Efekt domina

POWRÓT DO KORZENI, cotygodniowy felieton Michała Listkiewicza

Najbardziej medialny prezes klubu piłkarskiego w Polsce to niewątpliwie Jarosław Królewski, kierujący Wisłą Kraków. Wcześniej tylko Józef Wojciechowski zwany "Krokodylem" w Polonii, Bogusław Leśnodorski w Legii, a dużo wcześniej Stanisław Płoskoń w Górniku Zabrze byli podobnymi oryginałami, cokolwiek ten przydomek oznacza. Wywołana przez Królewskiego dyskusja na temat finansowania klubów przez samorządy jest jak kamyk, który uruchomi lawinę.

Dziś są ataki na wrocławski magistrat hojnie dotujący miejscowy Śląsk, jutro może to dotyczyć innych metropolii większych i mniejszych. Faktycznie, 30 milionów robi wrażenie, nawet jeśli chodzi o złotówki, a nie euro czy dolary. W innych miastach kwoty są dużo mniejsze, dodatkowo obwarowane rozmaitymi ograniczeniami co do celu sposobu wydatkowania. Bez samorządowego wsparcia polski sport upadnie, ale beneficjentem musi być sektor amatorski, infrastruktura, szkolenie dzieci i młodzieży. Wydawanie pieniędzy podatników na pensje dla średnich piłkarzy z Portugalii, Hiszpanii lub Bałkanów to nadużycie zaufania mieszkańców.

Piłka nożna w Anglii jest niedościgłym wzorem organizacji, profesjonalizmu, przestrzegania utrwalanych przez dekady reguł. Tam zakaz stadionowy dla chuliganów egzekwowany jest z całą bezwzględnością, u nas różnie z tym bywa, co wiem od znajomych policjantów. Braki kadrowe i lokalowe w policji, lekceważący stosunek do prawa w społeczeństwie są jakimś wytłumaczeniem, ale problem pozostaje.

Największa różnica dotyczy jednak zasad finansowania zawodowego futbolu. Jest rzeczą nie do pomyślenia, by jakikolwiek samorząd w Zjednoczonym Królestwie dopłacał do pensji profesjonalnych piłkarzy lub utrzymywał ligowy stadion. Wsparcie idzie na wzmacnianie korzeni sportu, czyli bazę i szkolenie dzieci. Od dawna w gremiach UEFA toczy się zażarta dyskusja wywołana przez Anglików, a dotycząca dopłacania do budżetu zawodowych klubów przez samorządy we Włoszech, Francji i... w Polsce. Po drugiej stronie kanału La Manche uważają, że narusza to zasady uczciwej konkurencji.

Prezydent Wrocławia Jacek Sutryk ustami swoich oddelegowanych do zarządzania Śląskiem ludzi pokrętnie tłumaczy, że kosmiczne zarobki piłkarzy to nie jego wymysł, a rzeczywistość. Zgoda, ale czy reklamowanie miejskich wodociągów ("pij kranówkę") lub zapraszanie do i tak oblężonego ZOO jest ok? Lament Królewskiego może uruchomić efekt domina, co byłoby wylaniem dziecka z kąpielą. W miastach powiatowych i mniejszych może doprowadzić do sportowego tsunami. Może warto pojechać po nauki do Chojnic na Kaszubach? Tamtejsza Chojniczanka utrzymuje się dzięki wsparciu setki lokalnych przedsiębiorców. Właściciel restauracji - żywi, firmy transportowej - wozi, ogrodniczej - pielęgnuje murawę, elektrycznej - naprawia oświetlenie, budowlanej - remontuje szatnie, itd. Grosz do grosza, a zbierze się kokosza, jak mówi ludowe przysłowie.

