w polskiej i w czeskiej ekstraklasie.  


Mateusz Słodowy latem przeszedł z Odry do Unii Turza. Fot. uniaturza.pl