Klasyczne pięściarstwo zwane boksem to piękna dyscyplina sportu. Należę do pokolenia, które na własne oczy widziało historyczne triumfy Polaków w olimpijskim ringu. Obejrzałem wszystkie walki Kuleja, Grudnia, Kasprzyka, Szczepańskiego, braci Olechów. Stałem w długiej kolejce po bilety na derby stolicy Legia - Gwardia z udziałem mistrzów Europy, chodziłem nawet na 3-ligową młóckę bokserską do ciasnej salki Polonii.

Jako korespondent "Tempa" obsługiwałem kiedyś mecz Polonii z Metalem Tarnów i zapomniałem nazwiska pięściarza gości znokautowanego w pierwszej rundzie przez dysponującego piekielnym ciosem Mizerskiego w wadze ciężkiej. Nazajutrz koledzy z krakowskiej redakcji poinformowali Czytelników, że Mizerski znokautował... Listkiewicza. Przypadkowo byłem nawet mistrzem podwórka w boksie gdy walczący ze mną dużo cięższy kolega (to była kategoria open, bez podziału na wagi) nadział się na klucz sterczący z szafki przy ringu, a ja wygrałem przez nokaut techniczny.

Wprowadzenie walk w oktagonie, nowe kategorie MMA zniszczyły klasyczny boks, zepsuły dyscyplinę jak rap muzykę. Dziś mamy pospolite mordobicie znane kiedyś z imprez w remizie strażackiej. Bez taktyki, techniki, pracy nóg, uskoków, uników, zasłon. Dawni wielcy mistrzowie ringu w grobach się przewracają. Wydawało się, że reaktywacja ligi bokserskiej poprawi sytuację. Przynajmniej w Warszawie tak się nie stanie. Świeżo upieczony mistrz Polski KB Legia nie przystąpi do kolejnego sezonu z powodu braku pieniędzy na wynajem hali. Chodzi o kwotę, którą jeden podstarzały gwiazdor piłkarskiej Legii zarabia przez kwartał.  To nie jest normalne.

Po efektownych zwycięstwach koszykarskiej reprezentacji Polski zapanowała euforia. A sytuacja w naszym baskecie aż tak różowa nie jest. Wybitny autorytet Jacek Łączyński alarmuje, że w rozgrywkach młodzieżowych uczy się zawodników jak podwajać krycie i bronić strefą. A gdzie nauka kozłowania, podania, rzutu? Bez odpowiedniej techniki podwajanie czy potrajanie  będzie funta kłaków warte. Dobrze wyszkoleni cudzoziemcy z Ameryki są natomiast egoistami, nie interesuje ich gra zespołowa. Ich managerom chodzi tylko o szybką kasę i dobre statystyki. Kozłuje taki czarnoskóry gwiazdorek przez całe boisko, nie poda piłki kolegom i rzuca w ostatniej sekundzie akcji z nieprzygotowanej pozycji. Raz trafi, raz nie, ale swoje punkty uzbiera, co przyda się do CV przed kolejnym kontraktem na Cyprze czy w Bułgarii, a więc koszykarskim trzecim świecie.

Młodzi kibice Legii pobili i okradli z szalików Amerykanów kibicujących lokalnemu rywalowi Polonii. Bohaterowie od siedmiu boleści. Może powinni wyżyć się w ringu? Ale i to nie będzie im dane, skoro warszawski boks upada. W moich harcerskich czasach kradło się flagi konkurencyjnego zastępu pod osłoną nocy na obozie w lesie. Nie liczyła się brutalna siła, tylko spryt i zwinność. Kradzenie flagi na stadionie "na rympał" jest słabe. Trudno się dziwić, skoro popularne kiedyś harcerstwo to dziś zapomniana aktywność. A szkoda!

Klasyczne pięściarstwo zwane boksem to piękna dyscyplina sportu. Należę do pokolenia, które na własne oczy widziało historyczne triumfy Polaków w olimpijskim ringu. Obejrzałem wszystkie walki Kuleja, Grudnia, Kasprzyka, Szczepańskiego, braci Olechów... Fot. Andrzej Luda/PressFocus

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się